Znowu przeklinam. Gdyby tylko! To jest jak czytanie słownika wulgaryzmów na głos. Najpierw walczysz z głową, potem z grawitacją. Jedno jest pewne - spacer po ścianie wieżowca gwarantuje niesamowite wrażenia!

Redakcja National Geographic testuje ekstremalne przeżycia na terenie kraju. Wspólnie z czytelnikami i marką Wyjątkowy Prezent rysujemy mapę Polski Pełnej Przeżyć! Szukamy niebanalnych miejsc i atrakcji.  Znasz takie miejsce? Przeżyłeś coś niezwykłego? Weź udział w naszym konkursie Polska Pełna Przeżyć.

 

Podpisuję cyrograf. Oświadczam, że z własnej woli podejmuję ryzyko związane z chodzeniem po fasadzie budynku. Jeszcze tylko nazwisko i data. - Który dzisiaj jest? – pytam instruktorów i w odpowiedzi słyszę: - Ostatni dzień sierpnia. Koniec wakacji.  „Ostatni dzień” i „Koniec” wracają do mnie jak echo śmiejącej się prosto w twarz apokalipsy.

Spotykamy się pod jednym z warszawskich biurowców przy ul. Grzybowskiej 80/82. Spojrzenie 40 metrów w górę na rozwieszoną na ścianie płachtę nie pozostawia wątpliwości – zanim znów wrócę na ziemię, będę musiała wykazać się niemałą determinacją.

Walk in the sky, czyli spacer po ścianie wieżowca, to jedyna taka atrakcja w Polsce, dostępna od niespełna miesiąca. Dotychczas niewiele osób podjęło wyzwanie, ale podobno jeszcze nikt nie zrezygnował. Mnie na górę pcha ciekawość i chęć zmierzenia się ze swoim strachem.

Wyposażona w kask, uprząż oraz imponujące rękawice, które mają chronić dłonie przed otarciami, staję na platformie na szczycie budynku. Przypięta linami czuję się całkiem bezpiecznie. Boję się tylko tego, że… w końcu zacznę się bać. Spanikuję. W ostatniej chwili nie zapanuję nad lękiem i wycofam się.

- Staniesz na krawędzi. Wysuniesz stopy, złapiesz linę i na wyprostowanych nogach pochylisz się w dół – mówi spokojnie instruktor, a ja mam wrażenie, że namawia mnie do samobójstwa.  

W końcu staję nad przepaścią. Dookoła warszawskie wieżowce, pode mną beton. Dopinguje mnie rozwieszony nad głową baner: „Zapnij pieluchę i leć”. Próbuję, ale organizm stawia opór, buntuje się każda komórka ciała, sztywnieją wszystkie mięśnie. Całe życie słyszysz „nie wychylaj się”, a teraz instruktor, który stoi za twoimi plecami, namawia „no już, wychyl się”.

Nieufnie, z przekleństwami na ustach robię ten najdziwniejszy krok w swoim życiu i powoli (sama wybieram tempo, popuszczając linę) schodzę w przepaść. Pierwsze cztery kroki są najgorsze! Z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa walczę z grawitacją. Wyzwanie polega na tym, że cały czas mam przed sobą widok przepaści (inaczej niż podczas skoku na bungee, gdy jest to jeden szybki ruch i gotowe). Tu przez 5 minut - mniej więcej tyle trwa zejście - siła ciążenia zaprasza mnie w dół, ale trzymam poziom i stąpam po fasadzie. To działa! Nie jest trudne, tylko zupełnie nienaturalne, nieznane, a przez to niesamowite.

Spacerować po ścianie może każdy, z drobnymi wyjątkami. Przeciwwskazania to urazy kręgosłupa, problemy z ciśnieniem i sercem. Spacery są możliwe od marca do października (pogoda może uniemożliwić realizację). Zainteresowani? Zniechęceni? Warto spróbować! Choćby ze względu na świeżość doświadczeń, satysfakcję z przełamania strachu i widok na warszawskie wieżowce.

Hanna Gadomska
 


Jeśli też lubisz takie wrażenia, chcesz się z nami podzielić swoimi aktywnościami, zgłoś się i stwórz z nami przewodnik po Polsce Pełnej Przeżyć!