Zobaczyć orkę

2 lipiec 2009


Nagle z migoczącej srebrem kuli wypływa ze śledziem w pysku „chłopczyk” – waży na oko jakieś 4 tony – i zaczyna mi się bacznie przyglądać. Wkrótce dołącza do niego z dziesięć innych orek. Najwyraźniej bardziej je zainteresowałem niż śledzie. Mam tylko nadzieję, że nie potraktują mnie jak konkurenta do suto zastawionego stołu. Aby im się przypodobać, usiłuję pływać jak delfin. O dziwo, moje wygibasy chyba przypadają orkom do gustu (na pewno oglądają najbardziej pokracznego delfina, jakiego można sobie wyobrazić). Zwierzęta podpływają coraz bliżej, a nawet jakby próbują się bawić. Po chwili wracają jednak do śledzi, porzucając nudziarza, który nie potrafi na dłużej zająć ich uwagi.

Pod wieczór zmarznięty, ale szczęśliwy wracam do łodzi, marząc tylko o gorącej herbacie. Skóra na moich dłoniach przypomina papier ścierny – słona woda i coraz silniejszy wiatr zrobiły swoje. Dopiero przy kolacji czuję, jak bardzo jestem zmęczony.

Kolorowy świat pod wodą


Kolejnych kilka dni upływa pod znakiem śniegu, mgły i sztormu. Wprawdzie szukamy orek w bardziej osłoniętych przed wiatrem rejonach, ale bez rezultatów. Na osłodę nurkujemy w miejscach polecanych przez lokalne przewodniki. Podwodne krajobrazy wyglądają niczym z bajki: wielkie brunatnice przypominają tajemniczy stary las, w którym jak duchy przemykają ryby. W norach między kamieniami świecą ogniki oczu krabów, krewetek i innych skorupiaków. Podwodne widoki, pełne kolorowego życia, zmieniają moje wyobrażenie o ubogiej przyrodzie północnej Norwegii. To, czego nie ma na powierzchni, jest ukryte pod wodą – formy, kształty i kolory zaskakują swoją różnorodnością.

Gdy już tracę nadzieję, że jeszcze zanurkuję z orkami, przestaje wiać i pojawia się słońce. Płyniemy w stronę słynnego fiordu Tyss – jednego z najbardziej lubianych przez delfiny. Nie odpływamy zbyt daleko od portu, gdy naszą łódź zaczynają gonić dwa młode walenie. Wyskakują w powietrze zaledwie kilka metrów od nas i z wielkim pluskiem wpadają do wody. Wyprzedzają łódkę, a my podążając ich tropem, docieramy do zatoki, w której pływa ponad sto orek. Możemy wybierać stado, z którym chcemy nurkować – to prawdziwy podwodny raj. Wprawdzie wyprawa dobiega końca, ale już wiem, że na pewno tu wrócę.

Nowy kierunek: Kristiansund


Na Lofoty wróciłem w zeszłym roku. Zaplanowałem wyprawę w najlepszym możliwym okresie – mój 14-dniowy rejs przypadał na drugi i trzeci tydzień listopada. Wówczas śledzie i orki docierają już w rejon archipelagu, ponadto słońce świeci wtedy stosunkowo długo w ciągu dnia. Niestety, nie mogłem przewidzieć, że po upalnym lecie ryby wcale nie będą się spieszyły w rejony przybrzeżne. W pierwszym tygodniu pogoda była wprawdzie piękna, ale spotykaliśmy tylko pojedyncze walenie nerwowo poszukujące swego przysmaku. Głodne orki nie były skłonne do zabaw i unikały towarzystwa ludzi. Nie brakowało za to bielików – wystarczyło złapać na wędkę kilka dorszy i wrzucić ich wnętrzności do wody, a natychmiast pojawiały się ptaki.

Walenie mogliśmy podziwiać dopiero w drugim tygodniu, ale tylko z pokładu, bo jak na złość zepsuła się pogoda. Dowiedziałem się wtedy, że populacja śledzi zimująca na Lofotach nie jest już tak liczna jak kilka lat wcześniej – ryby tworzą ławice w innych rejonach. Takim nowo odkrytym (przez orki i ludzi) miejscem są okolice Kristiansund na zachodnim wybrzeżu, niedaleko Trondheim. Firma ze Stromsholmen już planuje zorganizować tam safari. Pewnie też na nie pojadę.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-02-19 08:11

    ciekawie, można się dużo dowiedzieć. fascynujące było by zobaczyć orkę w naturze:) dziekuję za coś ciekawego do przeczytania:) pozdrawiam

Autor

Ostatnio czytali

  • artur
  • Ola Sieczka
  • Anna
  • alexx001
  • pierzgal
  • emeryt
  • kredka
  • ARTI
  • zbina1
  • throgal
  • Talka1
  • Margarytka
  • s3quin
  • joan
  • monika p

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się