JAKUB POSTRZYGACZ urodził się w 1981 roku w Warszawie, szkołę średnią ukończył w Siedlcach, a studia socjologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Obecnie wraz z żoną Adrianną mieszka w Auckland w Nowej Zelandii.
W 2005 roku jako pierwszy przejechał samotnie na rowerze Canning Stock Route - najdłuższy oraz jeden z najtrudniejszych szlaków terenowych świata. Wyprawa trwała 33 dni. Za ten wyczyn został uhonorowany nagrodą Travelera oraz Kolosem.Chciałem odetchnąć od zgiełku cywilizacji - Jakub Postrzygacz, laureat nagrody Traveler za Wyczyn Roku, tłumaczy, dlaczego podczas samotnej wyprawy rowerowej pokonał 2100-kilometrowy szlak przez cztery australijskie pustynie. Teraz planuje w ten sam sposób dotrzeć na biegun południowy.
MAGDALENA STOPA: Mając zaledwie 23 lata, przejechał Pan rowerem Canning Stock Route, jeden z najtrudniejszych szlaków terenowych świata. Jak doszedł Pan do tego wyczynu?
Jakub Postrzygacz: Na rowerze jeździłem od dziecka, ale pełnoobjawową cyklozą zaraziłem się dopiero w szkole. Księża w naszym liceum w Siedlcach organizowali rowerowe obozy. Najdłuższą wspólnie przejechaną trasą była podróż do Rzymu. Choroba okazała się nieuleczalna i po skończeniu szkoły rozwijała się dalej. W 2001 roku wyjechałem z moją przyszłą żoną Adą do Irlandii. Miałem wtedy 19 lat, 60 funtów na 2 osoby i bilet powrotny zarezerwowany na 2 miesiące później. Pierwszą pracę znaleźliśmy przy pieleniu szpinaku. Chwasty dochodziły do 1,5 m. Potem było już lepiej i wkrótce zarobiliśmy na bilet do Nowej Zelandii. Wcześniej jednak przejechaliśmy w Irlandii 1,5 tys. km na rowerach, które złożyłem z części znalezionych na złomowisku.
– Potem objechaliście Nową Zelandię?
– Nowa Zelandia była naszym pierwszym wielkim marzeniem i pierwszą wielką podróżą. To przepiękne miejsce, jest tam wspaniała przyroda, łagodny klimat, gościnni ludzie, którzy w większości nie zamykają domów na klucz. Gdy jadąc na rowerach dookoła Nowej Zelandii pytaliśmy, czy możemy rozbić namiot na ich ziemi, wielokrotnie słyszeliśmy w odpowiedzi: nie. Dlaczego? Bo od razu proponowali nam nocleg w swoim domu. A gdy budziliśmy się rano, śniadanie stało już na stole.
– Co po tych przyjemnych podróżach skłoniło Pana do samotnej wyprawy w ekstremalnych warunkach?
– Za narodziny pomysłu odpowiedzialny jest Marek Tomalik i jego pokaz slajdów, który miałem okazję obejrzeć w Krakowie. W 2002 roku przejechał on Canning Stock Route w konwoju samochodów terenowych, za co został nagrodzony Kolosem. Spytałem wówczas, czy można pokonać ten szlak rowerem, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Marek stwierdził krótko: „Zapomnij!” Jego opinię zdawali się podzielać nawet rdzenni mieszkańcy Australii. Na samym początku podróży spotkałem Aborygena wracającego z polowania. Gdy usłyszał, dokąd jadę, zdumiał się i rzekł: „To długa droga, potrzebujesz mięsa”. Po czym podarował mi kilka wciąż ciepłych kangurzych żeberek. Wieczorem upiekłem je na ognisku i jak dotąd był to mój najlepszy grill!

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.