Zamki Dolnego Śląska

30 grudzień 2011
Zamki Dolnego Śląska

Zamki Dolnego Śląska odzyskują blask. I otwierają się na turystów. Dzięki temu w luksusie zarezerwowanym kiedyś dla błękitnokrwistych mogą pławić się dziś zwykli śmiertelnicy.

Angielska księżna Daisy wcale Jana Henryka nie kochała. Nie potrafiła jednak odmówić ręki dziedzicowi von Hochbergów, trzeciej pod względem majątku rodziny w całych Prusach. Toteż w 1891 r. zgodziła się na ślub, który  w londyńskim Westminsterze pobłogosławiła sama królowa Wiktoria. W zamian mąż przyrzekł jej życie jak z bajki. Długo się starał dotrzymać obietnicy, choć baśń zakończyła się koszmarem, którego nie powstydziliby się bracia Grimm.

Książ. Perłowa klątwa

Przemierzając kolejne komnaty w XIII-wiecznym zamku  w Książu (dziś to dzielnica Wałbrzycha), próbuję sobie to ich bajkowe życie wyobrazić. Gdy zamieszkali tu po ślubie, obiekt był już po XVIII-wiecznej przebudowie, ale to dopiero oni przekształcili go w największą imprezownię Prus. Śląsk był wówczas wśród niemieckiej arystokracji szalenie modny, w dobrym tonie było mieć tam rezydencję albo przynajmniej bywać na tamtejszych salonach. Książ ze względu na swój rozmach świetnie się do tego nada-wał, wszak dziś to największy (po Malborku i Wawelu) zamek na polskich ziemiach. Zdobiona stiukami i malowidłami barokowa Sala Maksymiliana, w której urządzano najwykwintniejsze bale, dzięki zawieszonym nad kominkami lustrom wydaje się jeszcze większa niż  w rzeczywistości. Bawili się tu pruski cesarz Wilhelm II, rosyjski car Mikołaj oraz przyszły prezydent USA John Adams. Czarnymi Schodami przechodzę na tarasy – to tu latem odbywały się legendarne biesiady.

Młodym Hochbergom tego przepychu jednak nie starczało. Jan Henryk ufundował swojej Daisy egzotyczną podróż, m.in. do Egiptu  i Indii. Kiedy dopłynęli do Adeny, ekstrawagancki mąż zatrudnił ubogich poławiaczy pereł, którzy mieli jej znaleźć materiał na kilkunastometrowy naszyjnik. Wysilali się biedacy strasznie, jeden z nich zmarł z przemęczenia, przeklinając w ostatnich słowach ród Hochbergów. To podobno stąd wzięły się późniejsze kłopoty Książa i jego właścicieli.

Śmierć córki Daisy, później jej rozwód z księciem, wreszcie w 1936 r. aresztowanie przez gestapo syna zwiastowały także mroczny okres w życiu zamku. W 1941 r. przejęli go naziści, bo Adolf Hitler postanowił tu urządzić swoją kwaterę główną. Zaczął się dramatyczny, choć fascynujący rozdział historii Książa. Z obiektu usunięto większość arystokratycznego wyposażenia, pod olbrzymią budowlą wykopano za to 50-metrowe tunele, w których mieściły się ciężarówki, a nawet podziemna stacja kolejowa. Dziś można zwiedzać obetonowane sztolnie będące częścią wydrążonego pod dziedzińcem schronu przeciwlotniczego oraz 100 m tunelu.   

Ale wiadomo, że to jedynie ułamek „podziemnego miasta”, którego do chwili obecnej nie zdołano w pełni odkryć. Dzięki powojennym zabiegom konserwatorskim na zamku udało się przywrócić klimat średniowiecza. W piwnicznych lochach rycerz Krzysztof (przedstawia się jako „zbój łamignat” i „skryba zamkowy”) ku uciesze dzieciarni podpisuje certyfikaty pobytu w Książu.

Ale mrocznej historii wojennej wymazać się nie da. Według relacji Himmlera w czasie wojny prowadzono tu pseudomedyczne prace nad wyhodowaniem nadczłowieka, idealnego Niemca odpornego na wszelkie bakterie. Tylko dlaczego ciągle nie udało się znaleźć śladów owego makabrycznego laboratorium? Wciąż nie znaleziono też przeklętego naszyjnika, który w czasie wojny miano pochować wraz ze zmarłą Daisy. Nie jest nawet pewne, gdzie znajduje się jej grób. Klątwa poławiacza pereł najwyraźniej trwa.

Kliczków. Cmentarz koni

Nie wiem, jaka klątwa ciążyła nad zamkiem w Kliczkowie położonym pośród Borów Tucholskich, 12 km od Bolesławca. Kroniki twierdzą, że była to jedna z najpiękniejszych magnackich rezydencji na Śląsku. Jej komnaty wypełniały zabytkowe włoskie meble, dzieła sztuki, a przede wszystkim trofea myśliwskie. Bo właśnie polowania były specjalnością Kliczkowa – wielokrotnie przyjeżdżał na nie sam pruski cesarz. W 70-hektarowym parku urządzono nawet unikatowy na skalę europejską cmentarz dla koni i psów myśliwskich.

XIII-wieczne mury zamku przetrwały kolejne walki i oblężenia, o mały włos nie przegrały jednak z ludzką głupotą i barbarzyństwem. Zniszczeń dokonała tu po wojnie Armia Czerwona, ale my Polacy nie byliśmy wcale lepsi. „Nasi” wandale w 1949 r. wzniecili tu pożar, później nad stajnią załamał się dach, rujnując część zamkowych sklepień. Zdewastowano najcenniejsze na Śląsku ceramiczne piece i kominki, a przewracające się drzewa rozwaliły przypory ujeżdżalni. Miejscowa ludność rozkradła nawet kamienne pomniki pochowanych w parku zwierząt.

I nagle stał się cud. W latach 90. znalazła się firma, która postanowiła uratować zabytek. Niewiarygodne, ale dokonano tego w półtora roku. Absolutny rekord świata! Dziś jest tu luksusowe centrum konferencyjne, hotel oraz spa. Podczas spaceru po zamkowych wnętrzach trudno uwierzyć, że wiele elementów to rekonstrukcje. Inspirowana brytyjskim gotykiem Sala Teatralna czy utrzymana w stylu napoleońskim Sala Balowa wyglądają jak w czasach świetności. Nowi właściciele dbają też o myśliwskie tradycje – m.in. organizują Mistrzostwa Polski  w Wabieniu Jeleni (za pomocą dźwięków rogów) oraz coroczną galę jeździecką.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Moszna- bajkowy zamek

    Moszna- bajkowy zamek

    Jedni mówią o nim: kicz, inni: Disneyland. Tak czy inaczej, budowla robi wrażenie. Ma 365 pomieszczeń – tyle, ile jest dni w roku – i 99 wież. W maju w pałacowym ogrodzie kwitną setki azalii, zachwycając zapachem.

  • Artykuł

    Jawor i Świdnica

    Jawor i Świdnica

    Dookoła mnóstwo aniołów. Są w każdym zakamarku, wszędobylskie, wesołe, szybują pomiędzy malowanym chmurkami, niemal słychać szum ich skrzydeł.

  • Artykuł

    Świdnica-czerwony z miasta słodyczy

    Świdnica-czerwony z miasta słodyczy

    Niech Kraków drży z obawy. Na Dolnym Śląsku rośnie mu bowiem potężna konkurencja –Świdnica, miasto pod wieloma względami wyjątkowe. Powody jego niezwykłości wyliczać można długo. Mieszkała w nim Marysia Kunicka, niezwykła kobieta, która dała nazwę jednemu z kraterów na Wenus, i Manfred von Richthoffen, Czerwony Baron, najsłynniejszy lotnik I wojny światowej.

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

  • 4 Deserts: finał tuż-tuż!

    Ostatnia prosta przed biegaczami z „4 Deserts”. Prosta? Całkiem trudna: 250 km biegu na Antarktydzie. Wylot już dziś

  • Bieg po złoto

    Kolejna edycja Biegu po Złoto za nami. Podziemna trasa w dawnej Kopalni Złota dostarczyła wszystkim uczestnikom wielu niezapo...

  • Unikalne drzeworyty na wystawie w Krakowie

    W Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie można do 30 listopada 2014 roku oglądać wystawę drzeworytów ludowych ...

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowali�my dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się