Wyprawa do wnętrza smoka

25 styczeń 2010
Wyprawa do wnętrza smoka

Podróżując przez Środkowe Chiny ze Wschodu na Zachód, dostrzega się rozziew między pulsującymi życiem wielkimi i bogatymi metropoliami, w których robi się interesy z całym światem, a spokojnymi, biednymi i zacofanymi miastami, gdzie każdy znajdzie chwilę, by spokojnie napić się zielonej herbaty. Udałem się na rubieże chińskiej cywilizacji, do świata mniejszości narodowych, w którym dawno nie widziano Europejczyka.

Podróż zaczynam w Hongkongu. Od XIX w. jest bramą do Chin. Tutaj Wschód spotyka się z Zachodem, Europejczyk ma czas na łagodną adaptację do innej cywilizacji. Trudno w tym świecie angielskich napisów i klarownych wskazówek zabłądzić. Dlatego zamiast na drogą lotniskową kolejkę z miękkimi fotelami, decyduję się na czerwony, klasyczny, londyński piętrowy autobus A12, który zawozi mnie do kultowego miejsca wszystkich turystów, Nathan Road. Z nieba leje się żar, w powietrzu mieszają się zapach curry i wyziewy z hotelowych wentylacji. Spocony przeciskam się przez tłum Hindusów, Pakistańczyków, Afrykańczyków, białych turystów i miejscowych. Mijając bary z hinduskim jedzeniem, sklepy z elektroniką, zakłady krawieckie i kramy sprzedające przedziwne drobiazgi trafiam do legendarnego Chunking Mansions. Ten 17-piętrowy budynek jest jednym z najtańszych miejsc, w których można przenocować w Hongkongu. Mam wrażenie, że znalazłem się na planie filmu Chunking Express. Po długich targach z bangladeskim właścicielem jednego z guesthousów znajdujących się w budynku ląduję na 14. piętrze w ciemnym, pozbawionym okna pomieszczeniu. Pokój ma najwyżej 7 m2, z trudem mieszczę się z bagażami.

Szybko wybieram się nad zatokę Hongkong. Rozciąga się stąd wspaniały widok na Hongkong Island, siedzibę licznych instytucji finansowych, a zachodzące słońce odbija się w szklanych wieżowcach dumnie spoglądających na kontynent. W poszukiwaniu kolejnych wspaniałych widoków przepływam łodzią na drugą stronę zatoki i tramwajem w stylu retro dostaję się na wzgórze Victorii. Stąd rozpościera się panorama na cały Hongkong, półwysep Koulun i rozrzucone wokół niego wyspy, na których można odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku.

Wszystko stąd wygląda tak samo jak 10 lat temu, kiedy po raz pierwszy przyjechałem i zachwyciłem się tym niezwykłym miastem. Wówczas miało całkiem brytyjski charakter, jeszcze dwa–trzy lata temu próba porozumienia się z mieszkańcami po mandaryńsku wywoływała sensację. Niewielu miejscowych potrafiło w tym dialekcie rozmawiać, a taksówkarze mieli akcent tak ciężki, że uszy puchły nawet cudzoziemcom. Dziś, gdy po chińsku zamawiam zupkę z makaronem i krewetkami, nie widzę u kelnerki żadnych oznak radości, zaskoczenia czy zadziwienia.

– Wróciliśmy do Chin, przybyły tysiące chińskich turystów. Żeby się z nimi porozumieć, musieliśmy się nauczyć od nich języka – wyjaśnia mi taksówkarz. W handlowych dzielnicach miasta mandaryński zaczyna wręcz dominować. Chińczycy tłumnie przyjeżdżają do Hongkongu na zakupy, po złoto, biżuterię i inne towary luksusowe. Do miasta wszystko można wwieźć i wywieźć bez podatku. Drogie towary są tu tanie i autentyczne. W głębi Chin gwarancji jakości nie ma.

Niestety wraz z Chińczykami przybywającymi na zakupy w Hongkongu pojawiają się złe zwyczaje. Beztroskie śmiecenie na ulicach, przepychanie się, głośne plucie. Zmienia to także rodowitych mieszkańców miasta. Dawniej uśmiechnięci, wyluzowani, dziś stają się nieprzyjemni w codziennych kontaktach. Z dawnej brytyjskiej kolonii zostały już tylko dekoracje. Lewostronny ruch ulic i piętrowe autobusy. Miasto żyje i przejmuje najgorsze zwyczaje z kontynentu.

Pachnący Port opuszczam po dwóch dniach z wizą w ręku. Gdybym zaczekał kolejne dwa dni, miałbym ją za darmo, a tak musiałem zapłacić 150 yuanów (ok. 70 zł). Teraz moim celem są Ziemie Wewnętrzne (Neidi). Tak mówi się o Chinach w Hongkongu. Zamierzam zapuścić się głęboko w interior, tysiące kilometrów na Zachód do prowincji Syczuan. Przez okna ekspresu relacji Hongkong–Kanton, który niecałe 200 km pokonuje w dwie godziny, obserwuję dziesiątki fabryk i hoteli robotniczych, a oczyma wyobraźni widzę doliny Syczuanu.

Mam wyjątkowe szczęście, w Kantonie udaje mi się kupić hard sleeper (miejsce leżące) na pociąg następnego dnia. W Chinach, kraju kilkuset milionów podróżnych, dostępność biletów zawsze jest loterią, która może zatrzymać turystę nawet na kilka dni.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Ostro – słodkie południe

    Ostro – słodkie południe

    Na południu Chin znaleźć da się wszystko: nieziemskie krajobrazy i plaże, zachwycającą architekturę sprzed setek lat, niezwykłe azjatyckie wersje starego Paryża, Wenecji i mieniącego się kolorami Las Vegas oraz spróbować przysmaków bardzo ostrej orientalnej kuchni.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-02-25 14:43

    Bardzo ciekawy artykuł i niczego sobie zdjęcie ;)

  • Do moderacji
    2010-02-25 13:16

    fantastyczne zdjecie i ciekawie napisane

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-11-29 23:04

    Świetne.

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-11-29 23:02

    Świetne.

Autor

  • Radek Pyffel

    Radek Pyffel

    Akademik, wykładowca, dziennikarz, szkoleniowiec, autor kilku książek o Chinach, współtwórca portalu polska-azja.pl. Od lat działa jako współpracownik polskich firm na Dalekim Wschodzie. Jest miłośnikiem podróży i kultury chińskiej. W Kraju Smoka mówią na niego Le Fa Xing, Promieniujący Szczęściem.

Ostatnio czytali

  • MaciekS
  • magg44
  • keva
  • Karol_ina
  • tomaszkargul
  • ARTI
  • droplet
  • Zuzanna68
  • Kamil1977
  • Rybniczanin
  • Raadio
  • monika p
  • surabai
  • Eksplorator
  • Kriss28
  • Neraudi
  • Adams9001

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się