– Jedź i jedz! – powiedzieli mi w redakcji. Znaczy, żeby napisać coś o jedzeniu. Łatwizna, pomyślałem sobie. I przez następne dwa tygodnie głowiłem się nad pomysłem felietonu.
Toż jedzenie, a zwłaszcza jedzenie w podróży, jest jedną z głównych radości mojego pustawego życia. A tu – z przeproszeniem – taka obstrukcja. W końcu postanowiłem: zrobię, co kazali. Pojechałem i zamierzałem jeść.
Moim celem były Bałkany: Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina. Tam to inspiracje powinny mi wychodzić uszami. No i w drodze trzeba się żywić. 1600 km przydrożnego stołowania, ze trzy strefy gastronomiczne, muszę tylko uważać, żeby nie przesadzić z zaangażowaniem. Rozmiar XXL robi się już przyciasny, a obiecywałem sobie, że w większy nie będę przeskakiwał, choćby dlatego, że go nie ma. No dobra, dwa, góra trzy obiady dziennie, tak żeby znaleźć ten cholerny pomysł.
Pojawił się już 50 km od Warszawy. Tyle wystarczyło, żeby zajarzyć – Polska stała się krajem gospód, karczm i oberży. Niepodległej Rzeczypospolitej nie udało się przez ponad 20 lat wybudować sensownych dróg, ale jej obywatele w kilka latek pokryli swą ojczyznę siecią budynków stylizowanych na zakopiańskie chaty czy szlacheckie dworki. Gospody zdetronizowały pizzerie, bistra i fast foody, grubo ciosane drewno wyparło jaskrawe plastiki, lśniące metalowe rurki, a nawet długonogie Bułgarki. Pobocza polskich dróg słały sygnał: wieś jest trendy!
Tak jest, wieś będąca jeszcze niedawno synonimem zacofania staje się modnym rajem. Na razie głównie w warstwie kulinarnej. Po latach spożywania żywności produkowanej w fabrykach paszy i sprzedawanej w fabrykach handlu zaczęliśmy dostrzegać, że nowoczesne jedzenie coraz mniej przypomina jedzenie. Ratunku szukamy we wsi, gdzie wszystko smakuje jak kiedyś.
Ale nasze gospody i wędliny od chłopa to jedynie zaczątek większego trendu. Ostatnio John Cleese rzucił mimochodem, że Londyn nie ma nic wspólnego z Anglią. Faktycznie, to wielka, kosmopolityczna metropolia, która mimo piętrowych autobusów i pałacu królowej jest dla przeciętnego Brytola bardzo mało swojska. Jak wynika z książek Kate Fox czy Jeremiego Paxmana, ucieleśnieniem Anglii jest dla Anglika nie Londyn, lecz angielska prowincja. Zwłaszcza południowo-wschodnie hrabstwa, które znamy z sympatycznego serialu kryminalnego Morderstwa w Midsomer (coś trzeba robić, żeby na wsi z nudów nie oszaleć).
Nie inaczej jest na przykład w Belgii. Ostatnio, gdy bawiłem w tym kraju, dowiedziałem się, że ceny nieruchomości na wsi są znacznie wyższe niż w Brukseli. Wynika to stąd, że stolica Europy stała się bezpłciowym molochem zamieszkanym przez urzędasów z całego kontynentu. Belgowie wyprowadzają się zatem na wieś, bo tam czują się jak w Belgii. A dokładniej: Walonowie jak w Walonii, Flamandowie jak we Flandrii.
W dzisiejszych czasach dawne wady wsi stały się jej największymi zaletami: zaściankowość, tradycjonalizm, odcięcie od świata, wolne tempo życia. Dziś nie ucieka się ze wsi, ale na wieś. A jeśli ktoś jest na to za słaby albo za biedny, zawsze może przynajmniej zjeść golonkę w przydrożnej gospodzie. Co oczywiście uczyniłem.

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Zabiorę Was do kraju, który odwiedzam od 20 lat. Pokażę maleńkie wioski ignorowane przez przewodniki turystyczne i większość map. Na koniec zasiądziemy do gruzińskiej uczty. Gotowi? No to w drogę!

Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli – brzmi pierwsze zdanie Mistrza i Małgorzaty. Więc i ja zaczynam wycieczkę po Moskwie od tego niepozornego miejsca.
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.