Turysta w opałach

15 lipiec 2011
Turysta w opałach

Masowe protesty w Egipcie, Tunezji i innych krajach arabskich to nie tylko zmartwienie dla autorytarnych rządów, ale też polskich biur podróży i turystów. Jak się zachować, gdy w miejscu wymarzonych wakacji wybucha rewolucja?

Do samego Egiptu rocznie przyjeżdżało 600 tys. Polaków. Ponieważ w tym roku touroperatorzy przygotowali specjalne oferty first minute, wielu wykupiło wczasy pod piramidami z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Dużą popularnością cieszyły się także Tunezja i Maroko.

Tymczasem fala antyrządowych zamieszek, która na początku roku ogarnęła państwa arabskie, okazała się ciosem dla przemysłu turystycznego. Ludzie zaczęli masowo rezygnować z wyjazdów do krajów, które wcześniej były urlopowymi eldorado. W styczniu MSZ wydało komunikat, w którym zdecydowanie odradzało wypoczynek w Egipcie, w efekcie większość biur podróży odwołała lub zawiesiła turnusy. I choć życie w tym państwie powoli wraca do normy, zamieszki zaczynają obejmować inne kraje regionu. Nowa sytuacja to wyzwanie dla turystów. Jak powinniśmy się w takich wypadkach zachować? Jakie prawa nam przysługują? I co zrobić, żeby nie zepsuć urlopu, a jednocześnie nie narazić na kłopoty?

PRZYPADEK 1:
Przez kraj, do którego chcieliśmy jechać, przeszła fala zamieszek. W ostatnim czasie sytuacja się uspokoiła, biuro podróży nie odwołało więc wyjazdu. Ale my nie chcemy ryzykować. Rezygnujemy z wycieczki.

Oczywiście mamy do tego prawo, ale  raczej nie liczmy, że w takim przypadku dostaniemy zwrot wszystkich poniesionych kosztów. Zgodnie z ustawą o usługach turystycznych biuro potrąci sobie wydatki, które już poniosło w związku z naszym urlopem. A więc np. zaliczki na hotele, opłacone bilety, których nie można już zwrócić, wreszcie pensje własnych pracowników, którzy zajmowali się naszą wycieczką. Często zdarzają się też przypadki, że biuro podróży zastrzega w umowie, jaki procent wpłaconych pieniędzy nam zwróci, jeśli wycofamy się z planów urlopowych przed czasem. To praktyka powszechna, ale nielegalna. Nawet jeśli podpisaliśmy umowę o tej treści, taki zapis jest nieważny. Biuro może sobie odliczyć tylko koszty, które faktycznie poniosło, w dodatku musi nam wykazać, jak wyliczyło tę kwotę. Niewykluczone, że w takiej sytuacji będzie nas przekonywało, że są to koszta znaczne. Pamiętajmy jednak, że w krajach arabskich hotele nie stawiają wygórowanych żądań swoim klientom – rzadko np. opłaca się koszt pobytu z góry. Nie wierzmy więc biuru, które na trzy miesiące przed wyjazdem twierdzi, że poniosło już 90 proc. kosztów naszego pobytu. W ostateczności sprawę rozstrzygnie sąd.

PRZYPADEK 2:
W kraju, do którego jedziemy, wybuchły zamieszki. Biuro podróży odwołuje wyjazd.

W tej sytuacji biuro ma obowiązek poinformować nas o odwołaniu wyjazdu lub zmianie jego daty. Może nam zaoferować inną wycieczkę – o takim samym lub wyższym standardzie. Jeśli proponowany wyjazd jest tańszy, biuro ma obowiązek zwrócić nam różnicę w cenie. Generalnie prawo jest po naszej stronie. Zawsze mamy prawo nie zgodzić się na inny wyjazd czy zmianę terminu i zażądać stu procent zwrotu wpłaconych pieniędzy. Ale uwaga: taką rezygnację powinniśmy zawsze zgłosić pisemnie organizatorowi. Nawet jeśli wycieczkę kupiliśmy za pośrednictwem portalu internetowego lub pośrednika.

Niestety w takich przypadkach wiele biur nie wywiązuje się z obowiązku zwrotu stu procent poniesionych przez klienta kosztów. W ostateczności pozostaje droga sądowa. Jest niemal pewne, że wygramy. Ale może lepiej załatwić sprawę polubownie? Tym bardziej że w praktyce wielu touroperatorów przedstawia całkiem ciekawe oferty zastępcze. W przypadku odwołania wycieczki z powodu zamieszek nie przysługuje nam dodatkowe odszkodowanie za zmarnowane wakacje. Nasze biuro podróży niczemu nie jest winne, samo poniosło straty. Wypłaci nam więc tylko to, co mu wpłaciliśmy.   

PRZYPADEK 3:

W miejscu zaplanowanego urlopu wybucha rewolucja. Tymczasem nasze biuro twierdzi, że jest tam bezpiecznie. I ani myśli odwoływać wyjazd.

Jesteśmy w kłopotach, bo  prawo  wprost nie przewiduje takiej sytuacji. Biura podróży twierdzą, że przysługują nam takie same prawa, jakbyśmy sami jednostronnie zrezygnowali z wycieczki. A więc zwrot pieniędzy pomniejszony o koszty poniesione przez organizatora wyjazdu (patrz: przypadek 1). Warto jednak w powodach rezygnacji napisać, że nasza decyzja nie wynika z kaprysu, ale niebezpieczeństw, na jakie nie chcemy się narażać. W razie przyszłego sporu sąd weźmie pod uwagę, że touroperator miał złą wolę. W skrajnych przypadkach nieodpowiedzialnym organizatorem może się zająć prokurator.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-02-17 19:08

    Jest telewizor?...Jest telewizor. Jest sobota? Jest sobota. Jest program do tego odpowiedni? Jest na nieszczęście taki program odpowiedni. Czy może na szczęście szczęście? Może i w części choć, na szczęście. będzie gitez i całkiem przyzwoicie, widzieć ciepłe kraje w tv....Swoją drogą, niezły rok się zaczyna, muszę przyznać:)) pozdrawiam tych mądrych... i tych durnowatych

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się