Świętych obcowanie

8 lipiec 2010
Świętych obcowanieMagnum/EK Pictures

Dla Indianina śmierć nie jest końcem życia – ot jeden z etapów... rozwoju, przez który się po prostu przechodzi dalej.

Śmierć to przejście z jednego normalnego stanu w inny – także normalny. Bo cóż jest nienormalnego w byciu nieboszczykiem, albo duchem? – zapyta Indianin. Nikt z nas nie zapłacze nad bryłką lodu, że już nie jest wodą. Nikt nie będzie płakał po wodzie, która wyparowała. Podobnie Indianie nie płaczą po duszach, które „wyparowują” w zaświaty. Po śmierci są pewne rytuały, które należy wykonać. I żadnym z nich nie jest płacz. Przeciwnie – płacz jest jak najbardziej niewskazany, bo „przytrzymuje” zmarłego na tym świecie. Dopóki płaczesz po kimś, on nie może spokojnie odejść. Dopóki płaczesz, myślisz, kochasz, zmarły tkwi jedną nogą w ziemskim świecie; jak w potrzasku. To bolesne tkwienie – rozdarcie między „byłem” a „jestem”. Ponadto my – żywi – jeśli trzymamy się kurczowo zmarłego to... możemy być wciągnięci w zaświaty, oderwani od tu i teraz.
Dlatego po śmierci Indianina zaplata się wejście do jego szałasu łykiem z lian, a z przeciwnej strony robi nowe wejście, którego zmarły nie zna. Szałas obsypuje się popiołem, aby duch pomyślał, że wszystko spłonęło i nie wracał. Zasiada się nocami wokół jego ogniska, wbija palisadę ze strzał i śpiewa pieśni odpędzające ducha.
Przez kilka kolejnych dni wdowa wstaje nocą, śpiewa głośno i szuka w obejściu śladów męża – wszelkich pozostałości po nim. Zbiera je i rytualnie niszczy. Naczynia, z których jadał - rozbija, a skorupy zagrzebuje w ziemi. Trofea myśliwskie pali, łamie strzały… I wypluwa łzy. Wypluwa tak długo, jak długo chce się jej płakać.
W końcu żal mija i zmarły zostaje uwolniony do zaświatów – rodzi się do nowego życia w Krainie Zmarłych. To koniec ziemskiego żywota. I początek żywota wiecznego. Dopiero wtedy ducha uwolnionego od ziemskich powiązań można spokojnie zaprosić z powrotem do domu. Stany pośrednie i brak zdecydowania, kim się jest, są niebezpieczne. Powinno się być albo chłopcem, albo wojownikiem; albo dziewczynką, albo kobietą… Albo człowiekiem, albo duchem.

Indianie nie boją się duchów i obcują z nimi dość swobodnie – tak jak obcuje się z mgłą, dymem czy wiatrem. W indiańskim rozumieniu świata, duch jest straszny tylko na tyle, na ile straszny bywa człowiek. Jeśli więc Indianie boją się niektórych duchów, to robią to w ten sam sposób, w jaki boją się niektórych ludzi. Dla Indianina bowiem duch pozostaje tą samą osobą, którą był za życia – z tymi samymi wspomnieniami, upodobaniami, przyzwyczajeniami, cechami charakteru… tylko już bez ciała. Jeśli więc ktoś był nieprzyjemny za życia, pozostanie takim także po śmierci. Nasza własna matka czy babka to na pewno duchy miłe i przyjazne, a poza tym skłonne nam pomagać – tak Indianie rozumieją to, co nasza teologia określa słowami „świętych obcowanie”.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Felieton. Wojciech Cejrowski - Jak zirytować wodza

    Felieton. Wojciech Cejrowski - Jak zirytować wodza

    Podróżnicy zwykle starannie unikają takich sytuacji. Przede wszystkim uważają, by nikogo NIE zirytować, NIE obrazić, NIE naruszyć tabu itd. Ja postanowiłem uczynić na odwrót.

  • Artykuł

    W dżungli czuję się najlepiej

    W dżungli czuję się najlepiej

    Chodzi na bosaka, ale tylko latem. Pstrokate koszule kupuje na wagę w ciuchlandzie. Wstaje o 6.00 rano, czyta Stary Testament i pije yerba mate. Nie lubi, gdy się zdrabnia jego imię. Ma dwa koty, które z łóżka wygania, ale jak mu się położą obok klawiatury komputera, to ich nie przepędza. Słynie z niewyparzonego języka i słabości do dzikich plemion.

  • Artykuł

    Czy dziki człowiek odczuwa wstyd?

    Czy dziki człowiek odczuwa wstyd?

    Owszem, odczuwa. I potrafi się zaczerwienić, mimo że jest czerwonoskóry.

  • Artykuł

    Mowa gestów

    Mowa gestów

    Używamy jej na co dzień jako dodatku do słów. Ten, kto wybiera się do kraju, nie znając obowiązującego w nim języka gestów, może mieć kłopoty.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-11-18 15:11

    Jak są pomalowani na czerwono to mogą się czerwienić do woli, a że jako są miedziani to widać jak się zaczerwienią. Jak dla mnie Indianie to potomkowie mieszkańców płw. Indochińskiego.

  • Do moderacji
    2010-07-09 07:03

    Ciekawy artykuł.... ja jednak nie wierzę w duchy.... bo dusza człowieka po śmierci idzie do nieba....do raju.....

Autor

  • Wojciech Cejrowski

    Wojciech Cejrowski

    Jest członkiem rzeczywistym Royal Geographical Society w Londynie, autorem książkowych relacji z podróży po Ameryce Południowej. Większość plemion, które odwiedził, nie znała języka hiszpańskiego, a mimo to zawsze dochodziło do porozumienia.

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się