Wiele tropikalnych wysp zostało nazwanych Edenem. Ale tylko w przypadku jednej podano, jaki dystans dzieli ją od rajskiego ogrodu. Kilka wieków temu legat papieski napisał, że ze Sri Lanki, według miejscowej tradycji, jest 40 mil do raju.
Pierwszym miejscem na Sri Lance, z jakim zwykle styka się przybysz z Europy, jest Kolombo. Miasto wyrosło wokół naturalnego portu znanego arabskim kupcom już w VIII w. i ciągnie się wzdłuż brzegów Oceanu Indyjskiego na długości 14 km. Nie brak w nim szerokich bulwarów, drogich hoteli i restauracji, budynków kolonialnych – pamiątek po Portugalczykach, Holendrach i Brytyjczykach, którzy kolejno nawiedzali wyspę począwszy od XVI w., a także imponujących świątyń, centrów handlowych, a nawet drapaczy chmur – dwóch łatwo rozpoznawalnych wież World Trade Center. Mało kto jednak zatrzymuje się na dłużej w tej dwumilionowej aglomeracji. Bliżej jej bowiem do czyśćca niż do raju – nie tylko z powodu korków i chaosu na ulicach, ale i gorąca. Orzeźwienie, jakie daje tu wiatr, można przyrównać do powiewu z magla pracującego pełną parą.
Z Adamem, fotografem, mamy kilka dni na zwiedzenie najważniejszych miejsc Sri Lanki. Towarzyszyć nam będzie Jeremy, skarbnica (jak się ma okazać) wiedzy o wyspie. Na lotnisku na nasz widok przewodnik składa dłonie jak do modlitwy (nie, nie załamał się – wyglądamy dość przyzwoicie po 18-godzinnej podróży) i wita nas tradycyjnym lankijskim życzeniem długiego życia: Ayubowan.
Jedziemy na południe do małej turystycznej miejscowości Bentota, w której spędzimy noc. Kolombo zdaje się nie mieć końca, zlewa się w ciąg domów, sklepów, nowoczesnych budynków, warsztatów, straganów. Na szyldach królują napisy w językach angielskim i syngaleskim – każda z jego 56 liter przypomina różne wariacje @. Ulicami mkną, trąbiąc, autobusy, ciężarówki i tuk-tuki – trzykołowe motorki z budą – tanie i bardzo popularne krótkodystansowe środki transportu na Sri Lance. Na poboczach stoi wojsko uzbrojone w karabiny – od ponad 30 lat nie widać bowiem końca konfliktu z Tamilskimi Tygrysami, żądającymi utworzenia na północy i wschodzie wyspy samodzielnego państwa.
W masie przechodniów ubranych po europejsku łatwo wyłowić wzrokiem kobiety w sari i kwefach, mężczyzn w sarongach i przemykających niczym pomarańczowe motyle buddyjskich mnichów. Za oknem migają na przemian kaplice z Buddą, Chrystusem, Matką Boską, św. Józefem, kopuły meczetów i stupy zwane na Sri Lance dagobami.

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.