„Francja położona jest na szerokości głównie kulinarnej” – pisał Balzac. A kilka wieków przed nim Francois Villon wychwalał Paryż za to, że „jada się tu jak nigdzie indziej”.
W KIELISZKU I NA TALERZU
Pierwszy wielki pisarz gastronomiczny, Grimod de la Reyniere, twierdził że „choć nie istnieje kuchnia paryska, a tylko kuchnia francuska, którą jada się w Paryżu, to Paryż jest miejscem wszechświata, w którym przygotowuje się najlepsze jedzenie, jedynym, które dostarczyć może doskonałych kucharzy wszystkim cywilizowanym narodom świata. Choć Paryż sam niczego nie produkuje, jest on centrum, do którego z czterech końców świata wszystko dąży i wszystko dociera. A to dlatego, że tutaj najlepiej docenia się wszelkie zalety wszystkiego, co służy jako ludzkie pożywienie.”
Docenianie często zmienia się w przywłaszczanie. Paryż swe specjalności wyszukiwał po różnych miejscach świata i Francji, żeby potem bezczelnie nazywać je a` la parisienne – po parysku. Albo na odwrót – paryscy kucharze wymyślali dania, którym nadawali mniej lub bardziej egzotyczne nazwy – homar po amerykańsku, sola po normandzku czy też sos bearneński. Może jednak mieli do tego prawo? Przede wszystkim dlatego, że każdy z tych przysmaków jest doskonały. A ponadto Paryż to miasto imigrantów. Dziś głównie z Maghrebu i Czarnej Afryki, wcześniej z francuskich prowincji. Przybysze z innych regionów Francji przywozili swe obyczaje i przepisy kulinarne.
Zrządzeniem historii na obecną „jedyną i niepodzielną Republikę”, nieuznającą żadnych mniejszości narodowych, składają się potomkowie narodów bardzo różnych. Na wschodzie mieszkają Alzatczycy. Mówią po alzacku, czyli dialektem niemczyzny. Ich kuchnia też jest germańska w wyrazie – wędzone wędliny, golonki i szynki zdobią najbardziej znane danie alzackie, jakim jest choucroute, zbliżony nieco do naszego bigosu. Na południowym zachodzie, w Kraju Basków, żyją – oczywiście – Baskowie. Ich wciąż tajemniczy dla lingwistów język nie należy do żadnej z grup europejskich. Baskijska kuchnia jest kolorowa i radosna wielobarwnymi rumieńcami papryki z Espelette – pulsuje zielenią, żółcią i czerwienią. Papryka ta, usmażona na gęsim smalcu, zmieszana i podduszona z pomidorami i siekaną cebulą, zwie się piperadą i stanowi składnik bardzo wielu potraw, z których najbardziej znany jest kurczak po baskijsku, czyli duszony w piperadzie właśnie.
Francuscy Baskowie sąsiadują z francuskimi Katalończykami, których kuchnia, podobnie jak język, ma zdecydowany akcent iberyjski. Prowansalczycy, mówiący dialektem bliższym katalońskiemu niż ogólnej francuszczyźnie, również w upodobaniach kulinarnych sięgają nieco poza granice swego państwa. Ich specjalności to nadzwyczaj udane połączenie kuchni włoskiej i francuskiej, w której podstawowym tłuszczem jest oliwa z oliwek.
Na maśle natomiast gotują swą strawę potomkowie wikingów – Normandczycy, mieszkający na północnym zachodzie Francji. A ich sąsiedzi, Bretończycy, nie zapomnieli jeszcze bretońskiego – celtyckiego języka spokrewnionego z gaelickim (irlandzkim) i walijskim. No i nie mają pojęcia, czym jest nasza fasolka po bretońsku.
W paryskich restauracjach, zarówno tych dumnie noszących gwiazdki Michelina, jak i w znacznie skromniejszych, znanych tylko dzielnicowym bywalcom bistrach, królują prawie wyłącznie prowincjusze. Dlatego na stołach paryskich odnaleźć można całą kulinarną różnorodność Francji.
Stolica Francji była zarówno laboratorium dla wielkiej kuchni, jak i miejscem, gdzie rozwijała się kuchnia ludowa, legendarna ze swej smakowitości.
Cynaderki w maderze albo potrawka z cielęciny po dawnemu (blanquette de veau a l’ancienne) to pomniki doskonałości francuskiej kuchni. Jej szlachetność jest ludowa, ponieważ używając „mniej szlachetnych” kawałków mięsa, jej twórcy z trudem wydobywają z nich wspaniałość. Przykładem boeuf bourguignon, czyli wołowina po burgundzku. Tę potrawę można porównać do gulaszu, choć jest to porównanie jak z Radia Erewań.
Nie ma w boeuf bourguignon pomidorów ani papryki. W przeciwieństwie do pochodzącej z Węgier potrawy wołowina po burgundzku pokrojona jest na spore kawałki. Mięso z cebulą, czosnkiem i marchewką w cienkich talarkach marynujemy w czerwonym burgundzie. Nie należy też zapominać o pieprzu, świeżym tymianku, natce pietruszki, laurowym liściu i zielonej gałązce selera. Marynujemy, jak długo się da. Niektórzy Burgundowie uważają, że powinno to zająć pięć dni i nawet nie myślą o lodówce. Zimne miejsce polecają jednak godni zaufania szefowie kuchni.

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.