Miejsce startu: Warszawa. Kierunek: Murmańsk przez Tallinn i Petersburg. Cel: upolowanie zorzy polarnej. Przeznaczyliśmy na to dwa tygodnie, ale znając kaprysy tego kosmicznego zjawiska, nie mamy żadnej pewności, że uda się nam je zobaczyć.
Nasz z cel jest odległy o 2 tys. km, bo tyle dzieli nas w linii prostej od Murmańska. Albo licząc inaczej – tylko o 100 km. Na takiej wysokości nad Ziemią powstaje bowiem zorza polarna – świetlne zjawisko, dla którego jedziemy za koło podbiegunowe. Zafascynowani nieznaną nam jeszcze Rosją postanawiamy odkryć jej północną część. Nawet jeżeli nie zobaczymy zorzy, posmakujemy zimowego życia na rosyjskiej prowincji.
Najpierw kilkanaście godzin spędzamy w autokarze. Litwa i Łotwa zasypane śniegiem. W Tallinnie rynek starego miasta zastawiony budkami z pamiątkami, jedzeniem i trunkami. Właśnie tu, pod ogromną choinką i przy świątecznej muzyce, przekonujemy się, że grzane wino najlepiej smakuje w kilkustopniowym mrozie. I rozwiązuje języki. Od rosyjskiej pary dowiadujemy się, że w okresie świątecznym wymiana waluty w ich kraju stanowi nie lada problem. Uda się to zrobić tylko w bankach, bo kantory w Rosji zostały zlikwidowane. Słuchając rad, nie możemy oderwać wzroku od pięknej Rosjanki. W białym futrze wygląda jak księżniczka z bajki. Mamy przedsmak tego, co ujrzymy po przekroczeniu rosyjskiej granicy.
Miły nastrój pryska, gdy przychodzi do szukania noclegu. Dwa hostele, te najbliżej dworca autobusowego, są zapełnione. W trzecim mężczyzna w dresie i klapkach burczy: „Wrzątku nie ma. To nie hotel pięciogwiazdkowy. Podczas podróży takie rzeczy wozi się ze sobą”. Po czym kasuje nas jak za nocleg w hotelu z trzema gwiazdkami.
Plakaty rozwieszone na słupach wieszczą ponurą przyszłość Estonii po wprowadzeniu euro – przedstawiają tonący „Titanic”, z którego kominów ulatują takie państwa jak Irlandia, Grecja, Portugalia. W sklepach widzimy, jak duży problem stanowi operowanie nową walutą. Ludzie kilka razy obracają w palcach monety, nim zdecydują się zapłacić za zakupy.
DWA DNI W PITIERZE
Na estońsko-rosyjskiej granicy w Narwie stajemy w długim ogonku do kontroli celnej. Dopiero zniecierpliwiony wydłużającym się postojem kierowca autokaru wyprowadza nas z błędu – przez pomyłkę ustawiliśmy się w kolejce do toalety.
O 9 rano zimowy Petersburg spowijają ciemności. Dopiero godzinę później niebo zaczyna się rozjaśniać. Newski Prospekt tętni jednak życiem. Nic dziwnego, to ścisłe centrum miasta zatłoczone samochodami i trolejbusami. W barokowych kamienicach mieszczą się kawiarnie, ekskluzywne sklepy i restauracje. Kuszą, by przekroczyć ich próg i wciągnąć w płuca „drogie” powietrze. Mijają nas Rosjanki w drogich futrach i wielkich czapach. Nie spieszymy się ze zwiedzaniem, mimo że w Pitierze (jak pieszczotliwie określa się to miasto) spędzimy tylko dwa dni. Zresztą trudno tu o pośpiech – bieganie po zalodzonych i ośnieżonych trotuarach jest prawie niemożliwe.
Okolice placu Siennego są dużo spokojniejsze, ulice węższe, mniej turystów. Na zadaszonym targu handlarki zachęcają do darmowej degustacji: słodkich czereśni, plastra miodu, owoców morza, bakłażanów, ryb. Zapełniamy żołądki i nabywamy kubełek ośmiornic (400 rubli, czyli 40 zł). Po tym, ile zjedliśmy, nietaktem byłoby odejście bez żadnych zakupów – i pewnie takie było założenie tej „bezpłatnej” degustacji. Zmierzch polarnego dnia przechodzi w czerń nocy. Przy wyjściu z targowiska przenosimy się do… Zbrodni i kary Dostojewskiego. Już kiedyś, podczas czytania powieści, przemierzaliśmy w wyobraźni te wąskie uliczki, ciemne zaułki i przejścia między podwórkami zamieszkanymi przez biedotę.
Na Prospekcie Ligowskim rozglądamy się w poszukiwaniu petersburskich loftów. Chociaż znamy numery kamienic, odnalezienie wejścia jest trudniejsze niż przypuszczaliśmy. Jedno znajduje się w pobliżu piekarni. Znudzona portierka otwiera elektromagnetyczną bramkę – wrota do bardzo interesujących i zaskakujących miejsc w Petersburgu. Wchodzimy na duży plac otoczony murami z kolorowymi graffiti. Na kolejnych piętrach mieszczą się hostel, galerie sztuki nowoczesnej, teatr, salon wystawowy rosyjskich projektantów. W przyjemnej restauracji można się rozgrzać ruskim szampanem i zjeść niedrogi jak na Petersburg obiad (15 zł).

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

Nieprzebyte lasy zamiast sieci autostrad, stada niedźwiedzi grizzly zamiast tłumów ludzi, walka z przyrodą o przetrwanie zamiast codziennego dojeżdżania do pracy paliwożernym samochodem. Alaska to jedno z ostatnich miejsc na świecie, gdzie natura utrzymała swą nienaruszoną okazałość. Tutaj biały człowiek, mimo że obecny od ponad 300 lat, jest tylko gościem.
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.