Rosja. W pogoni za zorzą

3 czerwiec 2011
Rosja. W pogoni za zorzą

Miejsce startu: Warszawa. Kierunek: Murmańsk przez Tallinn i Petersburg. Cel: upolowanie zorzy polarnej. Przeznaczyliśmy na to dwa tygodnie, ale znając kaprysy tego kosmicznego zjawiska, nie mamy żadnej pewności, że uda się nam je zobaczyć.

Nasz z cel jest odległy o 2 tys. km, bo tyle dzieli nas w linii prostej od Murmańska. Albo licząc inaczej – tylko o 100 km. Na takiej wysokości nad Ziemią powstaje bowiem zorza polarna – świetlne zjawisko, dla którego jedziemy za koło podbiegunowe. Zafascynowani nieznaną nam jeszcze Rosją postanawiamy odkryć jej północną część. Nawet jeżeli nie zobaczymy zorzy, posmakujemy zimowego życia na rosyjskiej prowincji.

Zapraszamy również do zapoznania się z publikacją Zorza Polarna, której autorką jest Mocher.

Najpierw kilkanaście godzin spędzamy w autokarze. Litwa  i Łotwa zasypane śniegiem. W Tallinnie rynek starego miasta zastawiony budkami z pamiątkami, jedzeniem i trunkami. Właśnie tu, pod ogromną choinką i przy świątecznej muzyce, przekonujemy się, że grzane wino najlepiej smakuje w kilkustopniowym mrozie. I rozwiązuje języki. Od rosyjskiej pary dowiadujemy się, że w okresie świątecznym wymiana waluty w ich kraju stanowi nie lada problem. Uda się to zrobić tylko w bankach, bo kantory w Rosji zostały zlikwidowane. Słuchając rad, nie możemy oderwać wzroku od pięknej Rosjanki. W białym futrze wygląda jak księżniczka z bajki. Mamy przedsmak tego, co ujrzymy po przekroczeniu rosyjskiej granicy.

Miły nastrój pryska, gdy przychodzi do szukania noclegu.  Dwa hostele, te najbliżej dworca autobusowego, są zapełnione. W trzecim mężczyzna w dresie i klapkach burczy: „Wrzątku nie ma. To nie hotel pięciogwiazdkowy. Podczas podróży takie rzeczy wozi się ze sobą”. Po czym kasuje nas jak za nocleg w hotelu z trzema gwiazdkami.

Plakaty rozwieszone na słupach wieszczą ponurą przyszłość Estonii po wprowadzeniu euro – przedstawiają tonący „Titanic”, z którego kominów ulatują takie państwa jak Irlandia, Grecja, Portugalia. W sklepach widzimy, jak duży problem stanowi operowanie nową walutą. Ludzie kilka razy obracają w palcach monety, nim zdecydują się zapłacić za zakupy.

DWA DNI W PITIERZE

Na estońsko-rosyjskiej granicy w Narwie stajemy w długim  ogonku do kontroli celnej. Dopiero zniecierpliwiony wydłużającym się postojem kierowca autokaru wyprowadza nas z błędu – przez pomyłkę ustawiliśmy się w kolejce do toalety.

O 9 rano zimowy Petersburg spowijają ciemności. Dopiero  godzinę później niebo zaczyna się rozjaśniać. Newski Prospekt tętni jednak życiem. Nic dziwnego, to ścisłe centrum miasta zatłoczone samochodami i trolejbusami. W barokowych kamienicach mieszczą się kawiarnie, ekskluzywne sklepy i restauracje. Kuszą, by przekroczyć ich próg i wciągnąć w płuca „drogie” powietrze. Mijają nas Rosjanki w drogich futrach i wielkich czapach. Nie spieszymy się ze zwiedzaniem, mimo że w Pitierze (jak pieszczotliwie określa się to miasto) spędzimy tylko dwa dni. Zresztą trudno tu o pośpiech – bieganie po zalodzonych i ośnieżonych trotuarach jest prawie niemożliwe.

Okolice placu Siennego są dużo spokojniejsze, ulice węższe, mniej turystów. Na zadaszonym targu handlarki zachęcają do darmowej degustacji: słodkich czereśni, plastra miodu, owoców morza, bakłażanów, ryb. Zapełniamy żołądki i nabywamy kubełek ośmiornic (400 rubli, czyli 40 zł). Po tym, ile zjedliśmy, nietaktem byłoby odejście bez żadnych zakupów – i pewnie takie było założenie tej „bezpłatnej” degustacji. Zmierzch polarnego dnia przechodzi w czerń nocy. Przy wyjściu z targowiska przenosimy się do… Zbrodni i kary Dostojewskiego. Już kiedyś, podczas czytania powieści, przemierzaliśmy w wyobraźni te wąskie uliczki, ciemne zaułki i przejścia między podwórkami zamieszkanymi przez biedotę.

Na Prospekcie Ligowskim rozglądamy się w poszukiwaniu petersburskich loftów. Chociaż znamy numery kamienic, odnalezienie wejścia jest trudniejsze niż przypuszczaliśmy. Jedno znajduje się w pobliżu piekarni. Znudzona portierka otwiera elektromagnetyczną bramkę – wrota do bardzo interesujących i zaskakujących miejsc w Petersburgu. Wchodzimy na duży plac otoczony murami z kolorowymi graffiti. Na kolejnych piętrach mieszczą się hostel, galerie sztuki nowoczesnej, teatr, salon wystawowy rosyjskich projektantów. W przyjemnej restauracji można się rozgrzać ruskim szampanem i zjeść niedrogi jak na Petersburg obiad (15 zł).

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Włóczęga w bezmiarze krajobrazu - Alaska

    Włóczęga w bezmiarze krajobrazu - Alaska

    Nieprzebyte lasy zamiast sieci autostrad, stada niedźwiedzi grizzly zamiast tłumów ludzi, walka z przyrodą o przetrwanie zamiast codziennego dojeżdżania do pracy paliwożernym samochodem. Alaska to jedno z ostatnich miejsc na świecie, gdzie natura utrzymała swą nienaruszoną okazałość. Tutaj biały człowiek, mimo że obecny od ponad 300 lat, jest tylko gościem.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-06-07 13:12

    Dzień dobry. Ojej, ojej , jak daleko są marzenia. Myślalem o takiej podróży. Dzięki.

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się