Niewiele brakowało, aby sesja fotograficzna na rzece Kali Gandaki była moją ostatnią. Pomogła mi załoga raftu.
W trakcie raftingów wielokrotnie wypadałem za burtę. Zazwyczaj nie dbałem o utrzymanie się na pokładzie za wszelką cenę, bo lądowanie w wodzie stanowiło nieodłączny element zabawy. Tak było aż do feralnego jesiennego dnia w trakcie spływu rzeka Kali Gandaki w Nepalu, na której realizowałem sesję fotograficzną. Teren znałem nieźle, wiedziałem, co chciałbym zrobić. Spływaliśmy na kilku raftach, towarzyszyła mi jak zawsze doświadczona ekipa tzw. safety kayakers oraz klienci (grupa, która raftingiem kończyła wyjazd trekkingowy). Siedziałem na dziobie, tyłem do kierunku spływu, i fotografowałem fale przewalające się przez pokład. W ręku, zamiast pagaja, trzymałem zabezpieczony jak do nurkowania aparat fotograficzny. Aby zapewnić sobie pozory bezpieczeństwa, palcami stóp, niczym orangutan, trzymałem wystające elementy pokładu. Podczas pokonywania zasadniczej części bystrza niespodziewanie uderzyliśmy dziobem w skałę ukrytą pod wodą. Wyleciałem jak z katapulty, nie zdałem egzaminu na orangutana... Kiedy wpadłem do wody, mój raft, odciążony na przodzie, podpłynął nieco dalej i utknął na tej samej skale, w która wcześniej uderzył. Z początku spokojnie – przyciągnąłem aparat fotograficzny, który na półtorametrowej lonży miałem wpięty do pasa kamizelki. Przez chwile kotłowałem się w mętnej wodzie pod pokładem. Kiedy już zlokalizowałem, gdzie jest góra, a gdzie dół, próbowałem wypłynąć na powierzchnie. Bezskutecznie. Z trudem opanowując zdenerwowanie, walczyłem z napierającymi masami wody, bo co chwile trafiałem w nasz raft. Od spodu, niestety. Po kolejnej, trzeciej czy czwartej, próbie, kilkakrotnym oberwaniu wiosłem w głowę wypłynąłem. Byłem sinozielony i krztusiłem się wodą. Udało się tylko dlatego, że przytomnie działająca załoga dopóty balansowała na rafcie, dopóki nie uwolniła się ze skalnej mielizny. Zdjęcia wyszły nieźle. Mają dla mnie emocjonalną wartość – przypominają o wypadku, z którego wyszedłem cało. A mogły to być moje ostatnie zdjęcia w życiu...
Marek Arcimowicz - podróżnik i zawodowy fotograf „do zadań specjalnych”.

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...
Kapitan jachtowy, najmłodsza Polka, która samotnie opłynęła Ziemie.

Zastępy kamiennych posągów Moai nieustępliwie strzegą legend...

Była odwiedzana już przed drugą wojną światową, ale to amery...

Miejsce akcji: Vanuatu, archipelag wysp na Pacyfiku Bohatero...

U każdego bacy smakuje inaczej, bo jego walory zależą od zió...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.