Purpurowa róża z Sarajewa

29 grudzień 2011
Purpurowa róża z Sarajewa

Życie każdego mieszkańca Sarajewa to materiał na książkę. Najczęściej smutną. A jednak to od Bośniaków możemy się uczyć radości życia.

Drogi i tory, mozolnie odbudowywane po wojnie, wiją się doliną Bosny, nie pozwalając na szybką podróż. Tym lepiej – jest przynajmniej czas, by przyjrzeć się surowej naturze, małym wioskom rozrzuconym po zalesionych zboczach oraz straszącym wypalonym skorupom budynków. Piękny kraj. Ale nietrudno zrozumieć, dlaczego tak łatwo było na jego terenie toczyć trwające cztery lata walki.

CAŁY KRAJ NA BARKACH EDISA

Po zakończeniu wojny w 1995 r. Bośnię i Hercegowinę podzielono na część serbską i bośniacką oraz wydzielone mieszane miasto Brczko. Powstała dziwna struktura polityczna, która obrazuje, jak skomplikowane to państwo. Ma trzech rotacyjnych prezydentów. Po jednym wybierają prawosławni Serbowie  z północy i wschodu kraju, muzułmańscy Bośniacy z centrum i południa oraz katoliccy Chorwaci z południowego zachodu.

Po trwającym ponad trzy lata oblężeniu stolica była ruiną. Armia separatystycznych Serbów, nie mogąc jej zdobyć, postanowiła zrównać ją z ziemią i zabić wszystkich mieszkańców. Szacuje się, że zginąć mogło nawet 11 tys. ludzi, w tym wiele dzieci. Jednak dla sarajewian ta najnowsza historia to jedna  z najbardziej świetlanych kart w dziejach – wykazali się wtedy bohaterstwem i determinacją, próbując prowadzić normalne życie pod ostrzałem czołgów i moździerzy.

Edis Kolar ma 36 lat, wygląd naukowca, a w domu dziurę w ziemi, która uratowała Sarajewo. Dziura to tak naprawdę wyjście z tunelu, który w trakcie oblężenia przez wojska serbskie był kanałem komunikacyjnym miasta ze światem. Stolica Bośni była otoczona niemal z każdej z strony. Tylko lotnisko pozostawało neutralne (po drugiej stronie teren kontrolowała armia bośniacka), ale ONZ nie pozwalała na transport przez teren aerodromu. Bośniacy wykopali więc pod pasem startowym kanał. – Dzięki temu przeżyliśmy i obroniliśmy się – mówi z dumą Edis.

Dom Kolarów stał po wolnej stronie. Na środku salonu Edis wraz z ojcem zaczął kopać podziemne przejście.  800 m na północ, pomiędzy dwoma ostrzelanymi domkami, powstało wejście dla otoczonych mieszkańców. Tunel ma metr szerokości, maksymalnie 1,6 m wysokości i szyny na podłodze. Bośniacy, kopiąc z obu stron, posługiwali się jedynie łopatami, nie mieli też dokładnych planów ani pomiarów. Trwało to jakieś cztery miesiące. Kanał był uważany za obiekt strategiczny, więc do obrony domu Kolarów oddelegowano dwie brygady armii. – Gdyby Serbowie zajęli nasz dom, Sarajewo by umarło – tłumaczy Edis. – Oni o tym wiedzieli, więc dwukrotnie przypuszczali atak. Ale nie pozwoliliśmy im zdobyć tunelu – dodaje.

Choć w trakcie oblężenia ONZ dostarczała mieszkańcom pomoc humanitarną, była ona dalece niewystarczająca. Podziemnym przejściem Bośniacy transportowali brakującą żywność. Przez tunel biegł też jedyny kabel zapewniający dopływ elektryczności oraz połączenie telekomunikacyjne. Oczywiście szmuglowano także broń, dzięki której Sarajewo mogło odpierać ataki. W oblężonym mieście można było kupić telewizor za równowartość 80 zł, podczas gdy kilogram mięsa kosztował dwa razy tyle. Koza (bo większych zwierząt przez tunel nie dało się przeprowadzić) była warta 40-krotnie więcej niż na wolności!

Edis wspomina, jak początkowo wszystko trzeba było nosić na plecach, choć worki z żywnością czasem ważyły ponad  50 kg. – To zabijało nasze kręgosłupy, dlatego położyliśmy szyny. Była nawet specjalna grupa, która prowadziła wózki. W sumie pokonaliśmy tunel kilkadziesiąt tysięcy razy – tłumaczy. Mieli nawet VIP-owski fotel – wożono na nim prezydenta Bośni  i Hercegowiny Aliję Izetbegovicia. Edis ze łzami w oczach opowiada, jak pchał wózek z ponad 80-letnim prezydentem. – To było dla mnie największe wyróżnienie – mówi. Po chwili już z uśmiechem dodaje, że tak samo transportował ambasadorów i oficjalne delegacje odwiedzające Sarajewo. Kiedyś szwedzki dyplomata uparł się, że przejdzie tunel sam, jak zwykły Bośniak. – Ale po kilkunastu metrach tak mocno poobijał się o nierówny sufit, że stracił przytomność i musieliśmy mu założyć  11 szwów. W końcu i tak wylądował na krześle – relacjonuje.

Mimo że w Sarajewie mieszka niewiele ponad 300 tys. osób, to miasto ma trzy wyraźnie oddzielone centra. Baščaršija to stara dzielnica turecka, z niskimi kramami, kawiarniami w dawnych karawanserajach, meczetami i szkołami koranicznymi oraz niezliczonymi sklepami z suwenirami. Jest niedostępna dla samochodów. Bliżej rzeki znajduje się część austro-węgierska o charakterystycznej zabudowie z końca XIX w. Perłą architektoniczną była Vijećnica, dawny ratusz, a potem Biblioteka Narodowa. W trakcie oblężenia budynek jednak spłonął, a wraz z nim największe skarby literackie Bośniaków. Odbudowa postępuje powoli, okazało się zresztą, że dzięki wyburzonym ścianom wewnątrz budynku jest doskonała akustyka, więc często odbywają się tam koncerty.

W trzecim centrum dominuje socrealizm. Rozpoczyna się przy ulicy Marszałka Tity (przy której znajdują się liczne urzędy), ciągnie w stronę potężnej i prawie pustej stacji kolejowej i dalej wzdłuż wąskiej rzeczki Miljacki. Wbrew pozorom nie jest tu przygnębiająco. To kolejny dowód na kolosalną przepaść, jaka dzieliła siermiężny system radziecki od jugosłowiańskiego miksu socjalizmu z kapitalizmem. Bo tu nawet bloki z wielkiej płyty są jakby ładniejsze, architektonicznie wpasowane w górzysty krajobraz.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Bośnia i Hercegowina

    Bośnia i Hercegowina

    Nie ma drugiej krainy tak skłębionej w wąskich dolinach i pełnej nadziei, ze miłość jest silniejsza niż wszystko. Nawet wojna.

  • Artykuł

    Serbowie naród podzielony

    Serbowie naród podzielony

    Narodowcy maszerują przez Belgrad pod sztandarem Radovana Karadžicia, oskarżonego o zbrodnie wojenne. Serbowie są rozdarci między pragnieniem zjednoczenia rozproszonego narodu a chęcią powrotu do Europy, co oznacza zaakceptowanie pomniejszonej Serbii.

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się