Przeżyłam biały szkwał na Mazurach

Dostaliście drugie życie. Podziękujcie za nie Bogu – powiedział nam woprowiec, który wyłowił nas z wody. Miał rację. Bo w ten straszliwy wtorek przez biały szkwał wielu żeglarzy z jezior mazurskich nie wróciło.

Wdech-fala-wydech-fala-wdech-fala... Słupy wody o niespotykanej tu wysokości zakrywają nas i odkrywają. Po gołych plecach wali grad, temperatura wody raptownie spada. Dookoła nic nie widać, tylko białe mleko. W oczach mamy strach i łzy. Instynktownie łapię się kurczowo łódki, ale stopniowo idzie ona na dno, a my nie mamy pojęcia, w którą stronę będzie trzeba płynąć, gdy całkiem już zatoniemy. Pomoc nie nadchodzi znikąd. „Zdrowaś Mario, łaski pełna...” – słyszę cichą modlitwę wznoszoną przez Agatkę. Przerażona natychmiast do niej dołączam.

W pamiętny wtorek 21 sierpnia 2007 r. biały szkwał na jeziorach mazurskich zabił 12 osób. Wiatr rozpędził się do 130 km/h i wywrócił ponad 40 łodzi i żaglówek. Fale na jeziorach sięgały trzech metrów. Po nawałnicy z wody wyłowiono 70 osób.

NIESPODZIEWANE UDERZENIE

Dla nas, grupy 15 studentów Akademii Górniczo-Hutniczej, to pierwszy dzień wymarzonych i wytęsknionych wakacji. Założony na ten dzień żeglowania plan nie jest zbyt ambitny. Rano wypływamy z Rucianego-Nidy, około godz. 19.00 mieliśmy dopłynąć do Jeziora Jagodnego.

Dzielimy się na trzy załogi, po pięć osób na każdym jachcie. „Baltazar” należy do załogi Kacpra, „Iskrą” dowodzą Maciek i Filip, ja z Agatą, Michałem i Karoliną znajduję się na „Wiśce”, której kapitanem jest Krzysiek. Mamy piękną pogodę, świeci słońce, beztrosko opalamy się na jachcie. Śpiewamy szanty, obozowe piosenki, opowiadamy żarty, gramy w karty i planujemy kolejne podróże. Wiatr delikatnie smaga skórę, drzewa na brzegach lekko się kołyszą, szum wody koi. Około 14.00 mijamy ulubione przez żeglarzy Mikołajki i wpływamy na jezioro Tałty.

Nagle niebo zmienia barwy. Zrywa się wiatr, a na ciągle jeszcze spokojną taflę wody zaczynają padać drobne krople deszczu. Szczerze mówiąc, nie martwimy się jednak przesadnie, w końcu z podobnymi sytuacjami mieliśmy do czynienia nie raz.

Wraz z Karoliną spokojnie schodzimy pod pokład i zaczynamy przygotowywać obiad. Stawiamy czajnik z wodą na herbatę, wodę na makaron i zabieramy się do obierania warzyw. Kiedy wycierając łzy rozbawienia, opowiadamy sobie żeglarskie historie z poprzednich rejsów, nagle czujemy, jak mocno buja łódką. W ostatniej chwili łapię czajnik, który z gorącą wodą leci w stronę Karoliny. – Teraz to już się tylko możemy modlić! – krzyczę, kiedy łódka się przewraca. Łapię się za głowę, aby ją chronić przed uderzeniem i utratą przytomności. Woda z ogromną prędkością zaczyna się przedostawać przez luk, zalewając wnętrze jachtu.

WALKA O ŻYCIE

– Uciekajmy stąd! – krzyczę do Karoliny, chwytając ją za rękę. – Nałóżmy kapoki! Jak się stąd wydostaniemy? – moja towarzyszka ewidentnie wpada w panikę. Ale ja też nie mam pomysłu, co robić, tymczasem kajuta znajduje się już pod wodą. Biorę oddech i w akcie desperacji płynę na oślep przed siebie. Okazuje się, że to błąd, bo całym ciałem wbijam się w metalowy ster. Zaczyna brakować mi powietrza. Próbuję podpłynąć do góry – niestety głową uderzam o kokpit. Na szczęście między sufitem a wodą jest jeszcze jakieś 5 cm przerwy, udaje mi się więc zaczerpnąć nieco powietrza. Tym razem intuicyjnie obieram kierunek na prawo. Okazuje się, że słusznie, bo wypływam na powierzchnię. Chwytam się przewróconego jachtu, na którym znajduje się już reszta załogi. Z przerażeniem zauważam jednak, że brakuje Karoliny. Kiedy postanawiam po nią wrócić, na szczęście i jej udaje się wypłynąć. Płaczę ze szczęścia. – Załogo, czy wszyscy są już na pokładzie? – pyta spokojnym głosem Kacper, jakby się nic nie stało. Ta niespodziewana dawka czarnego humoru dodaje nam animuszu.

OCALENIE

Walczymy nadal, ale po godzinie przychodzi kryzys. Zaczynam tracić siły i odpadać od jachtu. Z pomocą przychodzi Michał, który mnie obejmuje i przytrzymuje. – Nie poddawaj się! To piekło się za chwilę skończy – powtarza. Nabieram sił, po jakimś czasie udaje mi się uwierzyć, że nam się uda. Widoczność zdecydowanie się poprawia. Czyżby koniec naszego piekła?

Chyba tak, bo z minuty na minutę rozjaśnia się coraz bardziej. Dookoła nas poprzewracane jachty. Nad głowami latają helikoptery, niestety żaden z nich nie leci po nas. Na brzegu widzimy ludzi próbujących wypchnąć łódkę na wodę. Zawzięcie walczą z falą. Dopiero po dłuższej chwili udaje się im wypłynąć. Jesteśmy uratowani! – Przez 20 lat pracowałem jako goprowiec, od 10 jestem w WOPR. Ale czegoś takiego nie widziałem w życiu. Mieliście ogromne szczęście, że przeżyliście. Dostaliście drugie życie i powinniście za nie dziękować Bogu! – słyszymy od mężczyzny, który nas ocalił.

BIAŁY SZKWAŁ

Biały szkwał (white squall) to nagły i porywisty wiatr, którego nie poprzedzają normalne dla tego typu zjawisk atmosferycznych chmury burzowe. Przychodzi z pogodnego nieba  i stanowi zwykle zaskoczenie. Nie oznacza to jednak, że nie da się go przewidzieć. Mazurską nawałnicę z sierpnia 2007 r. zapowiadały stacje meteorologiczne, problem w tym, że do prognoz nie mieli dostępu żeglarze. Na szczęście z tragedii sprzed trzech lat wyciągnięto wnioski. Od lipca tego roku na Mazurach działa system wczesnego ostrzegania żeglarzy przed nagłym załamaniem pogody. Składa się on z 17 masztów z lampami, które w razie zagrożenia sygnalizują zbliżające się niebezpieczeństwo intensywnymi błyskami. Widać je z niemal każdego miejsca Krainy Wielkich Jezior Mazurskich.

Częstotliwość 40 błysków na minutę – oznacza możliwość nadejścia burzy i wiatru o sile 5 w skali Beauforta.

Częstotliwość 90 razy na minutę – oznacza burzę i wiatr powyżej 5 w skali Beauforta. To pionierski tego typu system w Polsce i Europie. Uruchamia się go zdalnie po otrzymaniu informacji z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. W ciągu najbliższych trzech lat w okolicach ma zostać zbudowany nowoczesny radar pogodowy, dzięki któremu prognozy będą pewniejsze.

Od roku działa też SMS-owy serwis meteorologiczny dla żeglarzy uruchomiony przez Mazurski WOPR przy współpracy z telefonią komórkową Plus. Rano i wieczorem ratownicy wysyłają SMS-y z prognozą pogody, a w przypadku nadchodzącego białego szkwału lub innego groźnego zjawiska pogodowego – ostrzeżenie w ciągu dnia.

Aby się zarejestrować, należy wysłać SMS o treści METEO pod numer 7668. Zrezygnować z usługi można, wysyłając SMS o treści METEOSTOP pod numer 7168.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Jacht - zemsta Posejdona

    Jacht - zemsta Posejdona

    Podczas morskiego rejsu jednego możesz być pewien: nic pewne nie jest

  • Artykuł

    Dookoła Polski - Mazury

    Dookoła Polski - Mazury

    Dźwięk wiatru w wantach zacumowanych łódek budzi we mnie tęsknotę za swobodą pływania. Za cel wybieram Szlak Wielkich Jezior, wyciszony po letnim zalewie turystów. Ruszamy z przyjaciółmi o świcie do Mikołajek.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2012-07-31 01:42

    Zawsze myślałem, że National Geographic to poważna firma, tymczasem publikuje artykuły rodem z tabloidu. Wyssane z palca informacje o 3-metrowych falach (na Śniardwach musiałyby sięgać poniżej dna, bo to płytkie jezioro). W dodatku artykuł jest kryptoreklamą jakiegoś płatnego esemesowego ostrzegacza. Fuj!

  • Do moderacji
    2012-07-31 01:42

    Zawsze myślałem, że National Geographic to poważna firma, tymczasem publikuje artykuły rodem z tabloidu. Wyssane z palca informacje o 3-metrowych falach (na Śniardwach musiałyby sięgać poniżej dna, bo to płytkie jezioro). W dodatku artykuł jest kryptoreklamą jakiegoś płatnego esemesowego ostrzegacza. Fuj!

  • Do moderacji
    2012-01-01 10:34

    Cieszę się że powstał system ostrzegania na Mazurach ale trzeba też zadbać o wyszkolenie żeglarzy i innych uprawiających sporty wodne. Miałam okazjębrać udział w akcji ratowniczej przy takim zjawisku atmosferycznym - stałam na łodzi motorowej w zabezpieczeniu regat - i widziałam co działo się na wodzie. Ratowaliśmy co się dało ale nie zdążyliśmy wszystkim pomóc. Na szczęćie na wodzie byli wyszkoleni i doświadczeni ludzie i nawet dzieci, których malutkie Optymisty wyrzuciło na plażę - wiedziały jak się zachować i ani jeden miecz nie uległ zniszczeniu. Najgorzej miała załoga katamaranu ale to z powodu samej konstrukcji - ostatecznie zrobili 360 stopni. Bilans zdarzenia - jedne dzoecko wystraszone, jedna załogantka w szoku i jeden odwieziony do szpitala - konieczne było szycie kiedy złamany maszt uderzył go w głowę. Regaty trzeba było powtórzyć ;) Na tak małym akwenie i przy wysokich, zarośniętych brzegach o tym co się dzieje dowiedzieliśmy się kiedy już jachty padały na wodę jeden za drugim a ja wracałam do swojego portu otoczona białą, dziwną mgłą która ogranizała moją widoczność do około 1 metra. Bardzo ciekawe doświadczenie.

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowali�my dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się