Pozdrowienia z… Edynburga

23 wrzesień 2010
Pozdrowienia z… Edynburga

W marcu zadzwonił do mnie kolega Tomek z informacją, że znalazł tanie połączenie do stolicy Szkocji. Za oknem lało i chciałem go posłać w diabły, żeby może jakieś Włochy czy Hiszpania. Ale wyjazd miał być dopiero w czerwcu. Po naradzie z żoną zgodziłem się.

Jak się chce latać w cenie biletu kolejowego (tu akurat 300 zł), trzeba przyjmować warunki tanich – pardon – niskokosztowych przewoźników. Wśród śmieci na podłodze znajduję dwa nienaruszone batoniki, więc mogę zażyć niskokosztowości osobiście. Nie korzystam, lecz dyskretnie przesuwam nogą słodycze pod fotel przede mną. Obawiam się, że mogą tak latać jeszcze długo. Same fotele to temat rzeka dla ergonomów. Kto leciał, ten wie, kto nie leciał, tego nie ma co zniechęcać, bo dwie godziny za te pieniądze to i na stojąco można wytrzymać. W temacie lotu jeszcze słowo o bagażu. Spośród 200 osób (na oko) w kolejce do końcowej odprawy tylko moja walizka wydała się obsłudze podejrzana rozmiarowo. Ku jawnej uciesze reszty kolejkowiczów razem z servicewoman wepchnąłem moją walizeczkę do stojaka pomiarowego. Byłem pewny swego, bo przed wyjazdem mierzyłem calówką, ale serce zadrżało. Walizka weszła gładko. Ale wyjść nie chciała – zaklinowała się zewnętrzna kieszeń. 

TRANSPORT

Brytyjskie taksówki – archaiczny wygląd. Już nie wyłącznie czarne, jak na zapamiętanych filmach. I co za wygoda! Wsiadamy w czwórkę do tyłu, lokujemy się twarzami do siebie i jeszcze jest miejsce na nogi. Widziałem, jak do takiej taksówki wsiadła kobieta z dziecięcym wózkiem – bez składania wjechał do środka. Ten model warto inkorporować do ojczyzny.

Sprawdź przeloty do Edynburga

Polecam też przeniesienie samych taksówkarzy – wkładają i wyjmują walizki, odnoszą je do recepcji. Poza tym nasz kierowca miał krawat.

HOTEL

Najważniejszą zaletą naszego miejsca zakwaterowania jest widok z okna na castel, czyli zamek. Poza tym hotel jak hotel, tylko stylistyka mało brytyjska, bo zamiast mahoniowego drewna i mosiądzu – modernizm. No i oczywiście szatańskie krany w łazience. Nie wiem, jak można było zbudować imperium, w którym nigdy nie zachodzi słońce, i jednocześnie wymyślić dwa krany w umywalce. Jeden z wrzątkiem, drugi z lodowatą wodą. Tym pierwszym spokojnie można zaparzyć popołudniowego earl greya, to drugie dodać do innego lokalnego produktu, czyli szkockiej. Jak sprawdziłem w internecie, polscy studenci mieszkający na Wyspach zawstydzili miejscowych hydrologów butelką typu pet z dwoma dodatkowymi otworami – to łatwy do wykonania i tani mieszacz wody.

RUCH LEWOSTRONNY

Bez złośliwej krytyki należy stwierdzić, że zmiana biegów lewą ręką, gdy kierownicę trzymamy prawą, jest w zasadzie słuszna i bardziej logiczna (przynajmniej statystycznie) niż nasz standard. Brak mi jedynie napisów widzianych w Dublinie na przejściach dla pieszych – look left albo look right. Turystom to pomaga, bo my kilkakrotnie zostaliśmy zaskoczeni przez pojazdy nadjeżdżające nie z tej strony, z której się spodziewaliśmy. Ale obcokrajowców tu dosyć dużo i kierowcy raczej uważają.

SZKOCKA KRATA

Wszechobecna. Przez trzy dni słyszałem dudy i widziałem kratę zwaną tu tartanem. Nawet jako pokrycie siedzeń w autobusie. W końcu uległem i jako pamiątki nabyłem szalik, krawat i komplet chusteczek do nosa – wszystko w narodowym wzorze Szkotów.

SZKOCI

Mam tu na myśli Szkotów klasycznych. I nie będę używał określenia fachowego „kilt”, a jedynie wolnego tłumaczenia na język polski, czyli kieca. Nad wyraz często widzi się na ulicy facetów w strojach narodowych, i to pomijam wspomnianych wcześniej dudziarzy. Można tu spotkać mężczyzn w strojach ludowych znacznie częściej niż na przykład górali w Zakopanem. Wyraźnie lubią swój ubiór. To coś więcej niż tylko spódnica. Mnie najbardziej podobają się wsunięte za podkolanówki niewielkie noże, które skutecznie przeciwdziałają podśmiewaniu się z tych strojów przez Europejczyków kontynentalnych. Szczególną uwagę należy zwrócić na buty. Zawsze wyglancowane do granic wytrzymałości wzroku. Dają chyba więcej światła niż słońce w tej pochmurnej krainie.

KUCHNIA

Przed podróżą jakoś nic mi się nie kojarzyło z kuchnią szkocką. Jedynie… McDonald’s, z racji owego przedrostka Mc. Wizyta w Edynburgu niewiele w tym zakresie zmieniła. Może dlatego, że specjalnie nie poszukiwaliśmy doznań kulinarnych. Ograniczyliśmy się do sieci chińskich restauracji z bufetem szwedzkim. Tanio, rozmaicie, z deserem w cenie. Chyba to dosyć popularna forma stołowania się, bo zawsze spożywaliśmy posiłek w pełnym lokalu.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Edynburg

    Edynburg

    Trzy składniki tworzą unikalny blend stolicy Szkocji: historia walk o niepodległość, literatura sięgająca najmroczniejszych zakamarków ludzkiej natury i nauka, która objaśnia najskrytsze tajemnice.

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się