Okazałe rezydencje, śródziemnomorska roślinność i urocze miasteczka rodem ze Starego Kontynentu, a do tego najlepsze restauracje świata i setki wspaniałych winnic. Północna Kalifornia oczarowuje bukietem smakowych i estetycznych doznań.
Godzina jazdy samochodem dzieli San Francisco od Sonomy – miasteczka leżącego w sielskiej dolinie o tej samej nazwie. Użytkownikom systemu operacyjnego Windows XP pobliskie krajobrazy mogą się wydać znajome. Falujące wzgórza, takie jak na zdjęciu z komputerowego pulpitu, rozciągają się nieopodal zabytkowej miejscowości, w której warto rozprostować nogi. Porośnięty starymi drzewami plac okalają bielone budynki, wśród których na uwagę zasługuje Mission San Francisco Solano de Sonoma, ostatnia placówka misyjna założona przez władze meksykańskie w Kalifornii. To właśnie dzięki franciszkańskim misjonarzom w 1825 r. pojawiły się tu sadzonki winorośli szczepu mission, z których zakonnicy produkowali mszalne wino. Tuż obok mieści się obowiązkowy jak dla mnie przystanek przed rozpoczęciem degustacji win – fabryka sera. Lepiej zafundować sobie kawałek cheddara z papryką chipotle, zanim się przystąpi do próbowania szlachetnych trunków – nie tylko dla złagodzenia działania alkoholu – jedzenie ostrych lub kwaśnych potraw w trakcie degustacji może zaburzyć subtelność smakowych odczuć.
Posiadłość Roshambo znajduje się nieopodal miasta. Nie jest ani najstarszą, ani największą winnicą regionu, za to ma coś, czego nie posiada żadna inna – Cornerstone Gardens. Z ponad 3,5 ha tylko jedną czwartą przeznaczono tu pod uprawę winorośli. Resztę terenu zajmują ogrody, zaprojektowane przez różnych architektów krajobrazu. Jedną z ciekawszych instalacji jest oblepione 70 tys. bombek „Niebieskie drzewo”, które w zamyśle artysty Claude’a Cormiera miało się stopić z niebem. Po kilku latach pod wpływem słońca plastikowe bombki zzieleniały, ale i tak ogród prezentuje się nieziemsko. W tak niebanalnych okolicznościach przyrody niektórzy postanawiają wypowiedzieć sakramentalne „tak”. Jak na zaledwie 16-letnią plantację wina produkowane przez Roshambo są obiecujące, a atmosfera i projekt etykiet na butelkach – zdecydowanie cool.
Znacznie dłuższą tradycją winiarską może się poszczycić Seghesio Family Vineyards, w którego winnicach rosną najstarsze w Stanach sadzonki włoskiego szczepu sangiovese, a zinfandel jest produkowany z owoców winorośli zasadzonych przez włoskiego emigranta Edoardo Seghesio ponad 100 lat temu. Najlepiej spróbować tych win na miejscu, czyli parę przecznic od głównego placu w miasteczku Healdsburg, położonym niecałe 40 mil na północ od Sonomy. W piątki i soboty głowa rodu Seghesio, pani Rachel Ann, zaszczyca swoją obecnością biesiady, podczas których degustuje się wyśmienite trunki z włoskimi daniami – ma to podkreślić walory smakowe zarówno wina, jak i jedzenia. Miałam okazję spróbować Cortiny Zinfandel rocznik 2005 z tradycyjną włoską kiełbasą według oryginalnego, rodzinnego przepisu. „Zin” okazał się wyśmienitym winem o dużej kwasowości, uroczym bukiecie czerwonych owoców i lekkim posmaku czarnego pieprzu. Do serwowanej kiełbasy pasował wprost idealnie!
Wracając spacerem z winnicy na główny plac Healdsburga, wokół którego rozlokowały się galerie sztuki, knajpki i butiki, trzeba zajrzeć do sklepu połączonego z salą degustacyjną największego producenta win na świecie – E. & J. Gallo. Rodzinną megafi rmą zarządza już czwarte pokolenie rodu wywodzącego się od braci Ernesta i Julio. Zaczęli oni swą oszałamiającą winiarską karierę w 1933 r., zaraz po zniesieniu prohibicji. Obok całej gamy popularnych wieloszczepowych win, takich jak np. Carlo Rossi California Red, Gallo produkuje też doskonałe Cabernety z wyższej półki, chociażby te z bajkowo położonych winnic Frei Ranch czy Barrelli Creek. Tę ostatnią można zwiedzić w czasie zorganizowanej wycieczki z przewodnikiem, która codziennie rano wyrusza spod sklepu.
Chcąc porównać smak cabernet sauvignon pochodzącego z Sonoma Valley z tym zza miedzy, bezzwłocznie kieruję się na południowy wschód. Znawcy utrzymują, że wino tego właśnie szczepu najlepiej się udaje w Napa Valley. Droga nr 29 przecina bezkres winnic ze wspaniałymi rezydencjami i szpalerami cyprysów. Przy wjeździe do St. Helena uwagę zwracają bujne palmy i okazały gmach byłego klasztoru, w którym obecnie mieści się Culinary Institute of America, szkolący przyszłych kucharzy i sommelierów. Jego absolwenci tworzą wymyślne pary jedzenia z winem, o czym można się przekonać w niejednej restauracji w mieście. W centrum winnica Beringer Vineyards prowadzi własną szkołę gastronomiczną. Na terenie posiadłości znajdują się również wypielęgnowane ogrody, w których latają kolibry, a w pięknej wiktoriańskiej rezydencji rodem z XIX-wiecznej Nadrenii można się przekonać, jak smakują tamtejsze wina. Półtorej mili dalej Hall przoduje w przyjaznych środowisku rozwiązaniach i świetnych trunkach, wśród których moją uwagę zwróciło eleganckie i pełne harmonii Kathryn Hall Cabernet Sauvignon rocznik 2006. Za kilka lat stanie tu malowniczy budynek z drewna i betonu, zaprojektowany przez słynnego amerykańskiego architekta Franka Gehry’ego. Obok swoją filię ulokowały legendarne, nowojorskie delikatesy Dean & Deluca. Sklep oprócz smakołyków z całego świata oferuje produkty lokalnych farmerów i aż 1400 kalifornijskich win (jak dla mnie wymarzone miejsce do napełnienia piknikowego koszyka).

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Z...

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się ...

Do 27 marca 2012 r. możesz głosować za pomocą SMS na najwybi...

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszkó...

Zachodnie Wybrzeże to KONIEC Ameryki. Ten kraj założyli ludzie, którzy wędrowali na zachód. Po prostu szli przed siebie tak długo, aż doszli do Pacyfiku. Dziś ich statystyczny potomek zmienia miejsce zamieszkania kilkanaście razy w ciągu życia. Codziennie pokonuje kilkadziesiąt kilometrów w drodze do pracy, a podczas wakacji jedzie samochodem tysiące kilometrów, aby zobaczyć, na przykład, największy na świecie kłębek włóczki lub miejsce, gdzie podobno wylądowali kosmici.
Dziennikarka współpracująca z redakcją Travelera. Mieszkała w Nowym Yorku, Waszyngtonie, a obecnie w Atlancie. Pasjonuje się architekturą, muzyką i kuchniami świata.

Capri to królewna olśniewającej urody, strojna, bogata, dumn...

Na studiach przez pół roku dzieliłam boks w norweskim akadem...

Miejsce akcji: Vanuatu, archipelag wysp na Pacyfiku Bohatero...

Daleko od telewizora, samochodu, klimatyzacji, za to w blisk...
Już 15 marca w siedmiu największych miastach Polski rusza 12. edycja Tygodnia Kina Hiszpańskiego, imprezy od lat pokazującej ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.