Pierwszego, schowanego pod drzewem, przewodniczka pokazuje nam już po pięciu minutach jazdy. Potem kolejne – trzy duże słonie z małym, którego pilnują, zaniepokojone naszą obecnością. Otaczają dziecko tak szczelnie, że trudno je dostrzec. Trzymając aparaty fotograficzne w pogotowiu, ruszamy dalej. Oglądamy orły, zimorodki z modrymi skrzydełkami, mijamy wygrzewającą się na drodze dużą jaszczurkę. Nagle dochodzi do nas dziwny odór. – Czujecie? – pyta biolożka Manori Gunawardena, która nas oprowadza po parku. – To zapach samca słonia. Właśnie przechodzi okres wzmożonej aktywności seksulanej, musth. Poziom testosteronu podnosi mu się nawet o 60 proc. i zwierzę staje się niebezpieczne – wyjaśnia. Jak na komendę sprawca zepsucia atmosfery wychyla się zza kępy krzewów, zaczyna wierzgać i przeraźliwie ryczeć. – O, podniósł trąbę, to znak, że jest bardzo rozdrażniony – wyjaśnia przewodniczka. Wtem kolos odwraca się i rusza biegiem w głąb sawanny. Po kilku minutach widzimy go znowu. Tym razem nie jest sam. Zaczyna atakować innego, mniejszego od niego samca, który wypoczywał w cieniu drzewa. Czyżby zanosiło się na bójkę? Słonie ryczą, przekrzykują się, zarzucają trąbami. Ostatecznie mniejszy odchodzi, uznając przewagę przeciwnika. To mądre zwierzęta, nie walczą bez potrzeby. A my ruszamy dalej, podziwiać kolejne słonie i podglądać stado kąpiących się w jeziorze dzikich bawołów.
Kiedyś słonie były na Cejlonie główną siłą pociągową, teraz prawie ich się w ten sposób nie wykorzystuje, a gdy osiągną 30. rok życia, wręcz obowiązuje je zakaz pracy, by noszeniem ciężarów nie zniszczyły sobie ostatniego, szóstego kompletu zębów trzonowych. Gdy one wypadną, zwierzę nie może przeżuwać i ginie. Jednak w kilku ośrodkach na Sri Lance pracują po trzy godziny dziennie, wożąc turystów. Za przejażdżkę w Hambantocie biuro turystyczne liczy 36 dol. (w pakiecie jest ubezpieczenie i dyplom z ekologicznego papieru z łajna słonia). Tymczasem bez pośrednika zaproponowano mi cenę 20 dol. i natychmiast ją obniżono do 15 dol., co oznacza, że można by kwotę wytargować nawet do 8 dol.
Nasza słonica jest śliczna, ma 5-centymetrowe rzęsy. Z lekkim zaskoczeniem konstatuję, że wchodzi się na nią po drabinie. Ale, doprawdy, inaczej trudno byłoby się dostać na znajdujący się prawie na wysokości trzech metrów grzbiet. Kolejna niespodzianka: zamiast siodła ma zamocowaną dużą platformę, na której mieszczą się cztery osoby. Turyści siadają bokiem do kierunku jazdy i nogi spuszczają na zewnątrz. Najciekawiej jest na szyi słonia – od razu proszę o tę miejscówkę. Jeszcze nie zdążyłam się wygodnie usadowić i oswoić z sytuacją, a przed moim nosem pojawia się wielka trąba mojej słonicy. Wącha (zwierzęta te mają doskonały węch i słaby wzrok), bada i wyraźnie czegoś się domaga. Gdy pojawia się chłopiec z kiścią bananów za dolara, szybko zgaduję, że o to właśnie jej chodziło. Podaję przysmak do trąby i natychmiast ląduje on w pysku, razem ze skórką, naturalnie. Od tej pory mamy umowę: gdy klepię słonicę po głowie, ona podnosi trąbę po banana. Próbuję się z nią pobawić, ale ona zamiast drapania w nos zdecydowanie woli smaczną przekąskę.
Noga za nogą idziemy na wycieczkę brzegiem jeziora. Tu znowu zimorodek, a tam na drzewie siedzi żołna. Jest wspaniale. Mam czas, by przyjrzeć się słoniowej skórze – przysłowia nie kłamią – i szczecinie, która porasta głowę. Wygląda jak z rzadka implantowane włosy z plastikowej szczotki do zamiatania. Czas płynie leniwie, słonica uszami wachluje mi łydki. W końcu kornak każe mi przesiąść się do tyłu, zajmuje moje miejsce i wchodzimy do płytkiego jeziora. Potem na lądzie robimy jeszcze rundkę ścieżką w gąszczu i wracamy do bazy. Gdy już stoję na własnych nogach, dostaję do potrzymania słonicę za łańcuch na jej szyi. Ale nie łudzę się, że mam nad nią jakąkolwiek kontrolę. Jest wręcz przeciwnie...

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...
redaktor National Geographic

Nad wejściem do kamiennego budynku widniały słowa Mente et m...

To bajeczne egipskie miasto zbudowane na wyspach nazywane by...

Lato prawie odeszło, dni coraz chłodniejsze, poprzednia podr...

Dotarłam do Bombaju, mój bagaż też. Ze znajomymi spędzę w ty...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.