Outsiderzy z Radżastanu

12 lipiec 2010
Outsiderzy z Radżastanu

Raz do roku smagana gorącym wiatrem, sroga pustynia Thar w Radżastanie ożywa na kilka dni. Wędrowny lud Raika przybywa tu ze swoimi stadami na wielki targ wielbłądów.

W pełnię Księżyca miesiąca Kartika

(przełom października i listopada) 330 mln bóstw hinduistycznych nawiedza święte wody jeziora Puszkar. Nie ma lepszego czasu na dokonanie rytualnych ablucji niż Purnima Kartika. Wtedy kąpiąc ciało, oczyszcza się duszę i zapewnia zbawienie. Dlatego senne przez cały rok Puszkar budzi się w religijnym uniesieniu tysięcy świętych mężów, sadhu i wiernych, przybywających z całych Indii. Sprawom boskim i duchowym towarzyszą sprawy ludzkie, materialne. Te załatwia się tuż obok, pośród piaszczystych wydm pustyni Thar, gdzie od ponad stu lat jest organizowany największy i najsłynniejszy w Azji targ wielbłądów. Na pięć dni w ogromnej oazie zamieszka 50 tys. wielbłądów i 200 tys. ludzi. Na spalonej słońcem ziemi wyrośnie miasto namiotów, wśród których ludzie będą spać,  gotować, sprzedawać, kupować, zawierać małżeństwa, zaklinać węże, przepowiadać przyszłość, śpiewać, recytować, tańczyć i fotografować. Coroczny targ to okazja do wymiany zwierząt, pieniędzy, myśli i genów. Ale najważniejsze są porykujące, smukłe i dostojne wielbłądy.

Podobno pierwszego wielbłąda ulepiła bogini Parwati z kurzu i potu,

który zebrała ze swego medytującego męża –Śiwy. Kiedy ten tchnął w zwierzę życie, aby Parwati miała z niego pożytek, wielbłąd natychmiast uciekł. Wtedy do opieki nad nim Śiwa stworzył człowieka, pierwszego Raika.

Raika albo Rabari są półnomadycznym ludem,

który od kilkuset lat zajmuje się w Radżastanie hodowlą wielbłądów. Profesja wymusiła na Raika opuszczenie miast. Żyli najpierw na przedmieściach, później zaczęli się coraz bardziej  oddalać w poszukiwaniu pastwisk dla swoich zwierząt. Dlatego nazwano ich Raika – outsiderami, tymi, którzy zeszli z drogi. Ale to oni właśnie są najlepszymi znawcami dróg na pustyni, po której chodzą ze swoimi stadami od ponad 500 lat. Oni dostarczali najlepsze wielbłądy na dwory radżów i maharadżów. Kiedy wybudowano drogi i kolej, Raika zaczęli hodować również kozy, owce i konie. Jednak to wielbłądy do dziś pozostają oznaką statusu społecznego, bogactwa. Raika nie obwieszają się złotem, ale otaczają stadem porykujących zwierząt. Wielbłąd to posag panny młodej, zapłata za nią i najważniejszy uczestnik pochodu weselnego. O tym, jak ważne miejsce zajmują wielbłądy w tej kulturze, świadczą też stroje. Nie ludzi – mężczyźni Raika ubierają się na biało, a od święta swoje pomarańczowe turbany zamieniają na czerwone, zaś kobiety noszą czarne długie chusty i tatuaże. To wielbłądy są przystrajane. Na targowych straganach można im kupić biżuterię: srebrne dzwonki, bransolety, pompony, korale, haftowane narzutki. Można też wielbłąda upiększyć makijażem albo wymyślnie ostrzyc. Zrywniejsze ze zwierząt wystartują zapewne w emocjonującym wyścigu, te uzdolnione artystycznie staną  w konkursie tanecznym, a urodziwe wezmą udział w wyborach piękności. Wprawdzie targ jest przede wszystkim miejscem handlu, ale dla nomadów zwierzęta te nie są towarem, który ma przynieść zysk. Nigdy ich nie zabijali, nie jedli mięsa ani nie handlowali skórami ani kośćmi. Niestety, coraz trudniej jest przetrwać tym ludziom we współczesnym świecie. Odbierane są im pastwiska, odmawia się im wypasu stad na  terenach, które od wieków znajdowały się na szlaku ich wędrówki. Żeby przeżyć, Raika coraz częściej zmuszeni są wyprzedawać swoje zwierzęta. Również na mięso... W ten sposób kultura nomadów powoli zanika. Odchodzi jak wielbłądy, które, gdy tylko skończy się targowisko, kroczą spokojne, ciche, prawie niewidoczne w obłoku kurzu, za daleki horyzont – w nieznane albo w przeszłość.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Indie. Niczym mieszanka przypraw..

    Indie. Niczym mieszanka przypraw..

    Ten subkontynent ma wiele barw. Słowo „mozaika” najlepiej oddaje jego niepowtarzalny charakter. Indie są jak mieszanka przypraw masala. Czasem smakują na ostro jak soczewica w sosie curry, innym razem pachną słodkim nektarem kokosowym, niekiedy bywają spowite piekącym dymem haszyszu.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-03-12 03:44

    Bardzo ciekawie napisane, czyta się jednym tchem. Pozdro :-)

Autor

  • Zuzanna Pol

    Zuzanna Pol

    Współpracuje z nami od kilku lat, pisze reportaże również dla innych tytułów, a na stałe związana jest z Agencją Reutersa.

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się