W drodze powrotnej tą samą autostradą warto zatrzymać się w Kaiping (140 km do Kantonu). To kolejne miejsce, którego istnienia w tym kraju nikt by nie podejrzewał. Wpisane dwa lata temu na Listę UNESCO jest surrealistyczną wręcz enklawą obronnych rezydencji, tzw. diaolou, zbudowanych na przełomie XIX i XX w. przez bogatych Chińczyków, którzy zostali wypędzeni z Kalifornii na podstawie tzw. Chinese Exclusion Act (z 1882 r.). Te piękne budowle we wszelkich możliwych architektonicznych stylach, z wieżami obserwacyjnymi i wymyślnymi systemami zabezpieczeń przed rabusiami stoją dziś przeważnie puste wśród ryżowych pól jak zjawy z innej planety. Równie surrealistyczne jest położone nieopodal miasteczko Chikan, w którym czas jakby zatrzymał się całkowicie jakieś 80 lat temu. Nietknięte dziejowymi burzami, z architekturą typową dla lat 30. XX w. Chikan wygląda jak makieta dla filmu z Bruce’em Lee, gangsterami, triadami i palaczami opium. Jest zresztą ciągle wykorzystywane do kręcenia takich właśnie produkcji.
Kanton można wykorzystać jako bazę wypadową na dwudniową wycieczkę (samolotem lub autobusem) do Guilin w sąsiedniej prowincji Guangxi. Szczyt Samotnego Piękna, Wzgórze Ujarzmiające Fale, Park Siedmiu Gwiazd i Jaskinia Trzcinowej Fujarki. Jak nazwy wskazują, Guilin z doliną rzeki Li Jiang to bodaj najlepsze w Chinach miejsce do podziwiania malowniczych pejzaży bez potrzeby wspinania się na niebotyczne górskie wysokości. Ta znacznie większa wersja naszych przełomów Dunajca usłana jest krasowymi skałkami o niezwykłych kształtach, wśród meandrów rzek, jeziorek, pól ryżowych i bambusowych gajów. Widoki rzeczywiście jak z bajki, zwłaszcza w czasie rejsu po rzece Li z Guilin do Yangshuo. To raj dla fotografów, ale niestety, obłędne tłumy turystów i nachalna komercja bardzo skutecznie zniechęcają do dłuższego pobytu w Guilin, które powinno być krainą kontemplacji i wytchnienia.
Z Kantonu, tym razem autostradą prowadzącą do Zhuhai, docieramy w dwie godziny do Makau. (W Zhuhai jest przejście graniczne, a Polacy wiz do Makau nie potrzebują). Dawna portugalska kolonia, która jest teraz, jak Hongkong, tzw. Specjalnym Regionem Administracyjnym, to raj dla miłośników kolonialnej atmosfery i zarazem światowa stolica hazardu. Obroty tu- tejszych kasyn są już większe niż w Las Vegas. Cudowne stare centrum Makau, będące unikatowym przykładem asymilacji kultur Wschodu i Zachodu, też wpisane zostało już na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Położona na wzgórzach starówka jest po prostu stworzona do romantycznych spacerów. Polecam przechadzkę od słynnej XVII-wiecznej fasady spalonej katedry św. Pawła ku centralnemu placowi Senatu (Largo do Senado) z pastelowymi neoklasycystycznymi budynkami z czasów świetności kolonii.
W Makau atrakcji jest co niemiara: wyścigi hartów, światowy Festiwal Fajerwerków, plaże czy nadzwyczaj oryginalna lokalna kuchnia, łącząca smaki portugalskie z afrykańskimi i chińskimi. Jednak kasyn nic nie przebije. Perłą w koronie jest Venetian, czyli znacznie powiększona kopia oryginału z Vegas. Samo kasyno ma powierzchnię trzech boisk futbolowych, a kompleks hotelowy liczy prawie 3 tys. pokoi. Budowa tego giganta kosztowała prawie 2 mld dol. i obsługuje go armia 16 tys. pracowników. Całość ma przypominać Wenecję, więc nie brak tu kanałów z gondolami oraz replik weneckich ulic, placów i pałaców.
Kasyn w Makau jest multum, a jeszcze więcej lombardów, w których spłukani hazardziści zastawiają nie tylko złote zegarki i obrączki, ale też majtki i skarpetki, żeby się odegrać. Moim faworytem było, jest i będzie najstarsze tutejsze kasyno, legendarne Lisboa, w podziemiach okrągłego hotelu przypominającego wykwintną bombonierkę. Już tylko tutaj, wśród misternych mozaiek, mosiężnych okuć, nefrytowych posągów i porcelanowych waz można się poczuć jak James Bond w Casino Royal.
I kto by pomyślał, że wszystko to znajduje się w Chinach. Trochę Paryża, trochę Hawajów, trochę Las Vegas, trochę Pienin, trochę UFO i czegoś tam jeszcze, co każdy sam sobie może znaleźć.

Opowiadanie dowcipów podczas zagranicznych podroży jest jak ...

Przez niespełna 20 lat dotarła z pomocą do ponad 40 krajow. ...

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

Podróżując przez Środkowe Chiny ze Wschodu na Zachód, dostrzega się rozziew między pulsującymi życiem wielkimi i bogatymi metropoliami, w których robi się interesy z całym światem, a spokojnymi, biednymi i zacofanymi miastami, gdzie każdy znajdzie chwilę, by spokojnie napić się zielonej herbaty. Udałem się na rubieże chińskiej cywilizacji, do świata mniejszości narodowych, w którym dawno nie widziano Europejczyka.
Autor jest sinologiem, dziennikarzem i podróżnikiem, posiadaczem największej w Polsce kolekcji egzemplarzy magazynu National Geographic.

Miliony lat temu Madagaskar oderwał się od Afryki, stając si...

Nad wejściem do kamiennego budynku widniały słowa Mente et m...

Miliony lat temu Madagaskar oderwał się od Afryki, stając si...

Toruń jest starodawny, tajemniczy, przyciąga miłośników śred...
1 czerwca w nowopowstającej galerii fotograficznej - "27" - Łukasza Gniadka, dwukrotnego laureata PUOTu, zebrali się: Ewa Mei...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.