Ostro – słodkie południe

23 listopad 2009



W drodze powrotnej tą samą autostradą warto zatrzymać się w Kaiping (140 km do Kantonu). To kolejne miejsce, którego istnienia w tym kraju nikt by nie podejrzewał. Wpisane dwa lata temu na Listę UNESCO jest surrealistyczną wręcz enklawą obronnych rezydencji, tzw. diaolou, zbudowanych na przełomie XIX i XX w. przez bogatych Chińczyków, którzy zostali wypędzeni z Kalifornii na podstawie tzw. Chinese Exclusion Act (z 1882 r.). Te piękne budowle we wszelkich możliwych architektonicznych stylach, z wieżami obserwacyjnymi i wymyślnymi systemami zabezpieczeń przed rabusiami stoją dziś przeważnie puste wśród ryżowych pól jak zjawy z innej planety. Równie surrealistyczne jest położone nieopodal miasteczko Chikan, w którym czas jakby zatrzymał się całkowicie jakieś 80 lat temu. Nietknięte dziejowymi burzami, z architekturą typową dla lat 30. XX w. Chikan wygląda jak makieta dla filmu z Bruce’em Lee, gangsterami, triadami i palaczami opium. Jest zresztą ciągle wykorzystywane do kręcenia takich właśnie produkcji.

Kanton można wykorzystać jako bazę wypadową na dwudniową wycieczkę (samolotem lub autobusem) do Guilin w sąsiedniej prowincji Guangxi. Szczyt Samotnego Piękna, Wzgórze Ujarzmiające Fale, Park Siedmiu Gwiazd i Jaskinia Trzcinowej Fujarki. Jak nazwy wskazują, Guilin z doliną rzeki Li Jiang to bodaj najlepsze w Chinach miejsce do podziwiania malowniczych  pejzaży bez potrzeby wspinania się na niebotyczne górskie wysokości. Ta znacznie większa wersja naszych przełomów Dunajca usłana jest krasowymi skałkami o niezwykłych kształtach, wśród meandrów rzek, jeziorek, pól ryżowych i bambusowych gajów. Widoki rzeczywiście jak z bajki, zwłaszcza w czasie rejsu po rzece Li z Guilin do Yangshuo. To raj dla fotografów, ale niestety, obłędne tłumy turystów i nachalna komercja bardzo skutecznie zniechęcają do dłuższego pobytu w Guilin, które powinno być krainą kontemplacji i wytchnienia.

Z Kantonu, tym razem autostradą prowadzącą do Zhuhai, docieramy w dwie godziny do Makau. (W Zhuhai jest przejście graniczne, a Polacy wiz do Makau nie potrzebują). Dawna portugalska kolonia, która jest teraz, jak Hongkong, tzw. Specjalnym Regionem Administracyjnym, to raj dla miłośników kolonialnej atmosfery i zarazem światowa stolica hazardu. Obroty tu- tejszych kasyn są już większe niż w Las Vegas. Cudowne stare centrum Makau, będące unikatowym przykładem asymilacji kultur Wschodu i Zachodu, też wpisane zostało już na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Położona na wzgórzach starówka jest po prostu stworzona do romantycznych spacerów. Polecam przechadzkę od słynnej XVII-wiecznej fasady spalonej katedry św. Pawła ku centralnemu placowi Senatu (Largo do Senado) z pastelowymi neoklasycystycznymi budynkami z czasów świetności kolonii.

W Makau atrakcji jest co niemiara: wyścigi hartów, światowy Festiwal Fajerwerków, plaże czy nadzwyczaj oryginalna lokalna kuchnia, łącząca smaki portugalskie z afrykańskimi i chińskimi. Jednak kasyn nic nie przebije. Perłą w koronie jest Venetian, czyli znacznie powiększona kopia oryginału z Vegas. Samo kasyno ma powierzchnię trzech boisk futbolowych, a kompleks hotelowy liczy prawie 3 tys. pokoi. Budowa tego giganta kosztowała prawie 2 mld dol. i obsługuje go armia 16 tys. pracowników. Całość ma przypominać Wenecję, więc nie brak tu kanałów z gondolami oraz replik weneckich ulic, placów i pałaców.

Kasyn w Makau jest multum, a jeszcze więcej lombardów, w których spłukani hazardziści zastawiają nie tylko złote zegarki i obrączki, ale też majtki i skarpetki, żeby się odegrać. Moim faworytem było, jest i będzie najstarsze tutejsze kasyno, legendarne Lisboa, w podziemiach okrągłego hotelu przypominającego wykwintną bombonierkę. Już tylko tutaj, wśród misternych mozaiek, mosiężnych okuć, nefrytowych posągów i porcelanowych waz można się poczuć jak James Bond w Casino Royal.

I kto by pomyślał, że wszystko to znajduje się w Chinach. Trochę Paryża, trochę Hawajów, trochę Las Vegas, trochę Pienin, trochę UFO i czegoś tam jeszcze, co każdy sam sobie może znaleźć.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Wyprawa do wnętrza smoka

    Wyprawa do wnętrza smoka

    Podróżując przez Środkowe Chiny ze Wschodu na Zachód, dostrzega się rozziew między pulsującymi życiem wielkimi i bogatymi metropoliami, w których robi się interesy z całym światem, a spokojnymi, biednymi i zacofanymi miastami, gdzie każdy znajdzie chwilę, by spokojnie napić się zielonej herbaty. Udałem się na rubieże chińskiej cywilizacji, do świata mniejszości narodowych, w którym dawno nie widziano Europejczyka.

Dodaj komentarz

Autor

  • Krzysztof Darewicz

    Krzysztof Darewicz

    Autor jest sinologiem, dziennikarzem i podróżnikiem, posiadaczem największej w Polsce kolekcji egzemplarzy magazynu National Geographic.

Ostatnio czytali

  • artur
  • kazcio
  • sanderson
  • Kurzawski
  • WiolaB
  • plazam
  • papi25
  • milrohir2
  • Eathan
  • visciola
  • raagoon
  • mihalmazur
  • barmoty
  • Loszo007
  • brx6
  • Pawel_gda
  • Bog_danek

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się