Oko w oko z Gdańskiem

17 marzec 2009
Oko w oko z GdańskiemZdjęcie: Agencja Forum

Wspaniałe, majestatyczne zabytki i dumna 1000-letnia historia Gdańsk nie ma jednej twarzy. Dla podróżników zagłębiających się w jego uliczki i zakamarki jest on miastem kościołów, ale też dzwonów carillonów, zegarów, Wenecją Północy.

To także miasto hanzeatyckie - ponieważ właśnie Hanza odcisnęła największe piętno na jego wizerunku.

Spacerując między zabytkami „bałtyckiego” gotyku, złotego renesansu, niderlandzkiego manieryzmu i podziwiając dzieła tutejszych artystów i budowniczych - Antoniego van Obberghena, klanu van den Blocków:
Wilhelma i jego synów Abrahama, Izaaka i Jakuba; Hansa Kramera; Andreasa Schlutera - postrzegamy Gdańsk Anno Domini 2007 jako wielki muzealny eksponat.
Najbardziej znaną ikoną Gdańska są zabytki Głównego i Starego Miasta. Choć w marcu 1945 r. zniszczone przez Rosjan w 80 proc., zostały odbudowane. Są jak celebrities, z którymi każdy turysta chce sobie zrobić zdjęcie – bo najpiękniejsze, bo największe, najbogatsze.

Atrakcje

Okno na Świat i Rzeczypospolitej
Spacer po Gdańsku zawsze zaczynasz albo kończysz na Mariackiej. Trudno inaczej. Ta ulica oddaje jego genius loci. Jest urokliwa, pełna smaku. Jak Złota Uliczka w Pradze. Na Mariackiej poczujesz, jaki Gdańsk był kiedyś, bo przywrócono na niej kształt kilkudziesięciu przedproży. Z balustradami i z rzygaczami – ozdobnymi wylewami rynien o przeraźliwych paszczach. Jeszcze w połowie zeszłego stulecia w Gdańsku przedproży było 600, teraz jest 120. Część zniszczono podczas wojny, niektóre wywieziono za granicę, np. przedproże z Neptunem z domu Gabriela Fahrenheita trafiło do Norymbergi. Były zewnętrznym dowodem zamożności patrycjuszy, ale i ich bogobojności. Często zdobiły je reliefy o tematyce religijnej, w myśl zasady: „bez Boga ani do proga”. Przedproża najbajeczniej wyglądają w czapach śniegu.
Kilka kroków po kocich łbach ulicy Plebania i wchodzę do Kościoła Mariackiego – największej ceglanej świątyni w Europie, wznoszonej przez 159 lat.
W przeszłości potocznie nazywany był Grubą Marychą. Gruba wieża bazyliki dominowała w krajobrazie i od strony Żuław, i od strony Kaszub, kontrastując ze szczupłą wieżą Ratusza Głównego. Kościół Mariacki ma 104 m długości, 41 m szerokości w korpusie i 66 w transepcie. Wieża wznosi się na 78 m, a powierzchnia ma prawie pół hektara. Przy odbudowie po zniszczeniach ostatniej wojny trzeba było położyć prawie hektar dachówek. Licząc po cztery osoby na m2, po odjęciu filarów i grubości murów, do kościoła mogłoby się wcisnąć nawet 18 tysięcy wiernych. Wewnątrz uwagę zwraca niezwykły 14-metrowy zegar astronomiczny z 1470 r.
W czasach, gdy powstał, był największym zegarem świata, ale i dziś niewiele stracił, bo jest drugi pod względem wielkości. Na zegarze można było odczytać położenie Słońca i Księżyca, ruch planet, daty świąt. A ruchome figury odgrywały teatr.
Teraz przemieszczam się na Długi Targ. Nieważne, w której kafejce zdecydujesz się tam wypić kawę – z każdej ogarniesz to, co najważniejsze: ratusz, Dwór Artusa, Złotą Kamieniczkę, fontannę Neptuna. Zaczynam od karmienia gołębi, bo  tutaj jest ich najwięcej. Potem kieruję się naprzeciwko: do Maraski, delikatesów z najlepszymi czekoladkami w Gdańsku. Znam dystyngowane przedwojenne panie, które do Maraski specjalnie przyjeżdżają tramwajem.
W XVII wieku Gdańsk był największym i najbogatszym portem nadbałtyckim, a Ratusz manifestował jego potęgę, której symbolem miała być wysoka wieża ze wspaniałym hełmem. W środku koniecznie trzeba zobaczyć Salę Czerwoną, wzorowaną na salach Pałacu Dożów w Wenecji. Bogactwo i przepych malowideł i dekoracji manieryzmu niderlandzkiego pozwala zaliczyć Salę Czerwoną do najpiękniejszych w Europie. Z kolei w wieży ratusza kilkusetletnie melodie wygrywa carillon, jeden z dwóch w Polsce. (Drugi znajdował się w kościele św. Katarzyny, od maja po pożarze jego dachu jest nieczynny).
Dwór Artusa kokietuje turystów często zmienianym makijażem. Jego wnętrze wciąż pięknieje. Naszpikowane detalami, jest odrestaurowywane od 50 lat. Chciałabym mieć choć jeden kafel z majestatycznego 10-metrowego pieca. Dwór zbudowało Bractwo św. Jerzego w 1350 roku. Łączono je z legendarnym królem Arturem i rycerzami Okrągłego Stołu – by przy nim zasiąść, należało być tym wybranym. Z dworem związane są tradycje bractw rycerskich, a potem mieszczańskich, które do dzisiaj działają w Polsce i w Niemczech.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2011-10-09 14:27

    Super! Wszystko super, całość artykułu, od A do Z! I dziś i wczoraj bardzo mi się on podobał:) Wszystko dokładnie co było do przeczytania, przeczytałem. Wszyściuteńko!:) Jestem happy, że udało to mi się:) Autorce należą się Podziękowania Ładne. Ciekawe czy była sama pisząc całą tą historię, śmiem wątpić!:) Ale to też ładnie przecież...Super robota!!...Hej, pozdrawiam!...D. A teraz czas wyjść w końcu od rana z psem- walnie mnie raz jeszcze to zjem go sobie chyba na obiad!!...;) Pozdrawiam! B.Dobry Artykuł!! Dziękujemy ładnie za Wszystkie Strony artykułu...Bywać i dzięki!

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2011-10-09 14:23

    Super! Wszystko super, całość artykułu, od A do Z! I dziś i wczoraj bardzo mi się on podobał:) Wszystko dokładnie co było do przeczytania, przeczytałem. Wszyściuteńko!:) Jestem happy, że udało to mi się:) Autorce należą się Podziękowania Ładne. Ciekawe czy była sama pisząc całą tą historię, śmiem wątpić!:) Ale to też ładnie przecież...Super robota!!...Hej, pozdrawiam!...D. A teraz czas wyjść w końcu od rana z psem- walnie mnie raz jeszcze to zjem go sobie chyba na obiad!!...;) Pozdrawiam! B.Dobry Artykuł!! Dziękujemy ładnie za Wszystkie Strony artykułu...Bywać i dzięki!

Autor

Ostatnio czytali

  • pysiu1981
  • AnBis

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się