Drogą wzdłuż rzeki przewożono kiedyś tybetańskie bogactwa (głównie sól) do Indii oraz żywność z żyznych dolin do Tybetu. Wzdłuż szlaku karawan wyrosły bogate miasteczka: Jomsom (stolica dystryktu Mustang), Marpha, Tukuća, oddalone od siebie o kilka godzin marszu. Polecam dwa ostatnie i sugeruję pozostać w nich dłużej niż na jedną noc. To tętniące życiem miasteczka z kilkusetletnią architekturą i osiemnastowiecznymi klasztorami buddyjskimi, jakich próżno szukać w Tybecie po chińskiej stronie granicy.

Za Tukuća (2590 m) jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pustynna okolica zmienia się w górski las iglasty. Godzinę później napotykamy pierwsze bambusy. Następnego dnia pojawiają się cytrusy i bananowce. Przechodzimy przez jedną z najgłębszych dolin rzecznych na świecie. Kaligandaki wrzyna się pomiędzy dwa ośmiotysięczne masywy: Annapurnę I (8091 m) oraz Dhaulagiri (8167 m). Dokładnie w okolicy Kalopani i Larjung (idziemy dnem doliny rzecznej na wysokości 2540 m) deniwelacja osiąga maksimum – ponad 5000 m! Rankiem, nim pustynny płaskowyż nagrzeje się od słońca, pogoda jest zwykle wyśmienita. Około południa zaczyna wiać. Gorące powietrze unosi się, wytwarzając ogromne podciśnienie, które zasysa masy powietrza z południa. I wtedy dolina rzeki Kaligandaki staje się gigantycznym wentylem. Zawsze, kiedy tamtędy idę, wieje tak mocno, że trudno oddychać, tworzą się miniaturowe trąby powietrzne, które porywanym piaskiem i żwirem dotkliwie sieką po łydkach.

Dla mnie trekking kończy się w Tatopani. Nazwa tej miejscowości znaczy „gorące źródła”. Kiedy siedzę w basenie, sącząc piwo, siły wracają, ból w kończynach mija, świat jest bardziej kolorowy, a późniejszy sen głębszy. Tatopani to mała osada wtopiona w zieleń dżungli. Niestety, jej spokój dwa lata temu zakłócił stalowy most. Samochody przejeżdżają teraz kilka metrów (!) od basenów termalnych. Ot, taka nepalska logika. Trzy lata temu starą skalistą ścieżką biegnącą przez dżunglę dochodziło się z Tatopani do Pokhary. Dziś zamiast pięknego trekkingu podjedziemy samochodem do normalnej drogi w Beni.

Za Tatopani szlak się rozdziela. Można iść na wschód przez Poon Hill – trzytysięczne wzgórze, skąd o świcie roztacza się piękny widok na masywy Annapurny i Dhaulagiri. Wiosną rododendronowy las zakwita i choć powietrze jest mniej przejrzyste, to kwieciste wzgórza stanowią wyjątkową atrakcję. Do niedawna wolałem drogę alternatywną, tzn. na południe do Beni i Baglung. Za plecami wyrastała piękna ściana Dhaulagiri, szło się przez dżunglę i napotykało dużo mniej turystów. Teraz biegnie tamtędy zwykła droga.

Nadal z radością ruszam na trekking dookoła Annapurny, nie chcę jednak zatrzeć w pamięci wrażeń z mojego pierwszego wyjazdu i pewnie przestanę tam jeździć. Tym, którzy zdecydują się wybrać na najpiękniejszy szlak świata, radzę – zróbcie to jak najszybciej.

Bezpieczny trekking

Najtrudniejsze odcinki szlaku są usłane grobami – co roku ktoś ginie, głównie z powodu własnej głupoty. Nie wolno lekceważyć wysokości – iść w pojedynkę, zbyt często się zatrzymywać na dłużej, bo wypoczynek jest tylko pozorny. Przy załamaniu pogody (śnieg, mgła, lodowaty wiatr) bardzo łatwo się zgubić. Kiedy dołączą do tego objawy choroby wysokościowej, może się okazać, że to nasza ostatnia wycieczka. Z drugiej strony nie można demonizować – co roku trasę przechodzą tysiące turystów.

Przez kilkanaście lat regularnych trekkingów wypracowałem listę ekwipunku potrzebnego na szlaku. Nie radzę oszczędzać na butach, plecaku i bieliźnie (polecam dzianiny syntetyczne) i używać sprzętu dobrych, sprawdzonych firm. Podczas trekkingu przydają się wzmocnione sandały górskie, w których można pokonać nawet 80 proc. szlaku. Buty nie powinny być za ciężkie, byleby chroniły przed błotem, śniegiem i nieco usztywniały kostkę. Niezbędne są latarka czołówka, dobre okulary przeciwsłoneczne, przydadzą się też tzw. sportowe zerówki – z białą lub żółtą szybką na bardzo wietrzne dni i wieczorne marsze. Warto zabrać lekkie, solidne kije trekkingowe. Należy unikać zbyt ciężkiego ekwipunku, np. grubych wełnianych swetrów, które lepiej zastąpić cieniutką kurtką puchową. Do ochrony przed wiatrem i słońcem przydaje się „arafatka”. Do spania polecam czapkę kominiarkę. Pełna lista ekwipunku: www.arcimowicz.com.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-10-26 19:26

    Bardzo interesująca relacja, znalazłam dużo pomocnych wskazówek, urzekły mnie zdjęcia - zapierające dech krajobrazy i świetne ujęcia ludzi. Pozdrawiam

  • Do moderacji
    2010-02-21 06:34

    Miałem przyjemnosc przejsc te trase odwrotnie jak zalecaja wszelkie przewodniki tj od zachodu, ktos mi polecił i nie żałuje, moze ciut ostrzejsza ale bez przesady.Natomiast widoki zwłaszcza Dhaulagiri na dzien dobry przewracają.Bez specjalnej gonitwy zrobilismy to w jakies 12 dni, (jakies 25 lat temu ale pewnie wszystko nadal stoi w swoim miejscu:)) Jak na pierwszy trekking w Nepalu zdecydowanie ciekawszy niż,moim subiektywnym zdaniem, od tupania pod Mt Everest. Przełom rzeki Kali Gandaki,podejscia, mosty, róznorodnosc kultur, klimatu,widoki....przepiękny trekking.

  • Do moderacji
    2009-06-22 18:18

    Wiem, że trekking wokół Annapurny jest super !!! Pojadę napewno...

Autor

Ostatnio czytali

  • JoJo99
  • elBarto
  • Agnieszka_K
  • bozwie
  • pierzgal
  • AnnaM
  • Karol_ina
  • robin
  • mewa
  • WOREWIE
  • ARTI
  • Egii
  • Bartek
  • marta_czyz
  • Origamii
  • LowcaPrzygod
  • Dakota_7
  • jarjan
  • paoolo
  • qlas
  • Bog_danek
  • rostocky
  • lysy11

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się