Moskwa. Behemot zaprasza

18 listopad 2011
Moskwa. Behemot zaprasza

Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli – brzmi pierwsze zdanie Mistrza i Małgorzaty. Więc i ja zaczynam wycieczkę po Moskwie od tego niepozornego miejsca.

Patriarsze Prudy to nieduży staw i skwer wokół niego, położone w centrum Moskwy. Ciche i zielone. Otoczony lipami plac tak jak za czasów Michaiła Bułhakowa pełen jest drewnianych ławek. I tak jak dawniej nie ma tu tłumów. To co się zmieniło, to że nie jestem skazany jak bohaterowie Mistrza i Małgorzaty na ciepły napój morelowy z taniej budy. Dzięki specjalnej platformie można teraz wypić niezłe piwo na środku jeziorka, z widokiem na ławki pod drzewami. To na nich demoniczny profesor Woland opowiadał dwóm zadziwionym literatom „prawdziwą historię Jezusa i Poncjusza Piłata”, dodając przy tym znamienne słowa, że „cegła nigdy nikomu nie spada na głowę ni z tego, ni z owego”.

Z kawiarni można wypatrzeć miejsce, w którym rozegrała się pierwsza z powieściowych tragedii, a więc ulicę Małaja Bronnaja. Tam gdzie nieszczęsna Annuszka z książki Bułhakowa rozlała olej słonecznikowy, a piękna komsomołka prowadząca tramwaj obcięła głowę profesorowi Berliozowi, nie ma już torów tramwajowych. Jest za to modna kawiarnia Margarita, upiększona nieco abstrakcyjnym graffiti nawiązującym do scen z Mistrza... Można tu zjeść świetne bliny, barszcz lub stek z łososia w sosie kawiorowym, popić morsem, czyli napojem z żurawin, i słuchając rosyjskiego jazzu lub afrykańskiego folku, przywołać w pamięci jedną z najsłynniejszych scen w historii literatury.

Patriarsze Stawy jako miejsce, w którym rozpoczyna swoją powieść życia, Michaił Bułhakow wybrał nie przypadkiem. Tu umawiał się na pierwsze randki ze swoją drugą żoną – Lubow Białozierską, a także trzecią – Jeleną Szyłowską, która zdaniem wielu stała się pierwowzorem powieściowej Małgorzaty (sam pisarz był dla niej bez wątpienia mistrzem, dla niego w dramatycznych okolicznościach porzuciła męża generała). Do dziś nic się w tej kwestii nie zmieniło. Latem niemal na każdej ławce można tu spotkać zakochane pary.

Stwierdzić tu należy, że mieszkanie to – numer 50 – od dawna cieszyło się, jeśli nie złą, to w każdym razie wątpliwą sławą. Jeszcze dwa lata temu właścicielką jego była wdowa po jubilerze, Anna de Fougerais, 50-letnia szanowana przez wszystkich i nader zapobiegliwa matrona, która trzy ze swoich pięciu pokoi odnajmowała sublokatorom.

Z Patriarszych Prudów leniwym spacerkiem w kilka minut dostaję się na Sadowoje Kolco, jeden z ogromnych komunikacyjnych pierścieni okalających Moskwę. W latach 1921–1924 tu, przy Sadowej 10 (w powieści: Sadowa 302-A), mieszkał sam pisarz. Tutaj też swoją kwaterę ma Woland i jego diabelska świta: Korowiow vel Fagot, Asasello i „wielki niczym świnia” kot Behemot. Tu ma również miejsce słynny bal u Szatana.

Mieszkanie znajduje się w szóstej klatce, na czwartym piętrze. Nie sposób zabłądzić, bo prowadzą do niego wymalowane farbą strzałki, przedstawiające powieściowych bohaterów graffiti i dziesiątki napisów w rodzaju: Woland, wróć! albo też: Diabeł istnieje, Kocham Mistrza czy Śmierć warta jest tego, by żyć, miłość warta jest tego, by czekać.

Za czasów Bułhakowa mieszkanie numer 50, gdzie toczy się akcja, było tzw. komunałką, a więc dzieliło je kilka rodzin. Pisarz spędził tu pierwsze, najtrudniejsze lata po przeprowadzce z Kijowa do Moskwy. Żyjąc tu – jako nieznany i niedoceniony wciąż jeszcze twórca – musiał znosić upokorzenia, biedę, a nierzadko i głód. Bułhakow zajmował jeden z pięciu pokoi wspólnie z pierwszą żoną Tatianą Łappą. Ich sąsiadami byli: komisarz milicji z żoną, piekarz i prostytutka z synem. Spotykali się we wspólnej kuchni i łazience.   I szczerze się wzajemnie nie znosili. Mimo ciągłego zgiełku i ciasnoty na Sadowej powstała jedna z pierwszych jego powieści: Biała gwardia.

Przed rewolucją właścicielem całej kamienicy przy Sadowej 10 był lokalny potentat Pigit, stąd nazwa, która do niej przylgnęła: Dom Pigita. Mieszkanie miał tu między innymi Piotr Konczałowski, dziadek reżyserów Andrieja Konczałowskiego i Nikity Michałkowa, a bywali u niego Siergiej Prokofiew, Aleksy Tołstoj czy Fiodor Szalapin. Przewijali się poeci, z Jesieninem na czele. Teraz w diabelskim mieszkaniu znajduje się tzw. muziej-kwartira, czyli muzeum jak mieszkanie. Autentyczne biurko Bułhakowa, fotele, rozrzucone rękopisy... W dużym pokoju urządzono kawiarnię. Stoi tu też pianino, na którym gościom czasami przygrywa obecny właściciel. Można tu dostać pyszną rosyjską herbatę i ciasteczka.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-11-21 00:36

    świetne foto

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się