Kiedy kilka lat temu sam wyruszyłem do Binder jeepem, nie zdawałem sobie sprawy, że zajmie to aż dwie doby. Bo w stepie nie ma dróg, drogowskazów, stacji benzynowych. Ludzkie osady, gdzie można zasięgnąć języka, rozrzucone są co kilkadziesiąt kilometrów. Step, na pozór równy jak stół, usiany jest kamieniami, kałużami i norami świstaków, posiekany szczelinami strumyków, naszpikowany uskokami. Jazda po nim może doprowadzić do wyplucia wnętrzności, nawet jeśli podąża się koleinami po ciężarówkach, które co jakiś czas odbierają z jurtowych osad mleko, skóry i barany na rzeź. Ale wszystko to nic, bo żyjący w stepie Mongołowie są niezwykle gościnni i serdeczni – o trudach eskapady zapomina się w mig. W jurcie przyjmą cię jak najbliższą rodzinę, ugoszczą, nakarmią i przenocują bez względu na porę dnia czy roku. Tu cywilizacja jeszcze nie zdążyła nikogo zepsuć i oto sam szybko sobie uprzytomnisz, że życie jest naprawdę możliwe bez prądu, telewizora, telefonu, samochodu, komputera. Tu jesteś częścią przyrody. Jak za Czyngis-chana. Do jedzenia jest mięso, do picia kumys i woda, skóry i wełna pójdą na odzież lub pokrycie jurty. Jeśli jesteś mężczyzną, wypasasz bydło i polujesz na świstaki lub lisy. Jeśli kobietą – gotujesz, szyjesz, pierzesz, doisz, no i wychowujesz dzieci.
jurcie obowiązuje sztywna etykieta. Na powitanie, jeszcze przed wejściem, należy się wymienić tabakierami, bo każdy Mongoł nosi swoją w woreczku u pasa. Tabakierę gospodarza wypada z podziwem obejrzeć, a po zażyciu tabaki oddać i wręczyć mu swoją. Wchodząc do jurty, wypada zaś zamieszać chochlą w wiszącym u wejścia bukłaku z kumysem, by lepiej fermentował. Wskazane jest usiąść tam, gdzie gospodarz wskaże, i spróbować wszystkiego, czym nas poczęstuje, zostawiając konwersację na potem. Miski z potrawami bierze się tylko ręką prawą. Lewa ma podtrzymywać prawy łokieć. Przed wypiciem alkoholu wypada najpierw umoczyć w nim prawy serdeczny palec i pokropić wódką na trzy strony – w górę ku niebu, w bok ku wiatrowi i w dół ku ziemi, żeby opiekuńcze duchy też się pokrzepiły. Notabene, warto wiedzieć, że dość powszechna skłonność Mongołów do nadużywania alkoholu (12 litrów rocznie na głowę) nie jest bynajmniej mongolską tradycją, lecz kolejną spuścizną po sowieckiej kolonizacji. Od czasów Czyngis-chana do całkiem współczesnych picie alkoholu w Mongolii było wręcz tępione. Prawo do wypicia – tak, tak!!! – mieli tylko mężczyźni powyżej 36. roku życia, a i tak był to słabiutki, ledwie 15-proc. destylat z mleka. Dramat zaczął się całkiem niedawno, bo pierwszą gorzelnię wzniesiono w Mongolii dopiero w roku 1959. Aby zupełnie zdegenerować i otumanić mongolską nację, sowieccy mocodawcy kazali mongolskim komunistom propagować picie wódki jako „wskazane dla zdrowia”. Po kraju rozjechały się ekipy agitacyjne zachęcające do picia alkoholu, szczególnie młodzież. Tymczasem Mongołowie genetycznie mają we krwi deficyt enzymu rozkładającego alkohol i stąd upijają się bardzo szybko, a aż 80 proc. przestępstw popełnianych jest pod wpływem alko-holu. Dlatego pijąc w jurcie, lepiej nie prowokować sytuacji typu „kto ma mocniejszą głowę”.

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Z...

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się ...

Do 27 marca 2012 r. możesz głosować za pomocą SMS na najwybi...

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszkó...
fajnie jest tam mam tam ciotke to czesto tam jestem
Jeżeli miałbym kolejny raz odwiedzić Mongolię to tylko koleją transsyberyjską.Podróż pociągiem z Moskwy do Ułan Bator dostarczy tyle wrażeń że nawet po latach trudno zapomnieć!!!!
Autor jest sinologiem, dziennikarzem i podróżnikiem, posiadaczem największej w Polsce kolekcji egzemplarzy magazynu National Geographic.
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.