Mamy teraz jeden cel: dotrzeć do inselbergów. Nad potokiem rozbijamy główny obóz, z niego wspinamy się na najwyższy – Grand Inselberg (760 m według radzieckich map, nasz GPS wskazuje 719 m n.p.m.). Zdobycie szczytu traktujemy jak osobistą koronację, nagrodę i ucztę dla oka, o której marzyliśmy od początku wyprawy. Długie godziny wpatrujemy się w dywan dżungli pod naszymi stopami, delektujemy się ciszą i omnipotencją przyrody. Spędzamy noc na szczycie, Pigmeje zostają na dole. Stojąc na wąskiej skalistej półce, podziwiamy zachód słońca. Pod nami ryczą słonie. Wsłuchujemy się też w dziwny, nowy dla nas dźwięk. Niesie się, jak szacujemy, nawet na kilkadziesiąt kilometrów. W końcu nie mamy wątpliwości: to wyrąb lasu.

Droga z inselbergów do punktu spotkania z ekipą pirogerów na rzece Oua to już tylko walka z głodem, kontuzjami i ze zmęczeniem. Przez dwa długie dni brniemy przez niekończące się bagna, gąszcze, kolce, a wieczorem czeka nas nagroda w postaci znienawidzonych sardynek. Alex ma lekki nawrót malarii, którą natychmiast torpedujemy tabletkami. Odliczamy kilometry, działamy jak automaty. Którejś nocy budzi mnie deszcz – rzęsisty, ciężki, hałaśliwy. Ale czy deszcz może walić o podłogę namiotu? Atakują nas termity! Przepędzony żarem z ogniska wściekły żywy dywan zapada się pod ziemię.

Koło południa 20. dnia wyprawy docieramy do umówionego miejsca. Wszyscy w milczeniu wpatrują się w punkt na wąskiej, pełnej mielizn i zawalonej konarami rzece Oua. Pirogerzy wypłynęli poprzedniego dnia, w sprzyjających warunkach droga w górę rzeki zajmie im dwie doby. Czy dopłyną? Nie mamy z nimi żadnego kontaktu. Zjadamy ostatnie puszki sardynek.

Nestor i Alex wracają z rekonesansu. Twierdzą, że trzeba iść w dół rzeki, bo pirogi tu się nie przedrą. Wybucha ożywiona dyskusja, podczas której analizujemy plany awaryjne. Pierwszy: ewakuacja do dróg kompanii drzewnych kilkadziesiąt kilometrów na zachód. Drugi: budujemy tratwę i płyniemy w dół Oua. Trzeci, ostateczny: liczymy na pomoc konsula i helikopter.

Leżymy, głodujemy, chodzimy wte i wewte, nasłuchując. Czy to dźwięk silnika? Nie, to brzęczą muchy. Wreszcie drugiego dnia oczekiwania słuch nas nie myli. Z daleka dobiega przerywane warczenie motoru. O wirtuozerii pirogerów przekonujemy się, spływając w dół rzeki. Trudno właściwie mówić o spływie. Minkébé nie folguje nam do samego końca – mijamy konary, głazy, przedzieramy się przez gąszcz, błądzimy w wodnych labiryntach Oua, przeciągamy łodzie nad zwalonymi ogromnymi pniami, tracimy siły, wypychając je ze ślepych odnóg. Późnym wieczorem nasza 14-osobowa grupa rozbija ostatni obóz nad rzeką.

O 4.00 rano wsiadamy do pirog, w których spędzimy cały dzień. Po kilku godzinach zmagań rzeka wreszcie robi się szersza i głębsza. Z przerażeniem stwierdzamy, że w ciągu doby poziom wody w Oua opadł o jakieś 20–30 cm. Jeszcze jeden dzień i byłaby niespławna. Nad rzeką pojawiają się pierwsi rybacy i w końcu wypływamy na potężną, majestatyczną Ivindo. Wstaję na nogi i po trzech tygodniach spędzonych w dżungli, kiedy powinienem mieć po uszy jej monotonii, wpatruję się w osłupieniu w krajobraz. Po raz kolejny dociera do nas, że ujrzeliśmy cud natury, zagubiony Eden, perłę Afryki. Nasza ekspedycja dobiega końca. Dopływamy do ujmującego Makokou, miasteczka, które nie zasypia. Idziemy na barwne ulice jeść, pić i tańczyć.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-03-05 11:53

    Bardzo ciekawe :)

  • Do moderacji
    2010-02-27 19:54

    Świetnie napisane, lecz jest w tym trochę " intrygi " ;)

  • Do moderacji
    2010-02-27 17:56

    fantastycznie napisane , pozdrawiam

  • Do moderacji
    2010-02-27 17:56

    fantastycznie napisane , pozdrawiam

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-27 11:53

    Świetne :)

Autor

Ostatnio czytali

  • Andrej23
  • biber
  • isul
  • mcquzmack
  • JACEK HALO
  • olako
  • Moteuchi
  • RABOS
  • monika p
  • Eksplorator
  • olenkamala
  • orzeł

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się