Podobno wisi nad nim fatum. Kiedyś był własnością Baranowskich, ale gdy spłonął klasztor Kanoników Regularnych Pokutnych w sąsiedniej Trzcianie, Baranowscy oddali im dwór. Kanonicy zaadaptowali go na swoje potrzeby i wtedy też powstały te barwne polichromie. Później nowy właściciel przykrył je tynkiem. Gdy z jakiejś ściany tynk odpadał i ukazywały się fragmenty malowideł, wówczas ludzi związanych z majątkiem dotykały nieszczęścia – chorowali, ulegali tragicznym wypadkom. Rodzina Wesołowskich, w której posiadaniu dwór znalazł się w późniejszym czasie, była tak przekonana o złowróżbnej roli odsłaniającej się od czasu do czasu dekoracji, że ostatnia właścicielka zamurowała w jednej ze ścian tabliczkę z napisem: „Nie odsłaniać, przynoszą nieszczęście”. Po zakończeniu zwiedzania na wszelki wypadek wychodzę z dworu tyłem, by klątwa nie przeszła za próg.
Mroczne wydarzenia tak mocno zapadły w ludzką pamięć, że przez wiele lat nikt nie chciał opracować historii, architektury i dekoracji dworu. Odważyła się dopiero Maria Marcinowska z Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. – Tutaj klątwa nie działa, została w Rdzawie – śmieje się.
Opiekunowie parku odtworzyli detale dawnej codzienności. Przy chatach okolonych płotami rosną kwiaty, warzywa i zioła – takie, jakie ongiś pielęgnowano, w domach zgromadzono meble, naczynia, obrazy, ubrania i inne przedmioty z epoki. W świątyniach odbywają się nabożeństwa. Ale oglądając w skansenie kościoły i cerkwie, odczuwam pewien niedosyt. Może chodzi o brak tego przynależnego im swoistego genius loci, którego zostały pozbawione przez wyrwanie ich z naturalnego otoczenia krajobrazowego i kulturowego.
Jadę więc do wsi Binarowa oddalonej o blisko godzinę od Nowego Sącza. To wprawdzie dość daleko, ale nie mogę nie zobaczyć kościółka św. Michała Archanioła z ok. 1500 r. Z czasem zyskał wieżę, soboty, kaplicę Aniołów Stróżów. W środku znajdują się kunsztowne rzeźby, z których gotycka z XIV w. przedstawiająca Matkę Boską z Dzieciątkiem należy według znawców tematu do najcenniejszych. Dla mnie najciekawsze są malowidła na ambonie ukazujące wspinające się po drabinie anioły. Przepych, różnorodność, bogactwo ornamentów i przedstawień można długo kontemplować.
Nieco późniejszą metryką (1520 r.) szczyci się modrzewiowy kościół świętych Filipa i Jakuba w Sękowej. Według legendy kościół sam „wyznaczył” sobie teren, na którym chciał stanąć. Pierwotnie mieszkańcy wioski zamierzali go postawić w innym miejscu, ale drewno złożone przez nich na jego budowę woda z pobliskiego potoku uparcie przenosiła dalej.
– Ludzie uznali, że nie mogą sprzeciwiać się wyrokom boskim i postawili kościół w obecnym miejscu – opowiada Danuta Rybczyk, która dzierży klucze do zabytkowej budowli.
Świątynią o nieproporcjonalnie dużej powierzchni dachu w stosunku do kubatury zachwycali się młodopolscy artyści: Teodor Axentowicz, Józef Mehoffer, Stanisław Wyspiański i Włodzimierz Tetmajer, uwieczniając ją na swoich płótnach. Zachwycają się nią i dzisiaj turyści z całego świata. Młodzi ludzie chętnie biorą tu śluby i chrzczą swoje dzieci.
Z Sękowej udaję się do pobliskiej wsi Owczary, gdzie stoi XVII-wieczna cerkiew Opieki Bogarodzicy. Tu zaczyna się Łemkowszczyzna – z wtopionymi w krajobraz drewnianymi cerkiewkami. Pełnią one swoje funkcje do dzisiaj.
– Ta w Owczarach służy wiernym dwóch obrządków: łacińskiemu i greckokatolickiemu, zaś cerkiew w Kwiatoniu obrządkowi łacińskiemu – mówi Władysław Kaniuk, proboszcz prawosławnej parafii w Hańczowej.
Po intensywnym dniu zatrzymuję się na noc w Krynicy Górskiej. By wzmocnić nadwątlone siły wodami o leczniczej mocy, podążam rankiem do Parku Słotwińskiego, w którym stoi pijalnia „Słotwinka”. Ma kształt rotundy wspartej na słupach, zwieńczonej parasolowatym dachem. Pierwotnie stała nad głównym źródłem, później przeniesiono ją do parku.
– W XIX w. komisja zdrojowa podjęła decyzję o rozbudowie kurortu. Powstały wtedy pierwsze wille i prywatne pensjonaty w modnym w ówczesnej architekturze europejskich uzdrowisk stylu szwajcarskim – opowiada Dorota Pacut, przewodnik, prowadząc mnie na Bulwary Dietla. Przyglądam się tam ciesielskim i snycerskim detalom domów. Część willi nadal pełni swoje pierwotne funkcje, jak np. „Witoldówka” – niegdyś Zakład Dietetyczny dr. Bolesława Skórczewskiego, teraz luksusowy pensjonat. W „Romanówce” mieści się Muzeum Nikifora, a w „Węgierskiej Koronie” – pizzeria.
W Krynicy zachowały się jeszcze inne zabytki, m.in. kościoły i cerkiew, ale to XIX-wieczna zabudowa uzdrowiskowa wyróżnia miasto pośród innych miejsc na szlaku.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Ostatnio czytali

  • MarcinKoziol
  • monika.bartz
  • pysia1976
  • Olenka
  • Boniek
  • Demo
  • bluelemon
  • Flower
  • akosc
  • momorgan
  • milrohir2
  • tomlit
  • wacek59
  • AnBis
  • Ewik45
  • visciola
  • mefisto87
  • AChodorowski
  • recoleta
  • Eksplorator
  • MieL

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się