Mali

30 lipiec 2010
Mali

Żywiołowa muzyka i pulsujące rytmy bębnów towarzyszą życiu Malijczyków w całym kraju – na zachodzie rolnikom Malinke, na południu Dogonom, którzy wierzą, że pochodzą z Saturna, a na wschodzie Tuaregom zmagającym się z żarem piasków Sahary.

Air France ląduje w Bamako kilka godzin po czasie, ale nic to nie dziwi. Tańsze linie Point Afrique potrafią przesunąć odlot o dzień wcześniej, nie informując o tym pasażerów. Przebijając się przez tłum tragarzy, naganiaczy i taksówkarzy, którzy wbrew wszelkim regułom wpuszczani są poza stanowiska imigracyjne, docieramy do sali odbioru bagażu. Chaos. Nietrudno po tym wywnioskować, że w Mali trzeba spodziewać się wszystkiego.

Przed lotniskiem czeka mój znajomy taksówkarz, Sidi. Paliwo tankujemy po drodze – tutejsi kierowcy chyba zawsze mają pusty bak i napełniają go dopiero, gdy trafi się klient. Na nocleg wybraliśmy Auberge Jiatiguyia w zielonej dzielnicy Badalabogou. Od hałaśliwego centrum dzieli ją długi most Męczenników nad rzeką Niger. Kilka knajp to jedna z głównych atrakcji miasta, szczególnie że można w nich usłyszeć świetne malijskie granie. Tutaj utalentowanych artystów jest tylu, że na wieczory z muzyką na żywo wchodzi się za darmo, zaś za wstęp do knajp z DJ-em trzeba zapłacić słono jak na Afrykę (około 10 euro). Dowiadujemy się, że następnego dnia w Alliance Française – w wielu byłych francuskich koloniach to najważniejsze centrum kulturalne miasta – grać będzie Tinariwen, znany na całym świecie blues band Tuaregów. Zapowiada się niezły początek wyprawy!

W sobotę przed koncertem odbębniamy obowiązkowe punkty programu. Kilka muzeów, jak to zwykle w Afryce, da się oblecieć szybko, mało w nich wartościowych eksponatów. Nie ma na to wpływu fakt, że setki lat temu ziemie dzisiejszego Mali należały kolejno do imperiów Ghany, Mali i Songhaju, które rozkwitały, bogacąc się na transsaharyjskim handlu złotem, kością słoniową, solą i niewolnikami, a struktury państwowe miały lepiej rozwinięte niż niejedno ówczesne państwo europejskie. W afrykańskich miastach nie należy się spodziewać szlaku turystycznych atrakcji, które się zalicza, po drodze konsumując lunch w przytulnej restauracji. Tutaj chłonie się klimat, przepycha się przez tłum, targuje o mango i przekomarza z uzbrojonymi po zęby rasta cwaniaczkami. Zakurzonych masek i instrumentów muzycznych idziemy szukać na targu Marché Artisanal.

Sprawdź wakacyjne oferty

W Badalabogou, tuż nad rzeką stoi wielki gmach Palais de Culture. Najbardziej znany jest z największego w Afryce ambitnego biennale fotografii. Na co dzień w salach pałacu odbywają się próby muzyków, lekcje narodowego baletu dla miejscowych oraz studentów z całego świata. Przyciągnięci dźwiękiem bębnów, trafiamy do salki, gdzie pod okiem czarnej nauczycielki ćwiczy młoda, biała dziewczyna – jak się okazuje, polska instruktorka tańca afrykańskiego, Wioletta Pogorzelska.

Po znakomitym koncercie Tinariwen muzycy wsiadają w swe land cruisery, a ja ciemną nocą postanawiam jeszcze załatwić jutrzejszy transport do Ségou. Oczywiście można po prostu kupić bilet na regularną linię, ale mamy ograniczony czas podróży i nie chcemy ryzykować. W Mali autobusy, które miały ruszać wcześnie rano, czasem startują dopiero po południu. Jadę więc na dworzec autobusowy Sogoniko. Miejsca, w dzień oblegane przez chmarę sprzedawców wmuszających w pasażerów zimną colę i szaszłyki, teraz są zupełnie puste. Gdzieniegdzie błyskają tylko białka oczu tanich nigeryjskich prostytutek, które pytane o drogę świecą sobie w twarze małymi chińskimi latarkami, z nadzieją, że trafiły na klienta. W końcu znajduję zaspanego kierowcę, który zgadza się przyjechać po nas następnego dnia rano i zawieźć w głąb kraju za ustaloną z góry stawkę. Wracam do oberży, wpełzam pod moskitierę i korzystam z ostatnich godzin gorącej nocy. Więcej pośpię w samochodzie, bo do Ségou mamy ładny kawałek drogi.

Trasa, którą jedziemy z Bamako do Ségou, do niedawna była jedną z nielicznych szos asfaltowych w Mali; teraz doczekała się przedłużenia. Niezmordowani Chińczycy modernizujący Afrykę właśnie oddali do użytku odcinek Bamako- Dakar wzdłuż słynącej z niepunktualności linii kolejowej (pociąg miewał tydzień opóźnienia).

Okazało się, że Ségou jest warte odwiedzin tylko w lutym, kiedy odbywa się tu wielki muzyczny festiwal. Zjeżdżają się nań gwiazdy z całej zachodniej Afryki, przyciągając kolorowy tłum nomadów, naciągaczy, przekupek i turystów. Żeby się upewnić, czy istotnie niczego nie przegapiliśmy, urządziliśmy sobie jeszcze wycieczkę po rzece do starego Ségou, sennej wioseczki nad Nigrem. Tak, Djénné, oddalone stąd o kilka godzin, jest zdecydowanie ciekawsze. Warto zacisnąć zęby i tam dojechać. Nam udało się zdążyć na główną atrakcję tygodnia – poniedziałkowy targ.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Kochankowie z Afryki

    Kochankowie z Afryki

    Wodaabe zniesie każdy wysiłek, by podczas festiwalu Gerewol zdobyć tytuł najpiękniejszego mężczyzny. Jeśli nawet nie zwycięży, zawsze ma szansę, że jedna z kobiet wybierze go sobie na kochanka.

  • Artykuł

    Plemiona

    Plemiona

    Indianie Yanomami budują owalne domy średnicy 50 m, w których żyje kilkanaście lub kilkadziesiąt rodzin, a każda urządza się wokół własnego ogniska. Takie wioski przemieszczają się, uciekając przed wrogami, w poszukiwaniu kobiet lub zwierzyny.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-08-01 11:05

    bardzo fajne miejsce ,ciekawie opisane i do tego fajna pierwsza fotka;) ta z chłopakiem na łódce

  • Do moderacji
    2010-08-01 07:14

    wspaniałe miejsce....rewelacyjny artykuł

Autor

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się