Malaria. Bez paniki

26 listopad 2011
Malaria. Bez paniki

Postrach podróżników, codzienność milionów mieszkańców Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Przeciwko malarii nie można się zaszczepić, ale można się przed nią bronić. Skutecznie.

Najpierw cichy bzyk, potem ukłucie, na końcu swędzący bąbel. Spotkanie z komarem może mieć jednak o wiele groźniejszy finał, jeśli wraz z drażniącą śliną owad wpuści do naszej krwi niebezpieczne pasożyty – zarodźce  malarii. Malaryczna gorączka może nie tylko zepsuć urlop. Jej konsekwencje czasem odczuwa się przez resztę życia, a jeśli turysta ma pecha i zarazi się wyjątkowo złośliwą „wersją” pasożyta – grozi mu nawet śmierć.

Najbardziej znane pasożytujące  na człowieku gatunki zarodźca to: Plasmodium falciparum, Plasmodium vivax, Plasmodium malariae i Plasmodium ovale. Każdy rezyduje w nieco innym rejonie geograficznym  (choć  zasięgi  występowania  się  nakładają),  każdy  wywołuje  nieco  inną  postać  choroby  i  każdy w inny sposób reaguje na dostępne medykamenty. Najciężej przebiega zakażenie Plasmodium falciparum. Atakuje największymi watahami i uodpornił się na największą liczbę leków (na pograniczu  Kambodży  i  Tajlandii  spotykano zarażonych, u których był oporny nawet na najnowsze chemoterapeutyki – artemizyniny). Z kolei w Azji z ukłuciem komara można złapać małpią odmianę: Plasmodium knowlesi. Dlatego tak ważne jest, żeby jeszcze przed wyjazdem do potencjalnie malarycznej strefy jak najwięcej dowiedzieć się o lokalnej specyfice zarodźców i przenoszących je komarów. Od  tego  zależy  wybór  najwłaściwszej profilaktyki.

GDZIE MOŻNA JĄ ZŁAPAĆ

Uznaje się, że najwyższe ryzyko zakażenia jest w Afryce Zachodniej i na wyspach Oceanii. W niektórych obszarach choroba występuje endemicznie, przez cały  rok,  w  innych  pojawia  się  tylko w porze deszczowej i ciepłej. Ale malarię  można  złapać  także  w  Tadżykistanie,  Azerbejdżanie,  Meksyku,  a  do niedawna  (2008  r.)  w  Turkmenistanie i Maroku. Zresztą nawet w krajach uznawanych za od niej wolne nie należy czuć się w stu procentach bezpiecznie. Owady nie uznają granic i można się zarazić np. w Egipcie przy granicy z Sudanem czy w Turcji na styku z Iranem i Irakiem.

A nawet nie wyjeżdżając wcale za granicę.  Choć  trudno  w  to  uwierzyć,  w  naszym  kraju  jeszcze  całkiem  niedawno (z ewolucyjnego punktu widzenia,  bo  w  latach  20.  ub.w.)  choroba  ta była endemiczna, lokalna, roznoszona przez  nasze  komary.  W  1921  r.  odnotowano ok. 52 tys. zachorowań. I dziś – przynajmniej teoretycznie – nie można wykluczyć krótkotrwałego roznoszenia  zarodźców  przywleczonych  z  zagranicy (np. w ciele podróżnika).

JAK SIĘ ZABEZPIECZYĆ

Zanim  pognamy  do  apteki  po  zestaw leków  przeciwmalarycznych  (można je dostać tylko na receptę!), warto najpierw realnie ocenić ryzyko zachorowania. Bo choć malaria to choroba groźna,  preparaty  przeciw  niej  też  nie  są bez  wad. Lista możliwych niepożądanych skutków jest długa: zgaga, niestrawność,  nudności, wysypki skórne, uczulenie na słońce (zwłaszcza po doksycyklinie), owrzodzenia w ustach, zawroty głowy, bezsenność i koszmary (po meflochinie także niepokój, podniecenie i depresja). Prymachina jest niebezpieczna głównie dla mężczyzn (może u nich wywołać groźną niedokrwistość), tabletki doksycykliny, jeśli utkną w  dolnej  części  przełyku,  mogą wywołać bolesne nadżerki.

Rodzaj profilaktyki zależy też od tego, co zamierzamy robić i gdzie będziemy  mieszkać na egzotycznych wakacjach. Biznesmenowi udającemu się na kilka dni do afrykańskiej stolicy, nocującemu w dobrym hotelu i spędzającemu większość czasu w klimatyzowanych salach konferencyjnych wystarczy zakrywające ciało ubranie, najlepiej spryskane repelentem (ewentualnie preparatem zawierający  DEET, czyli dietylotoluamid lub pikardynę – związki dezorientujące insekty). Z kolei globtroter wybierający się na tramping po południowej Azji powinien zaopatrzyć się w impregnowaną insektycydem moskitierę, repelenty i spory zapas leków, nie tylko profilaktycznych, ale też potrzebnych do leczenia. Na wszelki wypadek. Obecnie stosuje się m.in. atowakwon z proguanilem, pirymetaminę z sulfadoksyną albo artemeter z lumefantryną/halofantryną.

Im dokładniej określisz miejsce wyjazdu, tym lepiej. Ryzyko może być bowiem bardzo różne w obrębie jednego kraju,  a  nawet  prowincji,  nie  mówiąc  o porze roku. Krok pierwszy: sprawdź, czy kraj znajduje się na liście endemicznych obszarów malarii WHO www.who.int/malaria/publications/ country-profiles. Krok drugi: jeśli po takiej  wirtualnej  podróży  dojdziesz  do wniosku, że ryzyko zakażenia jest realne, skonsultuj się ze specjalistą medycyny tropikalnej. Jeśli w okolicy nie ma takowego,  idź  do  lekarza  rodzinnego. Warunek: trzeba mu jak najszczegółowiej opowiedzieć o wszystkich swoich dolegliwościach. Wybór preparatu zależy m.in. od stanu zdrowia podróżnika (chore nerki, łuszczyca), od tego, czy jest  w ciąży, jakie leki przyjmuje na co dzień (z niektórymi może dochodzić do groźnych  interakcji), a także w jakim jest wieku. W miarę możliwości przed podróżą powinniśmy się zaopatrzyć w zalecane preparaty i lekarstwa.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Malaria: Chaos we krwi

    Malaria: Chaos we krwi

    Żyjemy na malarycznej planecie. Kiedy patrzy się na to z punktu widzenia bogatego kraju, to może tak nie wygląda. O malarii myśli się tam czasem – o ile w ogóle się myśli – jak o problemie w zasadzie już rozwiązanym, takim jak ospa wietrzna czy choroba Heinego-Medina.

  • Artykuł

    Wojny z zarazą

    Wojny z zarazą

    Jeszcze niedawno zdawało się, że medycyna wygrywa z chorobami. Dziś starzy wrogowie wracają, a nowe mikroby stają się dla wszystkich zagrożeniem tym poważniejszym, że nieoczekiwanym.

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się