Kraina kangurów nie jest dla niecierpliwych. Aby ją poznać, trzeba spędzić co najmniej miesiąc w jej miastach, górach, lasach, na plażach i pustyniach. Przedstawiamy niestandardową trasę prowadząca do mniej znanej turystom Australii zachodniej.
W Australii zakochałem się 20 lat temu. Ostatnio podróżuję po niej starym, ale znakomicie przygotowanym do trasy terenowym nissanem. Śpię na bagażniku dachowym – w wielogwiazdkowym hotelu – lub wewnątrz samochodu – z ograniczoną możliwością obserwacji nieba. Mam swój zestaw do gotowania: kociołek na herbatę, łopatę (do smażenia steków), silny palnik gazowy, ogniskowy toster oraz prysznic i spory zapas wody. Będąc w drodze, w wykopanej jamie ziemnej piekę chleb, a w aluminiowej folii – kangurze ogony kupione od zaprzyjaźnionych Aborygenów. Bywa, że przez kilka dni nie spotykam nikogo i mimo to zawsze czuję się tu gościem, nie gospodarzem.
Ląduję w kolorowym Sydney, które kusi zabawą i urokami lata. Zanim oswoję się z Australią i kolejny raz zrozumiem jej całkowitą odmienność, Grzeszne Miasto (Sin City) zadowala moje europejskie gusta. To największy w Australii tygiel artystyczny, kulturalny i kosmopolityczny. Dopiero odkrywanie nieznanych smaków tzw. nowej kuchni australijskiej powoli uświadamia, że jednak jest tu inaczej niż w domu.
W dzielnicy Kings Cross, kiedyś znanej z rozpusty i awanturników, a dziś przyjaznej turystom i względnie spokojnej, znajduję nocleg. Stąd na piechotę mam blisko do Królewskich Ogrodów Botanicznych i do słynnej 300-metrowej wieży widokowej Sydney Tower. Spaceruję do gmachu opery, pod przęsło Mostu Portowego zwanego przez sydnejczyków wieszakiem na płaszcze. Żądni przygód za sporą opłatą mogą się nań wspiąć pod okiem instruktora-przewodnika i podziwiać panoramę miasta. Zaglądam też do zabytkowej dzielnicy The Rocks z klimatycznym labiryntem uliczek między starymi, odrestaurowanymi domami. W głowie mi się kręci od upału, zmiany czasu i niewyspania. Z Circular Quay co chwilę odpływają promy do Manly – z wody wspaniale widać operę i most. Jeszcze przed zachodem wsiadam do jeżdżącej ponad ulicami kolejki Monorail i objeżdżam nią City, podziwiając z góry jego uroki.
Następny dzień postanawiam spędzić na rowerze. Najpierw wycieczka po centrum – do muzeów Australii (ze znakomitą kolekcją minerałów) i sztuki współczesnej – a potem za miasto do Parku Przyrody Waratah. To dobre miejsce, by pierwszy raz zobaczyć dzikie kangury, koala, emu i walabi. 26-kilometrowy szlak Coast Track wiedzie wybrzeżem przez urozmaicony teren z plażami do surfowania. Lubię ten przedsmak prawdziwej Australii. Kilka lat temu wybrałem się w podróż rzeką Hawkesbury – jedną z najbardziej malowniczych na kontynencie, która przepływa przez pięć parków narodowych i wpada do morza 30 km za Sydney. Teraz jednak plan mojej wyprawy jest inny. Samochód czeka na mnie w oddalonych stąd o 100 km Górach Błękitnych, potem jadę nim w Góry Śnieżne. Pierwsze swą nazwę zawdzięczają gęstym lasom eukaliptusowym, nad którymi unosi się niebieskawa mgiełka olejków eterycznych, a drugie – wysokości – wszak to dach Australii.
Na Górę Kościuszki (2 228 m n.p.m.), najwyższy szczyt kraju, Australijczycy mówią Mt Kozzie lub Koziosko. To najsilniejszy polski akcent na Antypodach. Zdobywcą, eksploratorem i pomysłodawcą nazwania jej imieniem naszego generała był podróżnik i geolog sir Paweł Edmund Strzelecki. Ostatnio toczą się głośne spory o przemianowanie góry, jednak dzięki skutecznym działaniom Polonii Park Narodowy Kościuszki został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO, co w zasadzie wykluczyło manipulacje przy nazwie. Od trzech lat odbywa się tu Mound and Mt Kosciuszko Festival (Festiwal Kopiec i Góra Kościuszki), impreza polonijna wspierana przez miejscowe władze.
Na wierzchołek prowadzi kilka tras, wybieram jedną z łatwiejszych: z kurortu Thredbo wyciąg krzesełkowy Kościuszko Express wiezie mnie na Mt Crackenback, skąd od szczytu dzieli mnie 7 km nieforsownego marszu. Latem na zboczach pojawia się mnóstwo kwiatów, w tym słynny kwiat Adyny, który Strzelecki wysyłał w listach do ukochanej w Małopolsce. Zimą doskonale szusuje się tu na nartach – górę otaczają najbardziej znane kurorty narciarskie na kontynencie.
Z Jindabyne objeżdżam Góry Śnieżne od zachodniej strony niezwykle widokową Alpinie Way – droga bywa trudna, czasami muszę włączać napęd na cztery koła – przez Khancoban i Corryong. Dalej prowadzi ona wśród wyniosłych starych paproci drogą Great Alpinie Road do Lak es Entra nce, nad morzem Tasmana. W tym największym porcie rybackim w stanie Wiktoria próbuję owoców morza.

Kilka przydatnych porad dla podążających szlakiem kangura.

Aborygeńskie mity zaklęte w prastarych skałach, orgia kolorów rafy koralowej, ciągle ledwie dotknięta natura i przyjazna nowoczesność miast uważanych za najlepsze do życia na świecie.

Daleko od telewizora, samochodu, klimatyzacji, za to w blisk...

Miejsce akcji: Vanuatu, archipelag wysp na Pacyfiku Bohatero...

Strome wzgórza, wartkie rzeki, gęste lasy oraz niezliczone j...

Aborygeńskie mity zaklęte w prastarych skałach, orgia koloró...
Jak wygląda Dzień Zakochanych w innych krajach.
Już 15 marca w siedmiu największych miastach Polski rusza 12. edycja Tygodnia Kina Hiszpańskiego, imprezy od lat pokazującej ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.