Kierunek podróży na półwyspie jest jeden. Z południa na północ. Pytanie, jak daleko się zajedzie.
Droga jest tylko jedna. Z licznymi odgałęzieniami, z różną nawierzchnią, ale tylko jedna. Wzdłuż półwyspu, z południa na północ. Bo to na południu Kamczatki znajduje się stolica Pietropawłowsk Kamczacki, tu jest port oceaniczny, a w pobliskim Elizowie lotnisko. To ważne miejsca, bo z resztą Rosji, pieszczotliwie nazywaną „matierikiem”, nie ma żadnych połączeń lądowych. Na ten jęzor wulkanicznego lądu między Japonią a Alaską można tylko przylecieć albo dopłynąć. A potem udać się w drogę.
Zatem spróbujmy. Wynajętym w Elizowie minibusem dojeżdżamy do pierwszego przystanku. Poratunka to niewielka miejscowość sanatoryjna. Z asfaltowej szosy, ciągnącej się wzdłuż rzeki, poza zarośniętym gęstymi krzewami poboczem niewiele widać. Jak zostaniemy później w Pietropawłowskim Instytucie Wulkanologii poinformowani, pieriestrojka nie wszędzie dotarła jednakowo. I tak na prawo od drogi zezwala się już cudzoziemcom przebywać, natomiast na lewo – nie. Zatrzymujemy się więc po prawej stronie, najpierw w ośrodku Sputnika. Dzika grupa z Europy? Nie, nie ma wolnych miejsc. Kierowca nie poddaje się i wiezie nas do kolejnego miejsca. Mimo że ta baza jest w remoncie, udaje nam się zakotwiczyć.
Spacer po Poratunce. Dwa, a może trzy sklepy, dwie knajpy, jedna szaszłykarnia. Chwilowo nic nie podają. Zabrakło zimnej wody. Jak odkręcą, to zaczną handlować. Jak to zimnej? To ciepła jest, a zimnej zabrakło? – Ciepła jest zawsze, bo za darmo płynie spod ziemi. A zimna z daleka, z gór, wodociągami – tłumaczą miejscowi. Wody termalne ponoć bardzo lecznicze. A co leczą ? – Panie, wszystko leczą. Nawet Putin był oglądać!
W Poratunce basenów jest bez liku. Tyle że w kiepskim stanie. Byle jaki beton z odpadającymi połaciami ścian, byle jaka przebieralnia przy natryskach... Ale i tak w większości bez pozwolenia nie mamy szansy się moczyć. Dzięki Maksymowi, miejscowemu nauczycielowi, udajemy się na basen milicyjny. Wyjątkowy, bo wejść może każdy, kto wykupi bilet. Dwa prostokąty z wodą ciepłą i ten drugi z cieplejszą. Oczywiście lecznicza, więc mętna i bura.
Godzinę później gliniastą szosą dochodzimy do cerkwi. To jedyny odnowiony obiekt w Poratunce. Szkoda, że zamknięty. Z chaszczy po drugiej stronie drogi wychodzi starszy mężczyzna. Pytamy o świątynię, a potem rozmowa przechodzi z tematu na temat. Jak łowić ryby ? I gdzie ? I które najlepiej? A w tej plastikowej torbie to świeży połów? Okazuje się, że to nie łososie, a ręcznik, przybory toaletowe i zmiana bielizny, bo właśnie wraca z kąpieli. Mamy chyba bardzo głupie miny, bo podprowadza nas kilka metrów w dół i pokazuje wannę w lesie, a obok budę służącą za przebieralnię. – Siedzimy na ciepłej wodzie, a w domach jej nie ma! No to tu wsadziliśmy rurę w ziemię, podstawiliśmy wannę i chodzimy się kąpać. Po kąpieli trzeba wodę spuścić i napuścić świeżej następnemu. Zanim przyjdzie, to woda trochę ostygnie. Bo tak, nu, popatrzcie, jak paruje. Kipiatok, czyli wrzątek.
Dalej na północ, kilometr 96. Nikt nie pyta, dlaczego postój i dlaczego właśnie tutaj. Z obu stron drogi utwardzone czarnym wulkanicznym szutrem placyki. Od straganiarek przy białych skrzyniach na kołach – jak kiedyś w Polsce u lodziarzy – kupujemy gorące pierożki. Są z mięsem, z jagodami, z jabłkami... W kiosku obok herbata w plastikowych kubkach i butelki czystej. To miejsce, gdzie zatrzymują się wszystkie pojazdy. Punkt wymiany informacji, a także ostatnia możliwość gorącego posiłku na trasie. Niedługo stąd Milkowo, a za nim koniec asfaltu. Na całej Kamczatce jedynie ta krótka, około 130-kilometrowa szosa ma asfaltową nawierzchnię, co roku o kilka kilometrów przedłużaną. Widzimy napis: „Oto ostatnia stacja benzynowa na trasie, każda następna będzie fatamorganą”.
Dalej w miarę równa, utwardzona, kamienno-piaskowa droga do Kluczi. Na razie poruszamy się z maksymalnie możliwą prędkością około 60 km/h, a za nami powstaje potężny tuman pyłowej zadymy. Podobnie za każdym autem nadjeżdżającym z przeciwka. W takich wypadkach obie maszyny zmuszone są redukować prędkość. W szarobrunatnej chmurze przez chwilę nie widać nic. Natomiast kamienie wylatują spod kół na różne strony jak z procy. Rozumiemy już, dlaczego każdy samochód ma mniej lub więcej uszkodzoną przednią szybę. Igor – kierowca, który wiezie nas za Dolinówkę, w głąb tutejszej tajgi, wyjaśnia, że nowa szyba kosztuje zbyt wiele, by ją po paru dziurkach i pęknięciach wymieniać.
Wjeżdżamy do Kozyriewska. Ten posiełok, osiedle jak wieś, acz na prawach miejskich, położony jest prawie w środku półwyspu i pełni funkcję swego rodzaju centrum. Liczy około dwóch tysięcy mieszkańców. Dobrze, że lekko mży. Chodząc po czarnej pylistej drodze, już nie stąpamy jak po piaskownicy, a jeszcze nie zapadamy się w powulkanicznej mazi. Chodników brak. Ważne obiekty miejscowości? Posterunek milicji mieści się w baraku na obrzeżu osiedla. Trudno zgadnąć, co właściwie jeszcze w tym baraku znalazło miejsce, bo cały posterunek to dwa nieduże pomieszczenia oddzielone solidną stalową kratą zamkniętą na kłódkę. Milicjant przepisawszy coś do kajetu, co trwa dobre pół godziny, zdążył się już zorientować w charakterze wizyty gości. Wstaje, otwiera kłódkę, uchyla prętowe drzwi na tyle, by przejść na naszą stronę, powtórnie zamyka kłódkę i dopiero teraz wdaje się z nami w pogawędkę. Niewielka ilość zagranicznych turystów pojawiających się w Kozyriewsku jest przywożona zazwyczaj w ramach wycieczek biur podróży. Przeważnie są przejazdem, a jak już ktoś nocuje w hotelu, to i tak ma papier delegacyjny. Zatem stanowimy tu sporą atrakcję. Nie chce mu się w głowie pomieścić, że ktoś dla kaprysu objechał pół kuli ziemskiej, by przybyć do Kozyriewska.
Poczta i ośrodek łączności także dzielą pospołu jeden niewielki barak. Obok w ogrodzie kilkumetrowej średnicy talerze, anteny komunikacyjne. Skromne wnętrze poczty, przedzielone oszkloną ladą, typowe dla niezliczonych prowincjonalnych poczt na całym chyba świecie. Duże ogłoszenie, kiedy i które numery domów otrzymują emerytury i renty. Terminy rozpisane na cały miesiąc. Dlaczego? Każdy może sobie wtedy w sklepie coś kupić. Gdy są pieniądze, robi się zakupy. I sprawiedliwie, bo nie wszyscy naraz.

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...

Moja szanowna lepsza połowa przyszła do mnie i powiedziała, żebym napisał felieton o czasie. Odparłem, że nie mam czasu. A ona mi na to (bo żony mają jakąś genetyczną zdolność posiadania ostatniego słowa); żebym się nie wygłupiał. A ja no to, że się nie wygłupiam. A ona… (jw.).

Nie lubię zwiedzania. Nie lubię oglądać zabytków. Nie lubię turystów. I szczerze mówiąc, uważam, że te wszystkie podróże są przereklamowane.

Przyjemność założenia śladu na dziewiczym stoku jest pretekstem do dalekich wypraw.

Na rosyjski półwysep Kamczatka przybywają jedne z największych ławic łososi w basenie Pacyfiku, źródło pożywienia dla zwierząt i ludzi. Dziś te ryby potrzebują pomocy.
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.