Antonio Peretti, pseudonim Tom Perry, 48-letni Włoch urodzony w Sovizzo Colle, jest prekursorem nowej dyscypliny alpinizmu, tzw. rock-foot. Boso chodził m.in. po Dolomitach, wszedł na Etnę, Fugi, Orizaba, Stromboli, zdobył Mont Blanc, Kilimandżaro.
Przed wyprawą na Makalu w 2006 r. uszył proste, rzymskie sandały, do których przytwierdził raki. Od sześciu lat bez butów wspina się, zdobywa wulkany i przemierza pustynie.
Jak się narodził bosy alpinista
Skąd wziął się tak dziwny i kontrowersyjny pomysł, żeby chodzić po górach boso? Kiedyś przecież nosiłeś buty.
Mieszkam w Sovizzo Colle, niewielkiej osadzie, która nawet dziś nie daje zbyt wielkich możliwości rozwoju, a co dopiero 20 czy 30 lat temu. Wtedy diabeł mówił tu dobranoc. Gdy się urodziłem, mój ojciec nie był już młody, dużo pracował, nie poświęcał mi wiele czasu. W latach 80. uprawiałem narciarstwo biegowe, grałem w piłkę nożną, ale na ważniejszych meczach zwykle sadzano mnie na ławce rezerwowych. Trener powtarzał, że mam predyspozycje, ale brakuje mi techniki. Zanim się spostrzegłem, stuknęła mi czterdziestka i wtedy pomyślałem, że się starzeję, a nic w życiu nie osiągnąłem. Miałem rodzinę, pracowałem, ale czułem, że jako sportowiec nie wykorzystałem swojej szansy. Chciałem się odegrać na losie, zrobić coś, czego nikt wcześniej nie dokonał i czego nikt nie mógłby powtórzyć. Zaczęło się właściwie przez przypadek. Pewnego dnia, będąc w górach, gdzie pracuję jako strażnik leśny, zdjąłem buty i powiedziałem koledze, żeby mnie sfilmował – po czym ruszyłem w dół. Biegnąc piarżystym żlebem, mijałem ludzi, którzy przyglądali mi się zdumieni. Dopiero gdy się zatrzymałem u podnóża stoku, zdałem sobie sprawę, że stopy właściwie zupełnie mnie nie bolą, nie zdarłem nawet naskórka. Każdy, kto zna Dolomity, wie, jakie są tutaj ostre kamienie i strome piargi. Rozpierała mnie niesamowita energia i poczułem, że to mogłaby być moja historia. Tak narodził się Tom Perry.
Dlaczego Tom Perry?
To kombinacja mojego nazwiska Peretti i imienia Antonio oraz imion bohaterów kreskówki Tom i Jerry. Mój syn bardzo ją lubi, często oglądamy ją razem. Pseudonim wymyśliłem trochę dla zabawy, ale chciałem też zainicjować nowy rozdział w moim życiu. Po trosze zadecydowały względy reklamowe – uważam, że Tom Perry lepiej brzmi. I rzeczywiście, kiedy rozkleiłem w okolicy kilkanaście afiszów informujących, że 15 sierpnia 2002 r. o godz. 11.00 Tom Perry zbiegnie boso ze szczytu Monte Carega, przyszło więcej ludzi, niż się spodziewałem. Byłem bardzo podekscytowany. Tom Perry mógł się urodzić i umrzeć w jednej chwili – wystarczyłoby, żebym poranił stopy. Jestem przekonany, że na takie właśnie widowisko liczyli gapie. Tymczasem ja nie miałem ani jednego zadrapania!
Ludzie patrzyli na ciebie jak na wariata, ekshibicjonistę?
Na początku bardzo mnie krytykowano, dostało mi się zwłaszcza od Włoskiego Klubu Alpinistów. Jego członkowie zarzucali mi, że daję zły przykład. Nie chodziło mi jednak o zwrócenie na siebie uwagi, po prostu miałem potrzebę przekazania pewnej filozofii. Nie mieszczę się przecież w ramach alpinizmu tradycyjnego – nigdy nie będę Reinholdem Messnerem czy Simonem More’em. Kiedy wreszcie związkowcy zrozumieli, że nie mam zamiaru z nikim rywalizować, zaczęli mnie tolerować.
Myślisz, że tego się na początku obawiali?
Światek alpinistyczny żyje zazdrością. Uważam za szczyt głupoty przechwałki typu: wszedłem od strony północnej, od południowej, od wschodu, od zachodu, o piątej rano. Wszyscy czegoś dokonaliśmy, bo ktoś z Góry nam na to pozwolił. Tak naprawdę jesteśmy nikim, prochem.

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.