Druga trasa daje wyobrażenie o wyposażeniu wnętrz, w jakich żyli ostatni właściciele zamku. Zwiedzając poszczególne komnaty, poznajemy też ich pasje i zainteresowania. Wspaniała kolekcja kilimów nie była kaprysem – pełniły one głównie funkcje... ocieplające. Osłaniały chłodne, wzniesione z bloków granitu mury zamczyska.
Największą atrakcją krumlowskiego zamku jest bez wątpienia zamecke divadlo mieszczące się na piątym dziedzińcu. Pochodzi z 1682 r. i jest jednym z dwóch barokowych teatrów na świecie posiadających oryginalne wyposażenie z epoki. Kiedy do niego wchodzimy, otaczają nas kompletne ciemności, dopiero po chwili w migocącym świetle specjalnych lampek wyłaniają się trójwymiarowe dekoracje sceny. Przewodniczka uruchamia ukrytą w zagłębieniu orkiestry maszynerię, która imituje szum deszczu, wycie wiatru, stukot kół dorożki, i nieoczekiwanie daje nam krótki popis wspaniałego śpiewu operowego – zapewne abyśmy mogli lepiej poczuć nastrój przedstawienia.
Dalsza część dnia należy do Egona Schielego. Zmierzamy na ulicę Široką, gdzie w pomieszczeniach starego miejskiego browaru urządzono muzeum poświęcone pamięci tego wiedeńskiego ekspresjonisty. Schiele, podobnie jak większość krążących po ulicach turystów, uległ czarowi tego miasta. Mieszkał tu jednak zaledwie rok. Oprócz pejzaży przedstawiających Česki Krumlov malował też półnagie kobiece akty, nierzadko w miejscach publicznych, za co zgorszeni mieszczanie wypędzili go z miasta.
Już w drodze powrotnej do domu, na wysokości Taboru, odbijamy na wschód, by zobaczyć jeszcze renesansowy Telč. Miasto ma wszystkie atrybuty atrakcji turystycznej: dwie wieże, z których można podziwiać okolicę, dwa ciągi ślicznych, głównie jednopiętrowych kamieniczek z podcieniami, dwie fontanny, ozdobną kolumnę ku czci Marii Panny, park i stawy. Tak zachwycającą renesansową zabudowę „zawdzięcza” pożarowi, który w 1530 r. doszczętnie zniszczył drewniane budynki. Mieszczanie wznieśli wtedy swoje domostwa zgodnie z kanonami renesansowej mody, i odtąd prawie nic się w miasteczku nie zmieniło.
Zjawiamy się na rynku chyba zbyt wcześnie jak na turystów, bo długi kamienny deptak świeci jeszcze pustkami. Poranne słońce powoli wydobywa z cienia południowo-zachodni rząd kamieniczek. Środkiem placu biegną w stronę zamku czarne wiewiórki. Nic dziwnego, starówkę z dwóch stron otaczają rozległe parki. Tym razem nie zamierzam zwiedzać zamku, spacer po jego wewnętrznych dziedzińcach i spojrzenie do wnętrza kaplicy Wszystkich Świętych zupełnie mi wystarcza. Nie mogę sobie jednak odmówić przyjemności wejścia na wieżę kościoła św. Jakuba i wypicia w podcieniach rynku mrożonej kawy. Pora wracać.

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.