Dookoła Europy - BornholmZdjęcie: Adam Brzoza

Na wyspę najlepiej płynąć pod żaglami z przyjaciółmi, z którymi wspólnie można przekroczyć granicę czasu i przestrzeni i znaleźć się po drugiej stronie lustra.

Bornholm

Na morzu sztorm. Dochodzi 4.00 rano – nadszedł czas mojej czterogodzinnej wachty z Przemkiem – właścicielem jachtu. Całą noc bujało, ale próbowałam spać. Starałam się jak mogłam, by nie dopadła mnie choroba morska – trzymałam się instrukcji i nie otwierałam oczu podczas leżenia. Rzeczywiście pomagało, przetrwałam. Ale pora wstawać. Zadowolona, że ciągle jeszcze dobrze się czuję, zaczynam w ciemnościach szukać ubrania. Zakładam sztormiak, a na wierzch kamizelkę ratunkową. Pochylam się, żeby zawiązać buty. Oj… nie będzie łatwo. Szybkim krokiem wbiegam na pokład i zaczynam nerwowo wpatrywać się w horyzont. Tylko spokojnie, na pewno zaraz przejdzie. Przemek wydobywa z siebie znaczące „O ho!”. Pewnie wyglądam jak siedem nieszczęść. Od razu proponuje mi terapię zadaniową: – Złap za ster! Poczujesz odpowiedzialność, skupisz się przy pracy i zaraz zrobi ci się lepiej.
Wykonuję polecenie. Nawet poprawia mi się samopoczucie, ale na krótko. Po pięciu minutach poddaję się i zwracam całą zawartość wczorajszej kolacji Neptunowi. Chrzest bojowy już mam za sobą. Mój błędnik po kilkunastu godzinach przyzwyczaił się do nowych warunków i od tej pory mogę się w pełni rozkoszować urokami życia pod żaglami.


Dwanaście godzin wcześniej wyruszamy ze Świnki (port w Świnoujściu) w kierunku Bornholmu. Od tej chwili właściwie przez cały rejs jesteśmy na morzu sami. Szczerze mówiąc, mnie, mieszkankę zakorkowanej Warszawy, zadziwiają ta morska pustka i przestrzeń. Z Adamem (fotografem) rozlokowujemy się w kajucie dziobowej na Duchu Morza – Bavaria 38 Cruiser. Jesteśmy uprzywilejowani, bo to najwygodniejsze miejsce na tym jachcie. Przechodzimy szybkie szkolenie z postępowania w trudnych sytuacjach i obsługi naszego tymczasowego domu pod żaglami. Na Duchu Morza jest mesa (pokój dzienny, kuchnia, jadalnia i centrum dowodzenia), trzy kajuty oraz łazienka (z toaletą, umywalką i prysznicem). W toalecie spłuczka działa jak ręczna pompka, wykorzystuje wodę morską, więc można jej używać właściwie bez ograniczeń.
Kapitan Ola dzieli załogę na trzy dwuosobowe wachty, w każdej z nich jest jeden oficer odpowiedzialny za przebieg żeglugi w wyznaczonym czasie. Taki podział daje możliwość szybkiej wymiany doświadczeń i skutecznego przekazania niezbędnych podstaw rzemiosła początkującym żeglarzom, czyli mnie i Adamowi. Czterogodzinne wachty są nie tylko okazją do długich rozmów o życiu, ale także możliwością spróbowania swoich sił za sterem. Podczas rejsu nauczyłam się nie tylko podawać cumy, ale także prowadzić jacht, stawiać żagle i wiązać węzły – wszystko pod czujnym okiem Michała, pierwszego oficera.
Prognozy pogody nie są najlepsze, przechodzi front niżowy, wiatr się wzmaga, buja coraz mocniej. Niebo ciemnieje, przewalają się po nim czarne chmury, które od czasu do czasu rozświetlają błyskawice.


Płyniemy coraz szybciej.
Wiatr dudni w uszach, żagle są maksymalnie napięte od jego naporu. Krystian, drugi oficer podgrzewa atmosferę: – Stan morza 4 w skali Beauforta, siła wiatru – 6, mamy szczęście, bo nigdy nie wiadomo, jak wieje pod chmurą.
Dla mnie i Adama, szczurów lądowych, to ogromne przeżycie. A przed nami jeszcze 8 godzin rejsu i kolejna burza! Nie mamy czasu jej ominąć, więc płyniemy prosto w środek. Dziób rozbija fale, bryzgi wody sięgają kokpitu. Cała załoga na komendę pani kapitan zakłada sztormiaki i kamizelki z szelkami zabezpieczającymi przed wypadnięciem za burtę. Robi się ciemno. Tłumaczę sobie, że te straszne przechyły to lekkie kołysanie na dobranoc. Przemek mi wyjaśnia, że wywrócić naszego Ducha Morza nie jest łatwo, bo ma on dwuipółtonowy balast, tzw. bulbkil, więc nawet gdyby coś takiego się przytrafiło, jacht i tak podniesie się jak wańka-wstańka. Acha, dobre sobie!
Nareszcie na wyspie, w porcie w Svaneke. Słońce prześwieca przez stalowe chmury wiszące nad naszymi głowami. Niskie domki pomalowane na czerwono, żółto i niebiesko tworzą niesamowity, spokojny klimat.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

  • Anna Wróblewska

    Anna Wróblewska

    Z wykształcenia teatrolog, z zamiłowania PR-owiec, w redakcji National Geographic koordynator projektów specjalnych. Uważa, że życie zaczyna się po trzydziestce i stara się czerpać z niego pełnymi garściami.

Ostatnio czytali

  • artur
  • s3quin
  • neiven

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się