Bhutan

21 czerwiec 2010
Bhutan

O to nasz plan: wjechać na motocyklach do Bhutanu od wschodu i bez przewodnika przemierzyć cały kraj. Wszyscy nam mówią, że to niemożliwe – do tego ostatniego z buddyjskich królestw w Himalajach mają wstęp tylko wycieczki z przewodnikiem. Ale my jesteśmy uparci.

Upał jest obezwładniający. Kluczymy wśród indyjskich plantacji herbaty, szukając przejścia granicznego w Samdrup-Dzongk’ar niczym igły w stogu siana. W końcu przy jednej z lepianek wioski Darranga dostrzegamy znak Indian Customs. Z otaczającego nas tłumu gapiów po kilkunastu minutach udaje nam się wyłowić urzędników, którzy są ubrani po cywilnemu – akurat pracowali w polu. Pokazujemy im nasze Carnets de Passages en Douane, dokumenty celne, paszporty dla motocykli. Robią zdziwione miny – nigdy niczego takiego nie widzieli. Pomagamy im więc wypełnić papiery i sugerujemy, gdzie przystawić pieczątki. Są równie bezradni, gdy pytamy o punkt odprawy paszportowej. Wskazuje go nam leżący na polu ryżowym znak Indian Immigration. Urzędnika tym razem znajdujemy nad rzeką. Nieśmiało prosimy go, by oderwał się od łowienia ryb i zechciał nas odprawić.

Po załatwieniu formalności po stronie indyjskiej stajemy przed tajemniczą bramą z napisem „Bhutan”. Strażnicy w gho (rodzaj półdługiego kolorowego płaszcza przewiązanego w pasie szarfą) przyjaznym gestem kierują nas do urzędniczek. Kobiety od wieków mają w tym kraju silną pozycję, zarządzają nawet majątkami. Teraz nieco zdziwione, szeroko się uśmiechając, pytają: – A gdzie wasz przewodnik i dżip? Wręczamy im plik pozwoleń i dokumentów niezbędnych do wjazdu do Bhutanu i radośnie oznajmiamy, że jesteśmy z nim umówieni na trasie (tak naprawdę z przewodnikiem mamy się spotkać dopiero w Thimphu, na zachodzie kraju). Panie przeglądają dokumenty, a my przyglądamy się paniom. Noszą kiry, długie suknie przewiązane w talii i spięte na ramieniu broszami. Na wierzch narzucają zdobione, krótkie marynarki. Przy ich barwnych strojach narodowych w naszych ubraniach motocyklowych wyglądamy jak kosmici. Na hasło Tashi Delek (witamy, powodzenia) magiczne wrota do Podniebnego Królestwa zostają nareszcie otwarte. 

Zapraszamy do obejrzenia pięciu galerii, które umieścił w swoim profilu na stronie National-Geographic.pl MarcinKoziol. Zdjęcia były zrobione w trakcie wycieczki do Bhutan:

Bhutan, państwo zaledwie dwukrotnie większe od województwa warmińsko-mazurskiego, ze wschodu na zachód przecina jedna szeroka na 3,5 m asfaltowa droga, zwana „niebiańskim traktem tysiąca zakrętów”. Odległości, które na mapie wydają się małe, w rzeczywistości pokonujemy w kilka godzin – serpentyny biegną wśród stromych himalajskich zboczy i przełęczy. Bhutan przypomina schody, które zaczynają się na wysokości 300 m, a kończą na ponad 4 tys. m n.p.m. Na szczęście ruch jest niewielki (pierwszy samochód pojawił się tu w 1961 r.), zaś przemili kierowcy ustępują nam drogi i przyjaźnie machają. Dzieci natomiast, wrzeszcząc hello, wystawiają ręce, żeby w czasie jazdy przybić im piątkę.

Po południu stalowe chmury przysłaniają słońce i zalewa nas ściana wody. Ryki smoka, czyli grzmoty przeszywających niebo piorunów, typowe dla porywistych burz w Himalajach, słychać coraz bliżej. To właśnie z ich powodu Bhutan bywa nazywany Królestwem Ryczącego Smoka. W kompletnych ciemnościach, przemoczeni i wyczerpani, docieramy do miasteczka Kanglung. Zatrzymujemy się na dziedzińcu buddyjskiego klasztoru, zachęceni jego otwartą, kolorową bramą. Mimo późnej pory zewsząd dobiegają śpiewy i łoskot bębnów, a mnisi w purpurowych szatach siedzą w namiotach rozstawionych dookoła świątyni. Zanim zdążyliśmy zapytać o nocleg, sami nam go proponują. Dostajemy pokój z dodatkowym grzejnikiem oraz kolację: słodzoną herbatę z mlekiem, czerwony ryż i hemadatsi (papryczki chilli w rozpuszczonym serze) oraz mięso z przeprosinami, że tak skromnie.

Tej nocy szczęście mało że się do nas uśmiecha, ono aż wyszczerza zęby: w klasztorze właśnie rozpoczyna się ważny buddyjski festiwal Drupchen. Przybyło na niego wielu znamienitych lamów, którzy są tak samo ciekawi naszych zwyczajów i religii jak my ich. Usłyszawszy, że w katolicyzmie nie występuje paradygmat reinkarnacji, z niedowierzaniem pytają: „To macie tylko jedno życie, jedną szansę na pójście właściwą drogą?”. Nam z kolei trudno zrozumieć, dlaczego do monasteru trafi ają chłopcy poniżej 10. roku życia. Podobno z habitu mogą w każdej chwili zrezygnować i nie jest to piętnowane. Trzeba jednak zapłacić karę pieniężną – zwrot subwencji rządowych wypłacanych mnichom.

Obchody święta, czyli cykl modlitw, trwają całą noc, a my możemy się wszystkiemu przyglądać. Szczególnie zachwycają nas torma – fi gurki ofi arne o wymyślnych kształtach, wykonane specjalnie na tę okazję z masła i masy zbożowej albo ryżowej, pomalowane na kolorowo. W świątyni główne miejsca zajmują liczne wizerunki Buddy, Guru Rinpocze (rozpowszechnił buddyzm w Tybecie i Bhutanie) i bóstw opiekuńczych. Przy każdym ołtarzu stoi siedem miseczek napełnionych wodą, symbolizującą siedem ofi ar składanych bogom: kwiaty, pożywienie, napoje. Wszędzie palą się lampki maślane, choć nad głowami mnichów porozwieszane są również świetlówki (jedyna oznaka nowoczesności).

Następnego dnia jesteśmy jeszcze bardziej zmęczeni, za to bogatsi o kilku przyjaciół. W duchu dziękujemy postępowemu czwartemu królowi Bhutanu, Jigme Dorji Wangchuckowi, za wprowadzenie do kraju internetu w 2000 r. Za sprawą Smoczej Sieci (lokalny operator) mamy szanse utrzymać nasze nowe znajomości.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Najwyższy problem Chin

    Najwyższy problem Chin

    Marek Kalmus – doktor religioznawstwa, badacz kultury tybetańskiej, specjalista w zakresie ikonografii i sztuki tego narodu. Z zamiłowania alpinista, przewodnik tatrzański, narciarz i żeglarz.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-07-11 13:13

    Zawsze marzylem o takiej przygodzie, ale nigdy nie pomyślalem, że można tego dokonać na motocyklach. To góry, wysokie i miejscami nie do przebycia... gratuluję odwagi. No i tego, że dokonali tego bez przewodnika.

  • Do moderacji
    2010-06-30 16:42

    Dwie podróże do Bhutanu . Fotografie http://berenika.pl/?page_id=258 http://berenika.pl/?page_id=258

  • Do moderacji
    2010-06-30 07:00

    wyjechać jasne że tak....ale bez przewodnika chyba nie dał bym rady....

  • Do moderacji
    2010-06-23 16:33

    Dzień dobry. Warto odkurzyć tę relację( bodaj - z pamięci - Traveler 12/2009 ) Jedną z ciekawszych z Tybetu jaką czytałem.

Autor

  • Ola Trzaskowska

    Ola Trzaskowska

    Socjolog i prawnik w jednym (z wykształcenia), obieżyświat z zamiłowania. Razem z Jurkiem Piątkiewiczem na dwóch motocyklach przemierzają świat. W tym roku pokonali ponad 30 tys. km po Azji Centralnej, Tybecie, Indiach i Bhutanie.

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się