Barbados - piękni ludzie z wyspy gwiazdZdjęcie: Agencja Forum

Anglicy, którzy przez ponad trzysta lat władali Barbadosem, potrzebowali około pół wieku, żeby tę dziką, porośniętą lasem tropikalnym wyspę przemienić w przynoszący Ogromne zyski klejnot w koronie. Nazwali go Małą Anglią, bo coraz więcej mieszkańców mglistej i wiecznie deszczowej Wielkiej Brytanii przenosiło się na wyspę zalaną słońcem.

Rzadko zdarza się, aby tak niewielkie państwo jak Barbados, którego długość nie przekracza nawet 35 kilometrów, cieszyło się od wieków tak ogromną sławą.

Już sama nazwa brzmi ekskluzywnie. Pochodzi od splątanych korzeni fikusów, które portugalskim żeglarzom skojarzyły się z ich własnymi brodami. Może dlatego światowe celebritiés (m.in. angielski aktor Hugh Grant, australijska wokalistka i aktorka Kylie Minogue) kupują lub wynajmują tu domy i nadmorskie posiadłości, a właściciele milionowych kont bankowych wydają przyjęcia uświetniane koncertami orkiestr symfonicznych sprowadzanych z Europy. Hotele prześcigają się w gromadzeniu znanych nazwisk w księgach gości, zaś setki tysięcy amerykańskich emerytów zatrzymują się na Barbadosie podczas rejsów po Karaibach, by zwiedzić wolnocłowe sklepy z diamentami i szmaragdami z Kolumbii. Białe kobiety z zimnej Europy na karaibskich plażach poszukują piękna i ciepła ciemnych, męskich ciał, a młode pary, obsypane wonnymi płatkami kolorowych, egzotycznych kwiatów, spędzają na wyspie romantyczne chwile w ramach miesiąca miodowego.

Zachodnie wybrzeże to słynna kraina luksusu oznakowana hotelowymi gwiazdkami, zamknięta na hektarach pól golfowych odgrodzona od reszty wyspy uprzejmym pytaniem czarnego ochroniarza w liberii – W czym mogę pomóc?. Nawet plaże zostały tu zaprojektowane tak idealnie, by spełniać stereotypowe wyobrażenie o Karaibach, gdzie nad turkusem morza kołysze się zieleń smukłej palmy rzucająca delikatny cień na jasny, aksamitny piasek. Ale ta rzeczywistość stanowi zaledwie skrawek wyspy. Jest tu bowiem jeszcze cały, dziki i surowy wschód, o który rozbijają się potężne fale Atlantyku, jest gwarne, zatłoczone, wesołe, rozkołysane karaibskimi rytmami reggae i calypso południe oraz rolnicze wnętrze wyspy, skąd pochodzi palący smak karaibskiego rumu zwanego Kill Devil.

Pierwszymi mieszkańcami Barbadosu byli Indianie Arawakowie, którzy czółnami przypłynęli tu z Wenezueli. Musieli pokonać m.in. „paszczę smoka”, cieśninę, która potrafi przysporzyć problemów nawet nowoczesnym statkom. Skąd mogli przewidzieć, że za ciągle oddalającą się linią horyzontu ujrzą wreszcie własną, szczęśliwą wyspę, gdzie posadzą kukurydzę, kasawę (maniok jadalny) i gwajawę, gdzie będą hodować papugi i gołębie, a wśród drzew zawieszą swoje bawełniane hamaki? Być może wiedzą tą dzieliły się z nimi boginie i bogowie, kiedy Arawakowie tańczyli dla nich w transie? A może to szefowie plemion, wioskowi Kolumbowie, których ciała zdobiły złote kolczyki i miedziane płytki, organizowali kolejne wyprawy w poszukiwaniu nowych lądów? Tego się zapewne już nie dowiemy, bo religijnych, spokojnych i bohaterskich Arawaków zastąpić mieli Karibowie, którzy opuścili Wenezuelę, gdy tylko u jej brzegów dostrzegli dziwne blade twarze.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

  • Zuzanna Pol

    Zuzanna Pol

    Współpracuje z nami od kilku lat, pisze reportaże również dla innych tytułów, a na stałe związana jest z Agencją Reutersa.

Ostatnio czytali

  • MarcinKoziol
  • marticzka

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się