Bangkok zwabia co roku miliony turystów żądnych egzotycznych wrażeń. Nie chodzi jednak o zwiedzanie stolicy Tajlandii czy poznawanie tego kraju. Celem są Patpong albo leżące niedaleko Bangkoku miasto Pattaya. To miejsca, gdzie wszystko kręci się wokół seksu, rozkoszy i pieniędzy
– Wielki Pałac Królewski, buddyjskie świątynie, targ na wodzie (pod turystów). Wieczorem wychodzisz na turystyczną aleję Khao San. Przeciskasz się przez dziki tłum sprzedawców smażonych bananów, drewnianych rechoczących żab, mijasz dudniące bary, po raz dwudziesty dziękujesz za ofertę nepalskiemu handlarzowi kaszmirowych garniturów i roześmianym masażystkom (– Mister, Thai massage?! – Usłyszysz to jeszcze tysiąc razy). Wreszcie zaczepia cię kierowca tuk-tuka, taxi-motorka z przyczepką dla pasażerów:
– Mister! Bum-bum? Thai massage z happy endem? Tylko 100 bahtów!
– Co 100 bahtów?
– Tuk-tuk na Patpong! Ping-pong show! Piękne panie!
Kombinujesz: 1) Jestem singlem. Co mi zależy? 2) Mam dziewczynę/żonę, ale jej nie kocham. Być w Bangkoku i nie odwiedzić Patpongu?! 3) Mam żonę/dziewczynę i ją kocham, ale przecież tam prowadzi się nawet oficjalne wycieczki! 4) Nic mnie to nie interesuje i w ogóle nie jestem ciekawy!
Jeśli zaznaczyłeś odpowiedzi 1), 2) lub 3), prawdopodobnie już szalony kierowca wiezie cię z piskiem opon przez rozjarzone miasto. Być może jesteś już podpity i niesiony ułańską fantazją śpiewasz z kompanami „Hej sokoły!”. Dojeżdżasz. Patpong – dzielnica czerwonych latarni, tajska sodoma i gomora, siedlisko rozpusty, grzechu i hedonizmu. Główna ulica wypełniona straganami z lokalną cepelią mieni się w odcieniach czerwieni z burdeli, salonów masażu i pubów go-go. – Mister, ping-pong show? – zaczepia cię chudy jak przecinek nagabywacz. A pal licho! Wchodzisz po stromych schodach do ciemnego pomieszczenia wyłożonego czerwonym dywanem. Ocierasz się o wilgotne ciała półnagich kobiet, oblepiających cię ze wszystkich stron. Przynoszą ci drinka. Jeśli jesteś ostrożny, odmawiasz (możesz dostać w prezencie pigułkę-niespodziankę) i zamawiasz piwo w butelce. Coś zamówić musisz – takie są reguły zabawy. W zamian oglądasz show, a oczy rozszerzają ci się coraz bardziej. Na brzeg sceny podchodzi naga tancerka i trzymanym w pochwie piórem pisze na kartce specjalnie dla ciebie: „WELCOME TO BANGKOK!”. Pali nią papierosy, popija colę, po czym wyciąga z niej kilka metrów lampek choinkowych. Na koniec strzela w publikę piłeczkami do ping-ponga, ale ty już tego nie widzisz, bo wcześniej oczy wypadły ci na podłogę. Na pewno opowie ci o tym któryś z licznych, otaczających cię rozwrzeszczanych widzów, o ile wcześniej nie zaczepi cię burdelmama i nie zażąda 3000 bahtów. – Za co? – zaczniesz krzyczeć. Przecież nagabywacz nic o tym nie wspominał! Nic z tego. Musisz zapłacić, chyba że lubisz awantury.
Kobiety uśmiechają się do ciebie i wysyłają ci całusy, nawet jeśli jesteś nieatrakcyjny i masz brzuszek. Jesteś tak nabuzowany, że zabierasz jedną z nich do pokoju na górze. Możesz też wybrać masaż z happy endem (seks w cenie), seans porno, seks na żywo albo schlać się w pubie. Kiedy nad ranem toczysz się do hotelu, potykasz się o rozrzucone pudła, płoszysz tłustego szczura, widzisz, jak kogoś wyrzucają z baru, a w mroku pod śmietnikiem
obmacuje cię niechciana przez nikogo, najbrzydsza prostytutka, jaką tu widziałeś. Podchodzisz do taksówkarza i rzucasz: – Na Khao San! – 500 bahtów! – Ile?! – O tej porze takie są stawki! (Robi z ciebie idiotę). Wsiadasz. Zasypiasz. Budzisz się i w mig się orientujesz, że nie jesteś na Khao San Road. – Gdzie mnie przywiozłeś? – No jak to? Do Khao San! – I na potwierdzenie swych słów wskazuje palcem budynek, na którym wołami jest napisane „KHAO SAN”. Otwierasz drzwi – chiński burdel, wejście 500 bahtów, w cenie wszystko. Lądujesz w pokoju z trzema Tajkami. Wracasz do hotelu o 10.00 rano. Jeśli zdarzyło ci się cokolwiek opisanego powyżej, prawdopodobnie jesteś w Bangkoku po raz pierwszy.
Jak zwykle zamówiłbyś piwo (drogo jak na Tajlandię – 100 bahtów) albo drinka (jeszcze drożej), siadł przy stoliku i zaczął się rozglądać. Na pewno w bilard grają młode Tajki z białoskórymi adoratorami (dobry sposób na ich podryw). Pub się zapełnia, obsługa przykrywa plandekami stoły bilardowe, skąpo odziane dziewczęta wskakują na górę, zaczyna się disco. Znasz już sporo twarzy stałych bywalców, kłaniasz się Australijczykowi, który poprzedniego wieczoru powiedział ci, że przychodzi tu od trzech miesięcy. Na twoje pytanie, czym się zajmuje w Tajlandii, odpowiedział, że wydaje pieniądze, i zaczął się żalić na zdradzającą go tajską piękność. Rozpoczynasz łowy. To takie proste! Nie potrzebujesz żadnych kursów uwodzenia! Może i nie jesteś casanową, masz nadwagę, ale one lecą na ciebie jak muchy na lep! Jesteś w raju. Tu nie przychodzą prostytutki, lecz młode dziewczęta spragnione znajomości z dużymi, bogatymi farangami (z tajskiego – człowiek z Zachodu). Tańczysz z upolowaną Tajką, pieścisz ją i zapraszasz na drinka. O godz. 2.00 zamykają knajpę, więc zmieniacie lokal. W końcu zabiera cię do swojego apartamentu. Kochasz się z nią na 10. piętrze w tropikalną noc z widokiem na oświetloną metropolię.

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Z...

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się ...

Do 27 marca 2012 r. możesz głosować za pomocą SMS na najwybi...

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszkó...

Północ Tajlandii to kraina magiczna, ale mało znana. Od czego zacząć opis jej bogactwa? Może od tego, co najbardziej sympatyczne, a jednocześnie najściślej związane z dziejami i kulturą Tajlandii, a przedtem Syjamu.

Tajowie zwykli porównywać zarys swego kraju do głowy słonia, zwierzęcia bardzo tu szanowanego, symbolu przyjaźni i dobroci. Jego trąbę stanowi tajlandzka część Półwyspu Malajskiego – region tropikalnych lasów, białych plaż, wapiennych klifów. Z kolei środkowa część potężnej głowy – oparta czołem o granicę z Birmą – jest żyzną równiną, poprzecinaną rzekami i siecią kanałów, ryżową spiżarnią Tajlandii.

Senna epoka, gdy Bangkok zwano Wenecją Orientu, z racji przecinających go klongów (kanałów), wydaje się dziś odległa jak paleolit. Gdy wybuchł boom budowlany, zasypywane klongi przegrały z asfaltowymi arteriami ciągnącymi się bez końca.
Ale najpierw po przyjeździe do Bankoku mówi się- Dzień dobry. I to po polsku, tak, aby sobie język połamali! Nie, nie dzin dybrrrrroy tylko Dzień dobry. Normalnie mów, ładnie, po polsku
Yhm, Yhm...proszę o zatrzymanie wszystkich czynności życiowych- będę śpiewał teraz... Uwaga! Wszystko zatrzymane? Dobra! Uwaga będę śpiewał teraz! Ok- aaaaaaaaaaaa, nie nie , nie tak!! Ok, będę teraz śpiewał, uwaga! Teraz... "Na ryby - w kaździuteńki wolny dzień... Na ryby - nad leniwą rzeczkę w cień... Zabieramy sprzęt i starkę, a na drzwiach wieszamy kartkę- Nie wracamy aż we czwartek... Zapuszczamy się nad Warkę... Na ryby - by zielony wdychać chłód! Na ryby - by odbiciem tykać wód! Jedną twarzą łyknąć z flaszy... Drugą z toni w niebo patrzyć! Na ryby... I na ryby..."...Dziękuję, proszę wrócić już teraz do swoich zajęć, nie będzie kolejne zwrotki- piosenka dobiegła końca, dziękujemy
Nie wszystko to jest prawda co do Tajek, byłam w Tajlandii i tak naprawdę Tajki nie są ładne, mają splaszczone nosy, " są niskoskanalizowane", człapią chodząc , ( ładne są Kambodżanki). Co do seks turystyki to faktycznie spotkałam wielu angoli prowadzących się za rękę i nie tylko z tymi paniami, zresztą mnóstwo obywateli Wysp Brytyjskich rezydentuje w Tajlandii. Większość tych panów to emeryci dla których Tajlandia jest bardzo, bardzo tania. Dobre jedzenie, zimne piwo, tani masaż a przede wszystkim cały czas ciepło. No cóż ja spotkałam tylko nieliczne piekne kobietki w Pałacu Królewskim ale to były kandydatki do Miss Universum. Fotki w mojej galerii !
***Piękny krajobraz***
Już 15 marca w siedmiu największych miastach Polski rusza 12. edycja Tygodnia Kina Hiszpańskiego, imprezy od lat pokazującej ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.