Same góry i dwóch dominujących sąsiadów. A jednak Andora wie, jak wykorzystać swoje pozornie niekorzystne położenie. Kiedyś przyciągała głównie szmuglerów. Dziś łowców okazji w bezcłowych sklepach. I narciarzy.
Tylko 468 km2, czyli trochę mniej niż Warszawa i ciut więcej niż Trójmiasto, ma księstwo Andora. Tyle suche dane. Na miejscu odkrywam, że powierzchni jest znacznie więcej. Wszystko dzięki cudownemu pofałdowaniu terenu. Tu wszędzie można jeździć na nartach!
Gdzie się nie ruszę, widzę ośnieżone stoki oplecione siecią nowoczesnych wyciągów. Na ich tle mocno odcinają się domy z surowego kamienia. W tym stylu buduje się nawet luksusowe hotele, dzięki czemu można mieć wrażenie, że nad całością zapanował doskonały architekt – natura. Tak właśnie powinno wyglądać idealne państwo narciarskie. Tym bardziej że cały czas świeci tu słońce. Przez tydzień nie widzę na niebie jednej chmury. Andorczycy chwalą się zresztą 300 słonecznymi dniami w roku. Może dzięki temu są często uśmiechnięci i pełni pozytywnej energii? Statystycznie przeżywają wszystkich ludzi na świecie – średnia wieku przekracza 80 lat! Nic dziwnego, że robi się tu tłoczno. Jeszcze 100 lat temu Andora liczyła trzy tysiące mieszkańców. Dziś prawie 30 razy więcej. Najwyraźniej służy im klimat górski, czyste powietrze, względny spokój od stuleci i pieniądze płynące wartkim nurtem z narciarstwa.
Zaczynam od największej stacji narciarskiej w całych Pirenejach – Grandvaliry. Odkąd pięć lat temu dołączono do niej stoki Port des Neiges po francuskiej stronie, liczy prawie 2 tys. ha. I ma się czym chwalić. 67 wyciągów, dwa oświetlone snowparki, ponad tysiąc armatek czuwających nad dośnieżaniem stoków, podgrzewane krzesła, windy i schody ruchome ułatwiające komunikację. Słowem pierwsza liga wśród europejskich kurortów zimowych.
Szybko odkrywam, że każda z sześciu malowniczych miejscowości Grandvaliry ma swój charakter. Leżąca najwyżej Pas de la Casa słynie ze świetnych imprez i życia nocnego. Jeśli się bawić, to właśnie tu! Grau Roig stawia na zimową przygodę. Oferuje jazdę na skuterach śnieżnych, wycieczki w psich zaprzęgach, na rakietach śnieżnych, loty na paralotni czy wyprawy heliski. Spokojne Canillo jest z kolei w sam raz dla początkujących narciarzy i rodzin z dziećmi. Łagodniejsze są tu nie tylko stoki, ale i – mam wrażenie – kuchnia. Stąd nowoczesną „kanapą” łatwo można dostać się na stoki Vall del Forn – jedno z piękniejszych miejsc w Andorze. Jeśli zaś lubimy freestyle, najlepiej wybrać El Tarter. Na wyciągnięcie ręki będziemy mieli jeden z najlepszych snowparków w Europie! Miłośnikom górskich kolei można polecić Encamp. Właśnie (i tylko!) stąd przeskoczą za jednym zamachem szybką koleją Funicamp (zabiera 24 osoby!) na Cortals wznoszący się na 2502 m n.p.m., jeden z najwyższych szczytów Grandvaliry.
Sama zatrzymuję się w Soldeu reklamowanym jako miejsce dla każdego narciarza, czyli jak rozumiem, miks pozostałych miejscowości. Wszędzie knajpki, restauracje, bary, no i sklepy. W końcu Andora to największa strefa wolnocłowa w Europie.
Ceny są tu nieprzyzwoicie niskie. Do tego gra nie do końca jest fair, bo sprzedaż trunków połączona jest z darmową degustacją znakomitego porto, likierów, win. Obowiązuje żelazna zasada, że degustować trzeba, a kupować można. Ale jak się powstrzymać przed nabyciem rewelacyjnego porto po 3 euro za litr?
Podobnie działają sklepy z wędlinami. Cieniutkie plastry katalońskich szynek krojonych na naszych oczach rozchodzą się błyskawicznie. A jeszcze można popróbować koziego sera. I słodyczy. Po kwadransie mamy troszkę w czubie i pełno w brzuchu. Na większy shopping wybieramy się do stolicy – z Soldeu to raptem 20 km, a z Encamp zaledwie 5 km. Andorra la Vella, dosłownie „Stara Andora”, ma 20 tys. mieszkańców. Dopiero tutaj można stracić głowę! I mnóstwo euro, które jest oficjalną walutą, chociaż księstwo nie należy do Unii Europejskiej. Wszędzie napisy „wielka wyprzedaż”, „promocja”, „okazja”. Można przebierać w biżuterii, sprzęcie elektronicznym, sportowym, pokusić się o zakup markowych perfum czy odzieży. Na szczęście miasto nie jest duże, a aleje ze sklepami, podobnie jak całe centrum, to praktycznie kilka ulic na krzyż. Wszędzie można dotrze pieszo. Jedynym minusem jest górzyste ukształtowanie terenu, przez co można dostać zadyszki. Zwłaszcza jeśli niesie się pod pachą wielkie torby.
Idziemy do Bari Antic, czyli na starówkę. Chcemy zobaczyć XII-wieczny kościół św. Esteva, który skrywa kopię romańskiej figury Matki Boskiej z Meritxell, największej świętości Andorczyków. Stąd niedaleko do andorskiego parlamentu – Casa de la Vall. Budynek z surowego kamienia, ze strzelistą wieżą przypomina warowną rezydencję. Nie jest duży, ale i posłów jest tylko 28. Przechowuje się tu symboliczne klucze do siedmiu parafii, na jakie podzielono kraj. Rządzenie nie sprawia władzom specjalnych kłopotów, Andora nie angażuje się w sprawy międzynarodowe. Wprawdzie dzisiaj obowiązuje system wielopartyjny, ale jeszcze do 1993 r. nie mogły tu działać legalnie żadne partie polityczne! Do tego czasu Andora płaciła Francji i biskupom po hiszpańskiej stronie coroczną daninę. Wciąż ma dwie głowy państwa, to jest dwóch współksiążąt – prezydenta Francji i katalońskiego biskupa z Urgel (obecnie to odpowiednio Nicolas Sarkozy i Joan Enric Vives Sicilia). Niebiesko-żółtoczerwona flaga jest efektem dyplomacji. Pas niebieski i czerwony to barwy Francji, żółty i czerwony – Hiszpanii.

Precz z gablotami! Precz z nudnymi pogadankami o historii! T...

Londyn od razu cię przytula i szepcze do ucha – czuj się, ja...

W Rudawach Janowickich powiedzenie "podobne jak dwie krople ...

Gdy Pan Bóg zobaczył piaszczystą równinę postanowił, że musi...

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Zapatrzyłam się na majaczącą w dali białą górę. Niech inni się kłócą, dla mnie Elbrus to najwyższy szczyt Europy. I to z niego będę zjeżdżać na nartach.

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się po zimowych kurortach, koczują po kilkunastu w pokoju, zarabiają smarowaniem nart bogatym turystom. Zrobią wszystko, byleby móc poszusować na najlepszych stokach świata.

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszków do prania. Obiecują białe szaleństwo, szybkie efekty i że każdy będzie zadowolony. A jak jest naprawdę?

Uwielbiam ekstremalną jazdę po płaskim. I mam swój własny styl.

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Zapatrzyłam się na majaczącą w dali białą górę. Niech inni się kłócą, dla mnie Elbrus to najwyższy szczyt Europy. I to z niego będę zjeżdżać na nartach.

Ile razy, stojąc u podnóża stoku w długiej kolejce, zastanawiałeś się, czy w ogóle kupować karnet? Rozwiązanie dylematu jest proste – wybierz ski-toury. Podpowiadamy, jak zacząć przygodę.
Tegoroczna, trzecia już, edycja BRAVE KIDS – międzynarodowego programu edukacyjnego - odbędzie się w dniach 20 czerwca - 3 li...
Bezcenna kolekcja makiet tańców ludowych z 1937 roku, prezentowana na wystawie Sztuka, balet etnografia nie ma równego sobie ...
Już po raz trzeci w ramach Festiwalu „Dźwięki Północy” odbędą się warsztaty muzyki tradycyjnej – taneczne i instrumentalne. U...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.