Adventure: Grenlandia

24 marzec 2009
Adventure: GrenlandiaZdjęcie: Agencja Forum

Wiosłuję jak szalony. Albo raczej jak straceniec – bo nie mam już nic do stracenia. Co chwila zwalają się na mnie ściany wody.

Łapiąc oddech między kolejnymi falami, zastawiam się, jak długo wytrzymam. Straciłem czucie w rękach, chyba za mocno zaciskam je na wiośle. Gdzie jest Eliza? Nie mogę się obejrzeć – przynajmniej nie w tym momencie.

Adventure: Grenlandia
Mieliśmy się trzymać blisko siebie. Przynajmniej tak planowaliśmy, nie wiedząc jeszcze, co nas tu czeka. W razie wywrotki nie mamy szans – jeżeli któreś z nas wpadnie do wody, drugie nie zdoła mu pomóc. Wysoka fala nie pozwoli wejść z powrotem do kajaka, już prędzej przewrócimy się oboje. Wreszcie pojawia się Eliza, zasłaniały ją fale. Prawie stoi w miejscu.
– Wiosłuj szybciej! Odpoczywaj między falami, nie daj sobie wyrwać wiosła! – ryczę na całe gardło.


Mam kilka sekund wytchnienia, bo większa fala znajduje się 200 m ode mnie. Przestaję wiosłować, żeby zaczekać na Elizę, ale gdy tylko się zatrzymuję, natychmiast tracę równowagę.


Mija pół godziny walki, a upatrzona wyspa wcale się do nas nie przybliża. Jak tak dalej pójdzie, fale wyrzucą nas na otwarty ocean. Znajdujemy się u południowych wybrzeży Grenlandii. Morski żywioł okazuje się większym wyzwaniem od wspinaczki.


W Torssukattak, jednym z malowniczych fiordów wcinających się w południowe brzegi Grenlandii, wyrasta z wody na wysokość 1 560 m pionowa gładka ściana – najwyższy morski klif na świecie. Innuici zwą go Maujit Qaqarsuassia, zaś wspinacze z Europy Zachodniej – Thumbnail, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „malutki”. Klif – ponadsześciokrotnie wyższy od Pałacu Kultury i Nauki – został zdobyty zaledwie raz, w 2003 r., przez hiszpańsko-brazylijski zespół kobiecy: Cecilię Buil i Robertę Nunez. My chcieliśmy wytyczyć na nim nową drogę – bez wsparcia z zewnątrz, bez pomocników, którzy odstawialiby nas pod ścianę i odpływali łodzią do bezpiecznej zatoczki. Nikt wcześniej nie wyruszył na tę górę w tak małej ekipie. Byliśmy pierwsi.


Wynajęcie małego statku – jak kilka lat temu zrobiliśmy w Zatoce Ha-Long w Wietnamie – tu nie wchodziło w grę. Musielibyśmy zatrzymać łódź na cały miesiąc, kupić setki litrów paliwa, zatrudnić ludzi. Poszukiwaliśmy środka transportu, który dawałby więcej swobody. W ostatnim turystycznym miasteczku Grenlandii – Nanortalik – wynajęliśmy dwa morskie kajaki. Każdy mieści kilkadziesiąt kilogramów bagażu (zabraliśmy 5 plastikowych beczek z jedzeniem liofilizowanym i sprzętem wspinaczkowym), ma wodoszczelne grodzie i podobno jest niezatapialny.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

  • David Kaszlikowski

    David Kaszlikowski

    Fotograf i wyczynowy alpinista. Publikuje zdjęcia na okładkach największych magazynów górskich na świecie, współpracuje z National Geographic Traveler.

Ostatnio czytali

  • s3quin

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się