W Europie jest tylko parę dróg (dosłownie – dwie), które są położone wyżej niż trasy w austriackich Alpach. Niestety, żadnej z nich nie da się pokonać zimą. Dlatego śmiało można uznać, że zimowy wjazd samochodem na wysokość 2790 m n.p.m. to szczyt szczytów.

15-kilometrowa trasa z Sölden w kierunku sąsiadujących ze sobą lodowców – Tiefenbach i Rettenbach, tzw. Ötztaler Gletscherstraße, nie zapowiada się na spektakularną. Kilka nawrotów na początku, w zasadzie jeszcze na terenie miasta, a następnie długi odcinek z szybszymi i ciaśniejszymi łukami. Emocje jednak szybko narastają. Trasa wije się wzdłuż zbocza i równomiernie pnie się w górę. Pnie się na tyle szybko, że samochodowy GPS z trudem nadąża z informowaniem o aktualnej wysokości nad poziomem morza. Średnie nachylenie, które wynosi 11%, robi swoje. Tuż po minięciu dolnej stacji wyciągów trasa wjeżdża do… tunelu, który liczy trzy kilometry długości i jest tak prosty, że od początku widać światło, oznaczające wyjazd. To najwyżej położony tunel w Alpach. Po wyjeździe z niego okazuje się, że podróż dobiegła końca i jesteśmy u celu, czyli na wysokości niemal 2800 m n.p.m. 
 

O tylko 50 m niżej kończy się trasa Kaunertaler Gletscherstraße, która znajduje się w dolinie obok. Przejazd tą trasą jest płatny i kosztuje 23 Euro, chyba że… ktoś wybierze się w to miejsce z ważnym karnetem narciarskim. Płatny odcinek liczy 20 km długości, zaczyna się na wysokości 1500 m n.p.m. i kończy 1250 m wyżej. To jedna z najbardziej malowniczych tras nie tylko w Alpach, ale w Europie w ogóle. Do punktu docelowego trzeba pokonać aż 29 oznakowanych nawrotów. Nie tylko wysokość łączy obie te drogi, ale również sceny z filmu Spectre. To właśnie na tych trasach nagrywano film z Jamesem Bondem.
 

O każdej porze roku po dachu Europy warto podróżować samochodem z napędem na cztery koła. Takie auto w każdych warunkach jest bardziej bezpieczne w porównaniu z samochodem napędzanym na jedną oś. Zalety samochodów 4x4 uwydatniają się zdecydowanie zimą, bez większych problemów pozwalają na dojazd pod stok czy hotel, nawet gdy drogi pokryte są białym puchem. Napęd 4Motion w Volkswagenie Tiguanie pozwala także zdecydowanie lepiej wykorzystać dużą moc silnika (240 KM) i moment obrotowy (aż 500 Nm). Auto dysponuje znakomitą trakcją w każdych warunkach. 

 

Dane dotyczące sprzedaży samochodów z napędem na 4 koła pokazują, że świadomość zalet takich aut jest wśród nabywców coraz wyższa. W porównaniu do wyniku z 2015 roku popyt na osobowe Volkswageny z napędem na cztery koła wzrósł o ponad 50 procent. Nie licząc Touarega, w przypadku którego napęd ten występuje zawsze, 4Motion bardzo często można spotkać także w Tiguanie – mniejszym SUVie Volkswagena. Co drugi sprzedany w Polsce w tym roku Tiguan, jest wyposażony w napęd na cztery koła.