Moda na aktywne spędzanie czasu zatacza coraz szersze kręgi. Podsyca też akademicką zgoła debatę, czy lepiej uprawiać jogging, czy nordic walking. Rozwiązaniem tego sporu może być... Bieganie z kijkami na nartach!

Stawianie pierwszych kroków na biegówkach jest bez porównania łatwiejsze niż na nartach zjazdowych. Jazda wydaje się bardziej naturalna, wystarczy przypomnieć sobie, jak nie wolno było w dzieciństwie ślizgać się po muzealnych posadzkach w filcowych kapciach, i skoordynować ten ruch z naprzemienną pracą rąk. Na nartach biegowych angażuje się niemal wszystkie mięśnie oraz stawy, nie narażając ich (przynajmniej w formie rekreacyjnej) na kontuzje m.in. dlatego, że łatwo jest kontrolować prędkość jazdy. Bieganie na nartach poprawia ogólną sprawność i koordynację ruchową, korzystnie wpływa na układ sercowo-naczyniowy i służy gubieniu zbędnych kilogramów – podczas biegu po płaskim terenie zużywa się aż 9–20 kcal/min. Sceptycy powiedzą, że tyle samo spala się, chodząc po schodach, ale zapewniam, że sunięcie po śniegu jest o niebo przyjemniejsze! Uprawianie tego sportu ma jeszcze tę zaletę, że nie drenuje kieszeni. Ze śniegu można korzystać wszędzie, nie trzeba wydawać pieniędzy na skipassy i kosztowne noclegi w kurortach narciarskich, a niezbędny ekwipunek – nawet z najwyższej półki – jest znacznie tańszy od zjazdowego. Bieganie na nartach w Polsce dopiero staje się modne, więc sprzęt można kupić tylko w niektórych sklepach sportowych. Przy jego wyborze trzeba pamiętać, że są dwa rodzaje nart: sportowe (biegówki) i turystyczne (śladówki).

Klasyk czy łyżwa?

Biegówki są bardzo wąskie z długimi, mocno wywiniętymi czubami. Najlepiej sprawdzają się na specjalnie przygotowanych trasach – gdy sunie się w uformowanych w śniegu równiutkich „koleinach”. Trochę szersze, znacznie mniej wygięte śladówki służą do spacerowania i biegania po śniegu tam, gdzie nikt nie przetarł szlaku. Profesjonaliści używają dwóch rodzajów sportowych nart biegowych (do kroku klasycznego lub łyżwowego). Na szczęście dla amatorów przeznaczone są tylko jedne, uniwersalne narty sportowo-rekreacyjne. Najsolidniejsza wersja turystycznych nart śladowych to back country. Mają one wzmocnione krawędzie i nadają się znakomicie na dłuższe eskapady w trudnym terenie. Przygotowane w ten sposób krawędzie podczas jazdy krokiem łyżwowym ułatwiają odbijanie się od powierzchni i chronią narty przed uszkodzeniem przy uderzaniu w zmrożone korzenie lub kamienie. Warto sprawdzić, czy na ślizgach pod wiązaniem znajduje się łuska, która sprawia, że podczas podbiegania pod górkę narty nie zsuwają się do tyłu. Ułatwia ona amatorom obsługę nart – bardziej doświadczeni turyści i sportowcy zamiast niej stosują w tej części nart smary zwane klistrami. Tymczasem prawidłowe smarowanie ślizgów wcale nie jest proste i zwłaszcza początkującym polecam zdać się na fachowców w serwisie.

W związku z butem

Obuwie biegaczy w porównaniu z tym dla narciarzy zjazdowych jest znacznie lżejsze, bardziej elastyczne i delikatniejsze. Najbardziej jednak różni się piętkiem, który nigdy nie blokuje się w wiązaniu. Do śladówek używać należy modeli sztywniejszych niż do biegania po przygotowanych torach. Wyższa cholewka ma dobrze trzymać nogę w kostce i przy przedzieraniu się przez zaspy chronić przed śniegiem sypiącym się do środka. Jak but trzyma się narty? Jest przypięty do wiązania za nosek, zaś wiązania mają wypustki, które pasują do kanałów wyżłobionych w podeszwie. W standardzie SNS opracowanym przez firmę Salomon (Salomon Nordic System) jednej dość szerokiej listwie wiązania odpowiada szczelina w podeszwie buta. Z kolei w wiązaniach NNN (New Nordic Norm, patent firmy Rotefella używany też przez Rossignola, Madshusa i Alpinę) dwie wąskie, równoległe wypustki wiązania odpowiadają kanałom w podeszwach butów. Oba systemy sprawdzają się podobnie. Trzeba jednak o tych różnicach pamiętać podczas kompletowania sprzętu. I jeszcze ostatni niezbędny element wyposażenia biegacza – kije. Są znacznie dłuższe od używanych w narciarstwie alpejskim czy nordic walkingu, sięgają aż do ramienia. Ma to same zalety – można wziąć nimi duży zamach, żeby się rozpędzić, co również wydatnie ćwiczy mięśnie obręczy barkowej.

Siła spokoju

Obie techniki, klasyczna i łyżwowa, bazują na naturalnych ruchach wzbogaconych jedynie o fazę poślizgu. Kluczem do ich szybkiego opanowania są staranność, płynność ruchów i... stoicki spokój. Nie należy się spieszyć. Najważniejsza jest precyzja, która pozwala złapać właściwy rytm. Od kondycji i wprawy zależy, jak szybko to nastąpi oraz jak długo będziemy w stanie równy krok utrzymać. Gdyby nie poślizg na narcie krok zwany klasycznym albo diagonalnym różniłby się od zwykłego marszu chyba tylko tym, że niemal nie odrywa się w nim nóg od podłoża. Podobnie jak w zwykłym marszu ręce i nogi pracują tu naprzemiennie. Wysunięcie do przodu lewej nogi jest zgrane z wysunięciem ręki prawej. Wybijamy się zawsze z nogi znajdującej się z tyłu i ruch ten wspomagamy odepchnięciem kijem trzymanym w ręce, która znajdowała się z przodu. Krok drugi, zwany łyżwowym, też jest naturalny, przynajmniej dla tych, którzy jeżdżą na łyżwach lub rolkach. Nie przesuwamy w nim nart równolegle, blisko siebie, lecz ukośnie, z palcami stóp skierowanymi na zewnątrz. Dla nadania dynamiki ruchowi wychylamy się lekko do przodu i balansując ciałem, przenosimy ciężar z narty na nartę. Ręce również pracują zupełnie inaczej niż przy kroku klasycznym. Wychylając się, wyrzucamy obie przed siebie, wbijamy równocześnie kije i mocno się nimi odpychamy. Tajemnicą sukcesu w kroku klasycznym i łyżwowym jest utrzymanie jak najdłuższego ślizgu, by maksymalnie wykorzystać energię uzyskaną dzięki wybiciu i odepchnięciu. Żeby się za szybko nie zasapać (i umożliwić prawidłową pracę przeponie), trzeba płynnie zgrać ruchy ciała z oddechem. Znajomość obu kroków przydaje się w biegach rekreacyjnych i turystycznych. Stosuje się je w zależności od rodzaju i głębokości śniegu, ukształtowania terenu oraz kondycji. Technika łyżwowa jest bardzo efektywna, gdy się poruszamy po dobrze ubitym śniegu, na oblodzonych drogach czy podczas podchodzenia pod górkę. Bieg techniką klasyczną jest jedynym skutecznym sposobem na pokonanie głębokiego śniegu, w którym trzeba przecierać ślad.

Z górki na pazurki

Na biegówkach łatwiej się podchodzi pod wzniesienia, niż z nich zjeżdża, ponieważ specyfika wiązań sprawia, że sterowanie nartami jest utrudnione. Jednak i tego można się nauczyć. Pierwsze zjazdy zwykle kończą się bliskimi spotkaniami ze śnieżną zaspą, jednak ćwiczenie czyni mistrza. Z niewielkich wzniesień najłatwiej jest po prostu zjeżdżać na nartach rozstawionych na szerokość bioder, w pozycji pochylonej, nazywanej obrazowo „na jajo”. W otwartym terenie, gdy jest bardziej stromo, skręcajmy „przeplatanką”, czyli lekko w bok, odstawiając nartę od strony, w którą chcemy skręcić, i dostawiając do niej drugą możliwie jak najszybciej. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że nie należy techniki tej stosować przy dużych prędkościach! W lesie najbezpieczniej jest zjeżdżać zakosami, czyli łagodnie w poprzek stoku, co pewien czas zmieniając kierunek. Dobrze także opanować telemark (jazdę z przyklękiem na jednej nodze), jednak to już wymaga większego doświadczenia. Ani biegówki, ani śladówki nie nadają się na trasy dla nart zjazdowych. To wcale nie znaczy, że śmiga się na nich tylko po nizinach. Wręcz przeciwnie, trasy do biegania są w każdym alpejskim ośrodku, często wysoko na lodowcach. Słyną z nich na przykład Dachstein w austriackiej Styrii czy dolina rzeki Avisio w Dolomitach. Pierwsze kroki najlepiej jest stawiać właśnie tam, korzystając z infrastruktury, wypożyczalni i usług instruktorów. Trasy dla biegaczy preferujących styl klasyczny wyznaczają zawsze dwa równolegle poprowadzone ślady, po których poruszamy się niczym tramwaj po szynach. Trasy do biegu łyżwowego to mocno ubity szlak szerokości polnej drogi. Narciarze turyści, którzy używają nart śladowych lub back country, mogą biegać po parkach, łąkach i lasach i ze sprzętem biwakowym wypuszczać się na kilkudniowe wycieczki, łącząc aktywny relaks ze zwiedzaniem. Warto pamiętać, że narty biegowe to sport dla każdego. Bo cóż znaczy bieganie stylem klasycznym?! Nawet – bez urazy – człapanie na śladówkach nikomu ujmy nie czyni. Byle zachowywać rytm i płynność ruchów, a takie spokojne przemieszczanie się też będzie i przyjemne, i zdrowe.