Ich kariera zaczęła się w blasku chwały Reinholda Messnera. Włoski himalaista korzystał z modeli o regulowanej długości, podobnych do narciarskich. Dziś widok turystów z takimi podpórkami dziwi coraz mniej. Pytanie, czy rzeczywiście są potrzebne?

Kije trekkingowe nie są niezbędne, ale bardzo pomocne. Odkąd jako gatunek stanęliśmy na dwóch nogach, nasz kręgosłup i stawy kolanowe są bardzo obciążone. Te ostatnie lekarze uważają za bodaj najbardziej podatną na urazy część ludzkiego ciała. Podpieranie się na kijkach w pozycji wyprostowanej to chytry wybieg, który „wydłuża” ręce i pozwala odciążyć nogi – poruszamy się niejako na czterech kończynach. Największą ulgę odczujemy podczas schodzenia ze stoku z ciężkim plecakiem. Każdy krok oznacza duży nacisk na kolana, stawy biodrowe i kręgosłup. Jeżeli jednak oprzemy się na kijkach,  przeniesiemy część obciążenia z nóg na ręce. Nie będą nas bolały kolana, za to poczujemy bicepsy, tricepsy i mięśnie grzbietu (kilkudniowa wędrówka z kijkami to trening ogólnorozwojowy).

Naukowcy wyliczyli, że zużywamy do 30 proc. energii mniej podczas trekkingu z kijkami, o ile potrafimy wykorzystać możliwości, jakie one dają. W praktyce oznacza to, że z kijkami zajdziemy dalej, choć kalorii spalimy tyle samo, co bez kijków na dystansie krótszym nawet o jedną trzecią. Oczywiście oszczędności zależą od terenu. Najmniej zyskujemy, idąc po płaskim, więcej przy podejściach, a najwięcej podczas zejść.

Stosowanie kijków zwiększa naszą równowagę i bezpieczeństwo podczas marszu po śliskim podłożu: błocie, lodzie, mokrych kamieniach. Stanowią one dodatkowe punkty podparcia – zamiast jednego mamy aż trzy – i ułatwiają złapanie równowagi. Można je wykorzystać także do pokonywania przeszkód terenowych, np. potoków. Wystarczy maksymalnie je wydłużyć, rozbiec się i opierając ich końce o dno, przesadzić potok jednym susem.

Jak dobrać długość kijków? Gdy trzymamy w ręku kij prostopadle do gruntu, nasze ramię i przedramię powinny tworzyć w łokciu kąt prosty, niezależnie od ukształtowania terenu. Oznacza to, że podczas podchodzenia kije trzeba skrócić, zaś podczas schodzenia – wydłużyć, aby ten kąt był zachowany.

Pętla

Pozwala odpocząć dłoniom i przenieść część obciążenia na nadgarstki. Powinna mieć możliwość regulacji bez konieczności zdejmowania rękawiczek. Tańsze pętle to nylonowa taśma. Lepsze modele mają pętle szerokie, kilkuwarstwowe, z miękką wyściółką. Warto zwrócić uwagę, czy są zamocowane na stałe, czy można je zdejmować do prania albo naprawy.

Reguluj i blokuj

Kijek składa się z dwóch lub trzech segmentów, dzięki czemu istnieje możliwość jego skracania lub wydłużania (do ustawienia równej długości służy zaznaczona na nich podziałka). Do blokowania segmentów są stosowane specjalne mechanizmy. Przez wiele lat, począwszy od lat 80. XX w., dominował system zakręcanych śrub rozporowych, które blokowały kijek wewnątrz rurki. Został on wprowadzony przez niemieckiego potentata – firmę Leki spopularyzowaną przez Messnera. System ten jest wciąż stosowany, ma jednak pewne wady: czasami śruba luzuje się z powodu drgań podczas marszu, zdarza się, że odkręca się zupełnie i element rozporowy zostaje wewnątrz rurki. Ponadto podczas deszczu elementy ślizgają się i trudniej je zablokować, a na mrozie – odkręcić bez zdejmowania rękawic. Ponad 10 lat temu Firma Black Diamond złamała monopol, wprowadzając system Flicklock – zaadaptowała mechanizm zaciskowy powszechnie stosowany w statywach fotograficznych. Segment kijka blokuje się jednym ruchem i, co ważne, można to zrobić bez zdejmowania rękawic. Podobny do wynalazku Black Diamond jest patent firmy Leki o nazwie Speed Lock, stosowany w najdroższych modelach. Przed kupnem zawsze zablokujmy kije i oprzyjmy się na nich całym ciężarem ciała – jeżeli zaczną się składać, nie warto poświęcać im uwagi.

Liczba segmentów

Mniej segmentów równa się  mocniejszy i bardziej sprężysty kij, więcej segmentów daje możliwość lepszego spakowania (50 cm zamiast na przykład 80 cm po złożeniu robi różnicę). Turyści piesi i letni decydują się na kijki trzyczęściowe, zaś turyści zimowi, skitourowcy i chodzący na rakietach wybierają dwuczęściowe.

Pomocna rączka

Najtańsze modele mają uchwyty wykonane z twardego plastiku. Latem po kilku godzinach używania spowodują otarcia i pęcherze niczym od kajakowego wiosła. Nieco lepsze są rączki z gumy, które jednak nie sprawdzają się zimą (guma dobrze przewodzi ciepło i nawet w rękawicach zmarzną nam wnętrza dłoni). Najlepsze to te zrobione z twardej pianki lub jeszcze lepiej – z korka. Zapewniają świetny chwyt, dobrą izolację i oddychalność, nie powodują otarć. Najbardziej ekskluzywne modele mają rączkę pochyloną do przodu o 12 do 15 stopni w stosunku do osi kijków. To znacznie poprawia komfort użytkowania na długich wyprawach i redukuje zmęczenie nadgarstków. Ponadto w najlepszych kijkach wierzch rączki ma kształt dużej okrągłej główki przypominającej kapelusz grzyba lub gałkę laski. Łatwiej na nich się wesprzeć otwartą dłonią.


Jajo kontra koło

Zależy od materiału, z jakiego kije zostały wykonane, oraz od ich średnicy. Najmocniejsze to te z włókna węglowego. Dobrze tłumi ono drgania podczas marszu, ma jednak dwie wady: jest bardzo drogie i, jak wskazują statystyki straży pożarnej w Europie, lubią je pioruny. Wśród osób porażonych wyładowaniem atmosferycznym większość stanowią wędkarze z wędkami z włókna węglowego. W produkcji kijków najczęściej jest stosowany stop aluminium (lepsze modele mają podaną jego nazwę, np. aluminium 7075). Jego wytrzymałość wzrasta, jeżeli kijki mają przekrój nie okrągły, lecz eliptyczny. Ponadto kije o większej średnicy są dużo mocniejsze niż te o mniejszej średnicy, nawet kilka milimetrów ma znaczenie. Standardem są kije o średnicach segmentów 12/14/16 mm.

Nie do zdarcia

Standardem w większości  kijów są końcówki widiowe – wykonane z widii, czyli węglików spiekanych różnych metali. Widia należy do najtwardszych materiałów wynalezionych przez człowieka. Ze względu na odporność na ścieranie stosuje się ją m.in. w końcówkach wierteł.

Jeszcze akcesoria  

Czyli talerzyki (małe na lato i duże, tzw. gwiazdki, na zimę, do chodzenia w głębokim śniegu), końcówki, a także dolne segmenty kijków – to one najczęściej się łamią. Ceny od 5 do 30 zł za akcesoria. Segmenty kijków kosztują od 40 do nawet 100 zł!

Kije na resorach

Najdroższe modele są wyposażone w różne systemy pochłaniające drgania, umieszczone na zewnątrz lub wewnątrz kijków albo w rączce. Cena takich kijków wzrasta nawet o 20 proc. Mało kto chodzi z kijkami wyłącznie po betonie i gołych skałach, nie jest to więc niezbędne udogodnienie.

Black Diamond Trail Shock – czerwony pierścień pod rączką tłumi drgania, długość 68–140 cm, cena 360 zł.
 
Fjord Nansen Granite – długość 73–135 cm, pochylona piankowa rączka, cena 170 zł.

Black Diamond Spire Elliptic Compact – długość 64–125 cm, eliptyczny przekrój, piankowa przedłużona rączka, cena 440 zł.

McKINLEY Hiker 300 – długość 68 cm (złożone), korkowa rączka, system redukujący drgania, cena 170 zł.

NASZ EKSPERT RADZI

ALEKSANDER CHRUŚCIEL – ratownik GOPR, st. instruktor ratownictwa górskiego

O przydatności kijków najwięcej pozytywnych opinii mogą wypowiedzieć turyści, którym odciążają one kolana, alpiniści dźwigający ciężkie wory lub ortopedzi, którzy z co najmniej kilku zawodowych powodów zalecają ich stosowanie. Jako wieloletni ratownik górski polecam je starszym osobom, u których potknięcie i upadek mogą być przyczyną poważnych urazów. Będą też przydatne wszystkim, niezależnie od wieku, w trudnych warunkach atmosferycznych i na śliskim podłożu. Choć osobiście nie jestem zwolennikiem zimowej wędrówki pieszej (lepiej używać nart lub rakiet), jeżeli już chcemy ją uprawiać, kijki są niezbędne.