Brama wjazdowa do niewielkiego kenijskiego miasteczka. Na niej wielkimi literami napis "Home of champions". Pierwsze co zobaczy każdy, przekraczający granicę miasta Iten, położonego około 40 minut jazdy samochodem od Eldoret

Jednak gdyby ktoś przypadkowo przeoczył ten charakterystyczny i chyba najczęściej fotografowany element lokalnej architektury, mógłby dojść do wniosku, że Iten niewiele różni się od innych kenijskich miejscowości. Kilka niewielkich sklepików, szkół oraz zlokalizowane w centralnym punkcie targowisko.  Na próżno szukać tutaj typowych atrakcji turystycznych afrykańskiego lądu. Do parków narodowych i wielkiej piątki setki kilometrów.
 
A jednak, gdyby przyjrzeć się dokładniej, oprócz powolnego życia, dzieje się coś w tle. Coś co przyciąga setki, a może i tysiące profesjonalistów oraz miłośników sportów biegowych. Między ubogimi chatkami, na sznurkach porozwieszana odzież sportowa. Na płotach suszące się obuwie biegowe. Młodzi ludzie ubrani w dresy. Napis powitalny intryguje. Dom mistrzów? W ciągu dwóch tygodni pobytu w Iten postanowiliśmy odnaleźć nie tylko mistrzów ale poznać również ich kilka sekretów. Kim są? Co robią? Dlaczego właśnie tutaj jest ich dom?

Wyruszamy z Warszawy. Później do Amsterdamu by po kilku godzinach przybyć do Nairobi. Kolejny samolot i około 45 minut lotu do Eldoret. Stamtąd w ciemnościach późnego wieczoru podróż matatu do Iten. Przez pęknięte szyby samochodu obserwujemy nocne życie Kenijczyków. Setki przydrożnych sklepów oświetlonych małymi lampkami. Na poboczach liczni piesi, którzy niezapowiedzianie potrafią wejść wprost pod koła samochodu. Jakby tego było mało lawirujące między nimi obładowane ludźmi motocykle. Samochody, migając co jakiś czas światłami, mkną po ulicach w trudno przewidywalny dla nas sposób. Slalomem wyprzedają na trzeciego. Niekiedy do ostatniego momentu jadą na wprost nadjeżdżającego z naprzeciw samochodu. Wstrzymujemy oddechy, kręcimy się niespokojnie, patrzymy na zegarki odliczmy kolejne minuty. W końcu docieramy do miejsca, w którym spędzimy kolejne dwa tygodnie. Z ciemności wyłania się zawieszona na bramie ośrodka treningowego biała tablica a na niej napis "High Altitude Center Iten - University of Champions". A w nim biegacze z całego świata.

Dzień święty święcić
Pierwszy dzień naszej wyprawy przypadł na niedzielę. Od samego rana rozpoczęliśmy poszukiwania słynnych kenijskich biegaczy. Tych, którzy w ostatnich latach dominują świat sportów biegowych. Na ulicach siedzący gdzieniegdzie odświętnie ubrani mieszkańcy. Garnitury, śnieżnobiałe i wykrochmalone koszule, kobiety i dzieci w kolorowych strojach. Ze spokojem obserwują przejeżdżające od czasu do czasu samochody. Rozmawiają, odpoczywają. Wolne tempo życia w Afryce zwalnia jeszcze bardziej. Siedzą tak godzinami. Biegaczy jednak nie widać. Pytani o to, gdzie się podziali, i czy rzeczywiście tylu ich tutaj, odpowiadają że spotkamy ale może kilku i to wieczorem. Dzisiaj jest dzień święty, a ten należy święcić. Zajęcia na niedzielę to odpoczynek, modlitwy w kościele i odwiedziny rodziny.
Tego dnia, tuż przed zachodem słońca, spotykamy pierwszych pojedynczych biegaczy i niewielkie kilkuosobowe grupki truchtające po czerwonych, piaszczystych uliczkach Iten. Wiemy już, że jesteśmy w zagłębiu najsłynniejszych długodystansowców. W "fabryce mistrzów", jak lokalni nazywają Iten. Bieganiem żyje tutaj cała lokalna społeczność. Stąd bowiem pochodzi wielu znamienitych lekkoatletów, biegaczy, rekordzistów świata, mistrzów olimpijskich.

fot. Remigiusz Kinas

Iteńskie pętle
Iten, a właściwie okolice Eldoret są wymarzonym miejscem treningowym miłośników sportów wytrzymałościowych. Miasto położone na wysokości około 2500m npm. Obniżony poziom tlenu, wpływa korzystnie na rozwój czerwonych krwinek a to na zwiększenie wydolności zawodnika. Przez świat sportu trening na takiej wysokości traktowany jest jako jedyny dopuszczalny rodzaj dopingu.

Szerokie szutrowe drogi o niewielkim natężeniu ruchu. Teren mocno pagórkowaty ale nie górski. Kenijczycy ukształtowanie terenu wykorzystują na swoją korzyść. Są jakby zaprogramowani na szukanie, w każdej sytuacji, możliwości rozwojowych. Płaskie tereny są bazą biegów o stałej prędkości. Zróżnicowane - do budowy siły, co ma przełożenie na szybszy bieg oraz pozwala uniknąć potencjalnych kontuzji w przyszłości.
Poniedziałki, środy to dla wielu trenujących dni wybiegań poza miasto. W samotności albo w niewielkich grupach biegną tzw. pętlami iteńskimi. Jest ich tutaj kilka. Zróżnicowanych pod względem trudności oraz ilości kilometrów. Początek wszystkich pętli zlokalizowany w różnych charakterystycznych miejscach Iten. A to dolina, a to skrzyżowanie ulic. Te raczej niewielkiej długości biegi, maksymalnie do kilkunastu kilometrów stanowią większą część treningu biegaczy. Długodystansowcy sobotę traktują wyjątkowo. W ten dzień ich dystans rośnie niekiedy kilkakrotnie. Zbliża się do odległości maratońskiej.

Pełna koncentracja na treningu
We wtorki i piątki większość biegaczy przebywa na Kamariny Stadium. Obiekt, położony na obrzeżach Iten. Wybudowany w 1952r przez Brytyjczyków na terenie jednostki wojskowej. 

fot. Remigiusz Kinas Ten o długości około 400m obiekt nie przypomina stadionów, na których trenuje większość europejskich sportowców klasy mistrzowskiej. Jest zupełnie surowy, można by powiedzieć prymitywny. Bez udogodnień sanitarnych, z mocno sfatygowanymi trybunami, z wyrytymi na ziemi liniami oraz kamieniami wskazującymi kolejne stumetrowe odcinki. Ziemna nierówna nawierzchnia z widocznym zagłębieniem, ścieżką, na wewnętrznej części bieżni. Po niej w przeciągu godziny przebiega kilka set osób w tym obecni i przyszli mistrzowie olimpijscy, rekordziści świata. Mimo obecności w Iten nowoczesnego stadionu lekkoatletycznego wybudowanego przez Lornah Kiplagat (byłą rekordzistkę świata w półmaratonie) od dziesiątek lat stanowi główny obiekt treningowy nie tylko dla okolicznych sportowców ale również zawodników lub amatorów z innych krajów. Zapytani dlaczego tak bardzo upodobali sobie ten obiekt jednomyślnie twierdzą, że trudności podczas treningu procentują podczas zawodów na nizinach. Te zwykle rozgrywane są w łatwiejszych warunkach - na twardej nawierzchni. Na pozór niekorzystną sytuację wykorzystują by się rozwijać, budować kolejną umiejętność.

fot. Remigiusz Kinas


Do utraty tchu
Czwartek jest dniem zabawy biegowej. Mimo niewinnej nazwy to jeden z najcięższych treningów kenijskich biegaczy. Tuż przed dziewiątą godziną, na iteńskich bezdrożach grupa około trzystu biegaczy podejmuje mordercze wyzwanie. Kilkanaście kilometrów treningu o zmiennej intensywności. Tylko z oddali słyszalny tupot stóp a nad grupą rozciągające się tumany czerwonego kurzu, pyłu. Mimo, że lokalni już od wielu lat przyzwyczajeni do tego widoku przystają na chwilę, dopingują. Kilka minut biegu w niewyobrażalnym wręcz tempie, po czym zdecydowanie krótszy odpoczynek, już wolniej. Wolniej dla wielu z nas amatorów jest prędkością poza zakresem marzeń. Ponowne powtórzenie. I tak około osiemnaście kilometrów. Po ponad godzinie biegu do końca treningu dotrwa jedynie kilkadziesiąt najsilniejszych i najbardziej wytrenowanych biegaczy. Finiszują jak sprinterzy do ostatniego tchu. Takie podejście treningowe charakterystyczne jest dla większości Kenijczyków - dać z siebie wszystko, wykorzystać każdą sekundę, tak by być lepszym, by osiągnąć to o czym tutaj się marzy - mistrzostwo i medal olimpijski. A wygrywają tylko najlepsi, Ci którzy dadzą z siebie choć trochę więcej niż dziesiątki innych wokół. Kończą jednak z szerokim uśmiechem na twarzy.

fot. Remigiusz Kinas

Iten to światowa kolebka biegów dystansowych jednak jest to też miejsce skrajności. Z jednej strony mistrzowie, z drugiej biegający prawie na boso w mocno zużytych, dziurawych butach i podartym ubraniu chłopcy. Tutaj każdy daje z siebie wszystko. Walczy o to by być zauważonym, by dostać się do ścisłej czołówki biegaczy. Bo każdy tutaj wie, że “kiedy w Afryce wstaje dzień i słońce wschodzi nad horyzontem budzi się również antylopa, ona wie że żeby przeżyć musi biec szybciej od innych, ale wraz z nastaniem dnia wstaje również lew i on też wie, że aby przeżyć musi biec szybciej niż najwolniejsza z antylop nie ważne czy jesteś lwem czy antylopą - musisz biec coraz szybciej”.

O AUTORZE
Remigiusz Kinas, coach (specjalizacja sport oraz leadership), trener rozwoju osobistego, student Psychologii w Sporcie Pozytywnym. Po godzinach  pasjonat biegów długodystansowych. Zobacz album zdjęć: