W zeszłym roku przeszli Pacific Crest Trail. Teraz wracają do USA, aby pokonać Appalachian Trail. Opowiadają nam o amerykańskich szlakach długodystansowych i o tym, jak trzeba się przygotować na taką wędrówkę.

Szlaki długodystansowe i Potrójna Korona

USA to ogromne miasta, ale także przepiękne tereny rekreacyjne, w tym rozległe i majestatyczne pasma górskie. Całe Stany Zjednoczone pokryte są siecią szlaków pieszych, konnych i rowerowych, umiejscowionych w najpiękniejszych zakątkach kontynentu. Nas najbardziej fascynują szlaki piesze: średnio i długodystansowe, owoc inicjatywy National Scentic Trail, której ideą było stworzenie sieci szlaków długodystansowych. Począwszy od lat 60. ubiegłego wieku, ustanowiono już 11 szlaków o takim charakterze.

Decyzja oraz finansowanie budowy takiego szlaku leżą po stronie Kongresu Stanów Zjednoczonych. Wyznaczenie trasy, badania geologiczne, topograficzne itp. to całe spektrum działań, które razem z pracami ziemnymi potrafią trwać latami. Dla przykładu szlak Pacific Crest Trail (w skrócie PCT) powstawał w latach 1968-1993, czyli grubo ponad ćwierć wieku. Informacja przestaje aż tak dziwić, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że szlak mierzy... 4,3 tys. km.

Do świadomości Europejczyków, oprócz PCT, najbardziej przedarły się dwa inne szlaki: Appalachian Trail (w skrócie AT) i Continental Divide. Ich popularność związana jest z publikacjami, które w ostatnich latach znalazły swoje filmowe adaptacje. Mowa o książce Cheryl Strayed „Wild” ("Dzika droga"), której bohaterka zmaga się ze szlakiem Pacific Crest Trail oraz o powieści Billa Brysona „A Walk in the Woods” ze szlakiem Appalachów w tle. Szlak Continental Divide nie doczekał się jeszcze swojego debitu literackiego i filmowego, jednak może to być kwestią czasu.

Trzy wspomniane szlaki elektryzują także ze względu na wyzwanie, z jakim wiąże się ich pokonanie. Tworzą one bowiem tzw. Potrójną Koronę szlaków długodystansowych w USA. W jej skład nie wchodzi najdłuższy ze szlaków North Country National Trail.  Zadecydowały o tym względy historyczne i formalne (częścią tego szlaku jest szlak Appalachian Trail).

 

Wyzwanie: Appalachian Trail

Nieco więcej opowiem o Appalachian Trail - szlaku, na który planuję wybrać się w tym roku z moim kompanem podróży Maćkiem Stromczyńskim. Rok temu wspólnie pokonaliśmy szlak Pacific Crest Trail (więcej o naszym zeszłorocznym przejściu w czerwcowym wydaniu National Geographic Traveler).

Szlak znajduje się na wschodnim wybrzeżu USA. Przebiega przez Appalachy - góry, które ukształtowaniem przypominają polskie Beskidy czy Sudety. Szlak AT przez sporą część wiedzie lasami i łąkami, trawersując góry o średniej wysokości około 1300 m n.p.m. Nie ma tu piętrzących się po obłoki  skalistych szczytów, jakie pokonywaliśmy w Sierra Nevada czy w Górach Kaskadowych. Kopiasta konstrukcja gór nie oznacza jednak, że szlak nie stanowi wyzwania równego PCT.

Wschodnie wybrzeże Ameryki było regionem, który został skolonizowany przez przybyszów z Europy w pierwszej kolejności, co przełożyło się na dużą gęstość zaludnienia. Dla nas, wędrowców, oznacza to swobodniejszy dostęp do tzw. "cywilizacji", czyli sklepów, hosteli itp., o które na szlaku PCT było o wiele trudniej. Wzdłuż AT został stworzony także system specjalnych schronów, w których można spędzić noc bez konieczności rozkładania namiotu. Na trasie można spotkać dzikie zwierzęta takie jak czarne niedźwiedzie czy grzechotniki, jednak o atak z ich strony dosyć trudno. W lasach warto pamiętać o kleszczach. Wilgotne tereny wschodniego wybrzeża to idealne pole lęgowe dla tych osobników. Warto więc uzbroić się w akcesoria do zwalczania i usuwania tych pajęczaków.

Appalachian Trail ma długość około 3 500 km i wiedzie przez 14 stanów Ameryki. Jest dwukierunkowy, ma więc dwa punkty końcowe/startowe. Pierwszy to góra Mt. Katahadin  1 606 m n.p.m w Parku Narodowym Baxter na terytorium stanu Maine – północ Kontynentu. Drugi punkt to góra Springer Mountain – 1 153 m n.p.m., w stanie Georgia w południowej części USA. Najpopularniejszym kierunkiem wybieranym przez hikerów jest ten z południa  na północ. Przede wszystkim ze względu na łatwiejszy początek w rejonie gór południowych i perspektywę zakończenia wędrówki w sprzyjających warunkach gór północy. W odwrotnym kierunku sprawa się nieco komplikuje. Aby  wyruszyć z góry Mt. Katahdin trzeba czekać do maja lub nawet czerwca aż władze Parku Baxter zadecydują o otwarciu szlaków prowadzących na tę górę. Z gór południa można wystartować już na przełomie marca i kwietnia.

My, podobnie jak niewiele ponad 5% hikerów, wybraliśmy kierunek z północy na południe. Do Stanów Zjednoczonych wylatujemy już 28 czerwca, żeby około 1 lipca rozpocząć swoje zmagania ze szlakiem na szczycie góry Mt. Kathadin. Lecimy przez  Kijów do Nowego Jorku, potem autobusem do Bangor w stanie Maine i stamtąd do Parku Baxter. Na całą wyprawę planujemy przeznaczyć maksymalnie 5 miesięcy, przy czym mamy nadzieję, że uda nam się metę osiągnąć w okolicach końcówki października.

Klimat na szlaku w okresie lipca i sierpnia to spora wilgotność i wysokie temperatury. Wrzesień i październik to już łagodna jesień z opadami deszczu i niewielka ilością śniegu. Sam szlak jest dosyć tłoczny. Każdego roku przemierza go około 8-9 tysięcy ludzi, ale do mety dociera niespełna 25 % piechurów. Idąc z północy na południe unikniemy tłumów i problemów z miejscami w schronach. Oznaczeniem szlaku AT jest gruba, pionowa linia białego koloru i to ona będzie naszą przewodniczką przez najbliższe kilka miesięcy. Przygoda wzywa!

 

PORADNIK
Jak przygotować się do wędrówki po długodystansowych szlakach USA?

Wyprawiając się do USA na jeden ze wspomnianych szlaków, trzeba pamiętać o kilku sprawach związanych z organizacją i logistyką przedsięwzięcia.

1. Wiza

Pierwsza z nich to wiza do USA. Wiąże się z tym wydatek rzędu 500 zł (zależny od kursu dolara). Promesę wizową (wizę otrzymujemy dopiero na lotnisku w USA) zazwyczaj otrzymujemy na 10 lat i przez taki okres czasu możemy próbować swoich sił na amerykańskich szlakach długodystansowych. Mowa oczywiście o wizie turystycznej. Długość jej obowiązywania to już decyzja urzędnika na lotnisku w USA, który zazwyczaj udziela zgody na maksymalny czas pobytu, czyli 6 miesięcy. Od teraz jest już dużo łatwiej.

2. Wiedza

Wybieramy szlak i do dna przekopujemy internet i literaturę na jego temat. W chwili obecnej większość informacji znajdziemy w sieci - włącznie z praktycznym poradami, opisem trasy, aplikacjami na telefon itp. Głównie są to przekazy w języku angielskim, jednak tych po polsku z każdym rokiem przybywa.

3. Pakowanie

Przed spakowaniem plecaka warto zastanowić się, czy chcemy pokonać cały szlak czy tylko określone fragmenty. Innymi słowy: czy będziemy thru-hikerami czy section-hikerami. Jest to ważne przede wszystkim ze względu na kwestię pozwoleń wymaganych przez władze parków narodowych. Przykładowo, decydując się na przejście całości szlaku Pacific Crest Trail, musimy zgłosić się do organizacji o nazwie Pacific Crest Trail Association, która wydaje pozwolenie na przejście całego szlaku. Nie musimy się wtedy martwić o wstęp do poszczególnych parków narodowych, jakie będziemy mijali na naszej drodze. Pokonując szlak we fragmentach, jesteśmy zobligowani do otrzymania zezwolenia w każdym z poszczególnych parków. W przypadku szlaku Appalachian Trail, musimy ubiegać się o pozwolenia w każdym z Parków, niezależnie od stylu, w jakim będziemy go pokonywali. Zazwyczaj są one wydawane nieodpłatnie, ale nie jest to reguła. W niektórych przypadkach musimy liczyć się z opłatą rzędu 20 dolarów. Nie warto ryzykować z próbą wejścia do Parku na gapę. Będąc na szlaku PCT kilkukrotnie byliśmy pytani przez parkowego strażnika o wymagane pozwolenie. Parki narodowe w USA podlegają pod władze federalne, co oznacza, że parkowi Rangerzy to pracownicy o bardzo szerokich uprawnieniach. Widok strażnika z długą bronią i kajdankami przy pasie nie jest niczym szczególnym.

4. Ustalenie terminów

Data i miejsce rozpoczęcia wędrówki są ważne ze względu na warunki pogodowe, jakie mogą nas zaskoczyć na szlaku. Te długodystansowe mają jednak to do siebie, że lubią przekraczać kilka stref klimatycznych (w przypadku PCT aż 3), więc czasami uniknięcie skrajnych warunków pogodowych jest wręcz niemożliwe. O punkcie startowym często decyduje ukształtowanie terenu. Liczne poradniki radzą rozpocząć pokonywanie szlaku w rejonie, który „na dzień dobry” nie będzie od nas wymagał szczególnego przygotowania fizycznego. Jednak faktem jest również to, że na tak długim dystansie tężyznę fizyczną nabywa się w trakcie wędrówki.

5. Przetrwanie na szlaku

Teraz trzeba zadbać o to, jak przetrwać podróż. Chodzi głównie o dostęp do jedzenia i wody pitnej. W przypadku PCT należało się przygotować na problemy z dostępem do wody pitnej na odcinku pustynnym w Południowej Kalifornii. Na szlaku Appalachów wody jest pod dostatkiem na prawie całej długości drogi. Trzeba mieć na względzie okresowy brak dostępu do sklepów z żywnością i tym samym przygotować się na dźwiganie w plecakach zapasów nawet na kilkanaście dni. Zawsze można łapać stopa na pobliskiej drodze i udać się do najbliższego miasteczka, aby uzupełnić prowiant lub na najbliższą pocztę, gdzie wcześniej wysłaliśmy sobie paczkę z jedzeniem. Te dwa rozwiązania są najczęściej stosowane na szlaku. Warto wiedzieć, że paczkę wysłaną na pocztę możemy bez otwierania odesłać do domu lub do kolejnego punktu na szlak bez wnoszenia dodatkowej opłaty. Koniecznie trzeba sprawdzić, przez jaki  okres czasu poszczególne poczty przetrzymują takie paczki, aby uniknąć rozczarowania spowodowanego odesłaniem paczki pod adres nadawcy, zanim się do niej dobierzemy.  

6. Mapy i nawigacja

Większość szlaków w USA ma swoje nazwy własne, a nawigacja odbywa się na podstawie oznaczeń zawierających herb szlaku. Ścieżka PCT jest bardzo dobrze widoczna przez całą trasę (wyłączając okoliczności obfitych opadów śniegu), więc trudno się zgubić. Amerykanie porzucili niemal w zupełności tradycyjne mapy papierowe, posługując się przeróżnymi urządzeniami nawigacyjnymi i aplikacjami na smartfony. Jest to całkiem praktyczne, biorąc pod uwagę pokonywane odległości. Po wydrukowaniu papierowych map na PCT, okazuje się, że zajmują one bardzo dużo miejsca i ważą prawie 2 kilogramy, czyli dużo za wiele. O sprzęcie, jaki należy zabrać na długodystansowy trekking wysokogórski można napisać oddzielny artykuł. Należy pamiętać o tym, że na nasze plecy nie zabierzemy więcej niż na kilkudniowy wypad w Beskidy czy Tatry. Solidne przygotowanie w naszych rodzimych górach w zupełności wystarczy na śmiałą i odważną wyprawę za Ocean.

Jeżeli nie mamy wystarczająco długiego urlopu albo uważamy, że pokonanie kilku tysięcy kilometrów znajduje się poza naszym zasięgiem, na terenie USA jest bardzo wiele krótszych szlaków. Jednym z nim jest malowniczy szlak o nazwie John Muir Trail znajdujący się w górach High Sierra o długości około 340 kilometrów. Pokonując szlak od doliny Yosemite po najwyższy kontynentalny szlak USA górę Mt. Whitney poznamy najpiękniejszy  odcinek gór High Sierra mając przedsmak tego, co może nas czekać na kolejnych szlakach długodystansowych na terenie USA.

Grzegorz Ozimiński

 


Wyprawa Grzegorza Ozimińskiego i Macieja Stromczyńskiego na Appalachian Trail objęta jest patronatem magazynu National Geographic Traveler. Relacje z jej przebiegu będzie można znaleźć na naszej stronie oraz na fanpage’u: https://www.facebook.com/TerraIncognitaProject/. Jeszcze kilka dni trwa zbiórka na portalu Polak Potrafi.