Nie można tego zrzucić na czynniki atmosferyczne, przypadek czy zabłąkaną iskrę - choć tak niedawno jeszcze przekonywał brazylijski minister środowiska. „Większość tych pożarów została rozpalona przez ludzi” - mówi otwarcie Christian Poirier z organizacji Amazon Watch.

Brazylijskie lasy deszczowe nie są suche jak australijski busz i nie wystarczy malutka iskra by je podpalić. W wilgotnym klimacie dżungli ktoś musi się o ogień postarać. Problem w tym, że nie brakuje osób, dla których ten ogień jest wstępem do zysku. Najwidoczniej dłuższa perspektywa uduszenia się smogiem własnej cywilizacji im nie przeszkadza, albo wierzą, że dolary lepiej napędzą ludzki organizm niż tlen. Poirier przekonuje, że pożary są w interesie właścicieli lokalnych rancz i rolników, którzy od lat używają ognia by powiększać swoje hektary użytkowe.

Zdjęcie satelitarne Brazylii z zaznaczonymi pożarami w ciągu ostatnich 7 dni. Źródło: NASA

Pożary w Brazylii w tym roku są o 84% większe pod względem powierzchni niż w ubiegłym roku – to dane z brazylijskiego Instytutu Badań Kosmicznych (INPE) podlegającemu tamtejszemu Ministerstwu Technologii, Innowacji, Komunikacji i Nauki. Ponad połowa ognia trawi zielone płuca Ziemi (produkują 20% tlenu całej planety), czyli amazońskie lasy deszczowe. CNN cytuje Alberto Setzera z INPE, który mówi, że 99% z tych pożarów jest dziełem ludzkich rąk.

 

Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro przyznał niedawno, że w budżecie nie ma już środków na walkę z ogniem w Amazonii.