Choć ponad 90 proc. jego powierzchni należy do Skarbu Państwa, projektowany Turnicki Park Narodowy na Pogórzu Przemyskim nie może się doczekać utworzenia – głównie za sprawą politycznych sprzeciwów.

I to mimo że pomysł jego powołania narodził się jeszcze przed II wojną światową, a w 1993 r. przybrał konkretny kształt. Na powierzchni 20 tys. ha miał chronić ostatki reliktowej Puszczy Karpackiej o cechach lasu naturalnego, a więc takiego, którego nie sadził człowiek.
 

– Dziś są tu tylko trzy rezerwaty o powierzchni niecałych 3 proc. projektowanego parku – mówi Radosław Michalski z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze. Od kilku lat inwentaryzuje ona występujące na tym terenie rzadkie gatunki.
 

– Skanujemy niemal całą powierzchnię ciekawszych wydzieleń ze starodrzewami. Jeśli znajdujemy chrząszcza zagłębka bruzdkowanego czy porost z gatunku granicznik płucnik, to wiemy, że to miejsce jest szczególne. To nie są gatunki mobilne, więc las, w którym występują, musiał istnieć niemal od zawsze, bez dłuższych przerw.
 

Choć w Puszczy Karpackiej żyją też m.in. orły przednie (jedna trzecia krajowej populacji tego gatunku), niedźwiedzie, wilki, rysie i żbiki, jej najcenniejszym skarbem jest wiekowy drzewostan. Wśród tutejszych buków, jodeł i jaworów rosną okazy kilkusetletnie. Niektóre z nich pamiętają jeszcze czasy sprzed rozbiorów Polski. Ekolodzy przewidują, że drzew spełniających wymagania pomników przyrody znajdą aż 5 tys. Tymczasem zarejestrowanych pomników na tym terenie jest dziś tylko 34.