W Polsce żyły kiedyś dwa gatunki susłów. Ponad 30 lat temu jeden z nich drastycznie zmniejszył swoją liczebność, drugi wyginął. Dopiero teraz, dzięki ludziom oddanym idei ochrony przyrody, oba gatunki tych gryzoni znów budzą się do życia na naszych łąkach.

Lipiec 2006 roku był wyjątkowo upalny. Nawet słoneczniki na polach Opolszczyzny odwróciły kwiaty od słonecznej tarczy i zwiesiły płatki. W południe temperatura przekraczała 35°C. A ja dałam się zamknąć w dużej klatce na środku olbrzymiej łąki w Kamieniu Śląskim. Był to jedyny sposób, żeby z odległości kilku kroków obejrzeć susły moręgowane, słynne śpiochy.
Przed dziewiątą rano przyprowadził mnie tu Borys Kala z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra” i uprzejmie wskazał stołeczek za parawanem wyplecionym z gałązek oraz uszczelnionym sianem. Po czym odszedł. Gryzonie niedawno wstały. Początkowo nie było ich widać, gdyż – przestraszone naszymi krokami – schowały się w podziemnych norach. Wystarczyło jednak, że posiedziałam kilka minut bez ruchu, a z otworów w łące zaczęły wysuwać się pyszczki. Jeden po  drugim. Nagle na przestrzeni 40 m2 pojawiło się ich kilkanaście. Większe i mniejsze, chudsze i grubsze. Stawały słupka, wygrzewały się w słońcu, ganiały z nory do nory, sięgały po  zioła i wpychały listki do pyszczków. Susły całe lato poświęcają na wielkie obżarstwo, gromadząc zapasy tłuszczu przed zimą. Na „pastwisko” wychodzą około 3–4 godziny po wschodzie słońca, a spać idą 2–3 godziny przed zachodem. Czasem, gdy jest wyjątkowo gorąco, chowają się pod ziemię także około południa. Kichnęłam. Rozległ się świst. Susły zniknęły pod ziemią. Po chwili znów wyszły.
Gdy Borys Kala wrócił, ruszyliśmy na obchód terenu. Gryzonie mieszkały nie tylko w klatce. Obszar ponad 20 hektarów łąk niedaleko sanktuarium św. Jacka był podziurawiony jak sito. Tam właśnie przyrodnik wraz z grupą pomagających mu wolontariuszy szukał śladów działalności susłów. Sprawdzał, które z nor zatkanych przez niego rano sianem zostały odczopowane. O obecności zwierząt świadczyły też świeże bobki. Po południu mieliśmy przyjść z lunetą i obserwować zwierzęta przy tak oznakowanych miejscach. Trudno uwierzyć, że jeszcze w czerwcu 2005 r. nie było tu żadnego susła moręgowanego. Podobnie jak w całej Polsce.
Przed 30 laty w naszym kraju żyły dwa gatunki słynnych śpiochów: suseł moręgowany i perełkowany. Można je odróżnić po kolorze, układzie i rozmiarach plamek na grzbiecie. U susłów perełkowanych jasne plamy znacznie intensywniej kontrastują z ciemnym futrem i są większe: u susła moręgowanego średnica plamek wynosi 2–3 mm, a u perełkowanego 3–5 mm. Oko perełkowanych kuzynów jest nie-co jaśniejsze – z tęczówką bardziej żółtawą niż piwną. Ogonki zaś mają krótsze, a brzuszek jaśniejszy. Ale sylwetka i sposób zachowania są w gruncie rzeczy bardzo podobne.
Susły perełkowane nadal można spotkać na południowym wschodzie Polski. W latach 50. XX w. były znane 143 kolonie, liczące w sumie około 70 tys. zwierząt. Dziś jest ich nie więcej niż 20 tys. Z tego zdecydowana większość mieszka w jednej, utworzonej przez człowieka kolonii koło lubelskiego Świdnika. Susły moręgowane z kolei żyły w południowo- -zachodniej części kraju w latach 70. ubiegłego wieku. Pod Strzelcami Opolskimi w ostatniej kolonii mieszkało ich kilka tysięcy. Niestety, na gryzonie nieszczęście człowiek zmienił sposób gospodarowania. Część łąk – które dzięki koszeniu i wypasaniu bydła zachowywały charakter stepowy – zaorano pod uprawy, reszta zarosła lasem. Susły moręgowane straciły siedlisko i zniknęły z Opolszczyzny.
– Na reintrodukcję (czyli przywrócenie) susła moręgowanego wybraliśmy okolice Kamienia Śląskiego, bo widzimy tu szansę na rozrośnięcie się kolonii – wyjaśnia Borys Kala. – Poza łąkami jest tu także lotnisko z dużymi obszarami trawiastymi, które są koszone. A susły czują się dobrze tylko w krótkiej trawie, która nie zasłania im widoku na sąsiadów i drapieżniki. Dzięki temu z daleka widzą: lisy, koty, tchórze, łasice oraz ptaki drapieżne.



Pierwsze susły zostały tu wypuszczone w lipcu 2005. Najpierw jednak przeszły aklimatyzację do polskich warunków w poznańskim zoo.
– Przywieźliśmy do kraju ponad 140 tych gryzoni – wspomina Kala. – 134 pochodziły z dzikich kolonii na Węgrzech, reszta z ogrodu zoologicznego w Bernie. Przespały u nas zimę zamknięte w wolierach, wiosnę poświęciły na rozmnażanie, przez lato tuczyły się przed  snem zimowym. A kiedy wstały następnej wiosny i odchowały kolejne potomstwo, 79 z nich przewieźliśmy do klatek aklimatyzacyjnych. W 2006 r. wypuściliśmy tu następnych 100. Czasem zamykamy w nich także gości – dodaje ze śmiechem.
Klatki o rozmiarach 7,5 x 5 m miały zapobiegać raptownemu rozproszeniu się przybyszów i chronić przed atakami drapieżników. Wkrótce kuzyni wiewiórek przyzwyczaili się do nowego miejsca. Zwierzęta, początkowo dokarmiane przez ludzi, w spokoju drążyły nory, aż... przekopały się na drugą stronę ogrodzenia. Od tej chwili można mówić o dzikiej kolonii susłów moręgowanych w Polsce. Stopniowo zaczęły zajmować coraz większy obszar. Latem 2006 r. mieszkały już w odległości kilkuset metrów od miejsc wypuszczenia!
Po południu na susłowej łące tu i ówdzie rozlegały się wysokie świsty. Wystarczyło obracać lunetą wkoło. Wszędzie widać było stojące słupka sylwetki o wielkich oczach i małych uszkach, z przednimi łapkami opuszczonymi wzdłuż ciała, albo cienie przemykające wśród traw.
– Promieniście od nory odchodzą wydeptane ścieżki – Kala wskazał na wyraźnie oczyszczone pasy szerokości trzech palców ciągnące się przez kilka metrów. – Po tych autostradach susły poruszają się najchętniej. W razie niebezpieczeństwa wpadają na drogę szybkiego ruchu i, nie potykając się o łodygi roślin, mkną wprost do podziemnego tunelu.
Hop! Jeden z susłów zaprezentował sztuczkę, gdy zbliżyliśmy się do niego. Cofnęliśmy się więc do lunety. Pod koniec lipca zwierzęta mościły już sobie sypialnie. Niektóre biegały z pękami traw w pyszczkach.
– Ta reintrodukcja to na razie ogromny sukces – Kala podsumowuje wysiłki ostatnich lat. – Szacujemy, że kolonia w Kamieniu liczy już ponad 200 członków. Zamierzamy ponownie wprowadzić susły także na innych obszarach, gdzie kiedyś występowały. Przynajmniej w kilkunastu miejscach.
„Salamandra” przywraca Polsce susły, które mają u nas północną granicę swojego zasięgu, dzięki wsparciu fundacji EkoFundusz i GEF. Suseł moręgowany jest gatunkiem zagrożonym wyginięciem na całym obszarze występowania, zwłaszcza jednak w Europie Środkowej, gdzie można go jeszcze spotkać na Słowacji, w Czechach, Austrii, a nieco liczniej na Węgrzech. Słowacy także robili próby reintrodukcji susłów, ale nie korzystali z klatek aklimatyzacyjnych. Po prostu w nowym, sprzyjającym miejscu wypuszczali kilkadziesiąt zwierząt do wywierconych w ziemi otworów. – Nie było mowy o tworzeniu kolonii – tłumaczy Kala. – Zwierzęta rozpierzchały się w okamgnieniu.
Przy tej metodzie ich los jest bardziej niepewny niż przy zastosowaniu klatek. Od razu, w obcym terenie, muszą w rozproszeniu stawić czoło drapieżnikom. Czyhają na nie lisy przeszukujące pola, koty i myszołowy. Jeśli jednak odpowiedniej grupie uda się przetrwać, wykopią system nor i stworzą kolonię, w której nawzajem ostrzegają się o zagrożeniu. Takie doświadczenie miały susły perełkowane z największej kolonii w Polsce. W Świdniku, na terenie lotniska, żyje ich kilkanaście tysięcy. Wygląda na to, że ich przodkowie przyjechali w teczce. Sprawa jest tajemnicza. Wiadomo, że ktoś susły przywiózł w to miejsce, ale trudno ustalić, kto. Nic dziwnego jednak, że się ukrywa. Taka samowolna introdukcja jest wbrew prawu.

Niestety, perełkowanym gryzoniom grozi los podobny do tego, jaki spotkał kuzynów z Opolszczyzny. Ich liczebność gwałtowanie maleje. – Obecnie, poza dużą kolonią w Świdniku, znamy jeszcze tylko trzy inne liczące kilkaset zwierząt i kilka następnych, na pastwiskach i miedzach, gdzie mieszka po kilkanaście susłów – szacuje dr Michał Piskorski z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, który bada te gryzonie od dziewięciu lat.
Wszystkie żyją na Zamojszczyźnie, gdzie przebiega zachodnia granica zasięgu występowania tego gatunku. Poza naszym krajem można je spotkać na Ukrainie, w Mołdawii i w Rosji aż po Wołgę. Najlepiej czują się na rozgrzanym stepie. Podobnie jak moręgowany kuzyn. Bo oba susły są ważnymi dla bioróżnorodności polskiej przyrody pamiątkami po  dawniejszym, cieplejszym klimacie, jaki panował w środkowej Europie. Reliktami, które śpią, gdy tylko zrobi się im trochę chłodniej. I to przez ponad pół roku! Kiedy jednak słońce zaczyna mocnej rozgrzewać ziemię, pojawiają się pierwsze wielkookie pyszczki. Najpierw budzą się samce, potem młodzież i samice.
– Wiosną samce susłów aktywnie szukają samic – opowiada dr Piskorski. – Ale one też odwiedzają partnerów. Najczęściej są ze sobą kilka godzin, ale widziałem pary spędzające razem nawet trzy dni.
Samiec pilnuje partnerki, podczas gdy ona spokojnie żeruje. Na widok rywala zrywa się jednak, by go przepędzić. Najczęściej intruz ucieka. Zdarza się, że dochodzi do pojedynków. Wówczas samce stają do sobie bokiem, z grzbietami i ogonami napiętymi jak struna, strosząc futro. Jeśli to nie przekona żadnego z rywali do poddania się, dochodzi do walki. Przeciwnicy gryzą się chwilę, po czym zastygają. To moment, w którym słabszy może uciec. I najczęściej tak właśnie kończy się pojedynek.
Większość samic jest gotowa do zalotów równocześnie. Samce obwąchują więc wejścia do podziemnych korytarzy, pagórki i trawy, czekając na zapachowy sygnał tej gotowości. Nie wszyscy zalotnicy cieszą się takim samym powodzeniem. Wiemy to ze szczegółowych badań susłów moręgowanych prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Wiedeńskiego. W okolicach Wiednia 43 proc. samców z kolonii zapładnia 80 proc. samic. Zbliżenie ma miejsce pod ziemią. Tam, w systemie skośnych korytarzy osiągających 8 m długości i ponad 2 m głębokości, susły czują się najbezpieczniej. Także pod ziemią, w komorze wymoszczonej sianem, przychodzą na świat młode – od dwój-ki do dziesięciorga. Początkowo są ślepe i nagie, ale już w czerwcu po raz pierwszy wystawiają się na promienie słońca. Ponad połowa z nich wkrótce padnie ofiarą ptaków lub kotów.
Tylko te zamknięte w klatkach w Kamieniu Śląskim mają taryfę ulgową. I dobrze. Dzięki niej szansa na przywrócenie w Polsce zaginionych susłów jest większa.
Susły w liczbach
  • Ciężar ciała gryzonia nie przekracza 500 g, a jego długość 30 cm.
  • Kolonia susłów może liczyć nawet kilkadziesiąt tysięcy osobników.
  • Dojrzałość płciową samce osiągają po 2 latach, samice po roku.Ciąża trwa ok. 1 miesiąca (samice są monogamiczne, w przeciwieństwie do samców).
  • Młode kopią nory lub zajmują już wykopane w odległości około 500 m od nory macierzystej.
  • Susły przesypiają w roku od 5 do 8 miesięcy (co 3–20 dni wybudzają się na krótki czas i wówczas zużywają większość zmagazynowanego w ich ciałach tłuszczu).
  • Susły żyją 4–5 lat.