Coraz więcej wiemy o niewiarygodnych podróżach podejmowanych przez wędrowne ptaki – i o tym, jak ludzie je utrudniają.

tekst Yudhijit Bhattacharjee
zdjęcia Stephen Wilkes

Kiedy słońce zachodziło nad zatoką Firth of Thames w Nowej Zelandii, dziesiątki szlamników zwyczajnych łaziło leniwie po brzegu, a wiatr stroszył ich pióra.

Nadchodził przypływ. Morze zalewało równiny błotne, na których ptaki żerowały, wtykając swe długie dzioby w miękkie podłoże w poszukiwaniu robaków i krabów. Gdy woda się podniosła, szlamniki przerwały posiłek i ruszyły na brzeg, nieelegancko niosąc swoje pulchne, kuliste ciała na szczudłowatych nogach. Te ptaki, trochę nieatrakcyjne i niezgrabne, o burym upierzeniu, wydają się całkiem zwyczajne. Kiedy niebo przybrało kolor pomarańczowy, rozlokowały się na noc. Ponieważ odpoczywają całymi godzinami, można pomyśleć, że prowadzą osiadły tryb życia.

Nic bardziej mylnego. Sześć miesięcy wcześniej szlamniki odbyły imponującą podróż, przylatując tu aż z Alaski. Co zdumiewające, nie zatrzymywały się po drodze. Osiem lub dziewięć dni z rzędu leciały, machając skrzydłami przez całą drogę – jakieś 11,5 tys. km, ponad jedną czwartą obwodu kuli ziemskiej.

Po przylocie szlamniki były wychudzone. Teraz nabrały ciała, przygotowując się do podróży powrotnej na Alaskę, gdzie rozmnażają się latem. Czekał je mierzący ok. 10 tys. km przelot nad Morze Żółte. Tam miały spędzić mniej więcej sześć tygodni na wybrzeżach należących do Chin, Korei Północnej i Korei Południowej, żerując i odpoczywając przed pokonaniem następnych 6,5 tys. km.

Flamingi małe jezioro Bogoria, Kenia Flamingi małe z Wielkich Rowów Afrykańskich rozkwitają w ekstremalnym środowisku słonych jezior górskich, żywiąc się glonami, które są toksyczne dla wielu innych stworzeń. To nie są ptaki wędrowne, tylko koczownicze – przelatują z jednego jeziora na drugie, zależnie od obfitości pokarmu. W ciągu 36 godzin Wilkes zrobił 1742 zdjęcia z 10-metrowego zamaskowanego rusztowania, uwieczniając flamingi i podkradające się do nich marabuty. Do tego obrazu wybrał około 30 zdjęć.

 

Szlamniki zwyczajne odbywają tę podróż od tysięcy lat, ale wyraźny obraz ich przelotów zyskaliśmy dopiero w ostatnich dekadach. Choć ptasie migracje zadziwiają ludzi od wieków, nowe odkrycia powiększają nasz podziw dla tych wyczynów. Jednocześnie naukowcy pojmują, jak działalność człowieka i zmiany klimatyczne zakłócają te prastare wędrówki, a może nawet im zagrażają.

Znikanie szlamników z Nowej Zelandii na czas rozmnażania sprawiło, że Maorysi – którzy nazywają je kuaka – uznali je za tajemnicze ptaki. Maoryskie powiedzonko na temat rzeczy nieosiągalnych – „Kto kiedykolwiek trzymał jajo kuaki?” – odzwierciedla to odczucie. W latach 70. XX w. obserwatorzy ptaków i biolodzy podejrzewali, że szlamniki z Nowej Zelandii to te same ptaki, które gniazdują na Alasce, ale dopiero w 2007 r. naukowcy zdołali ustalić szlaki ich migracji.