Po mistrzowsku nurkują, ale niezdarnie lądują na ziemi. Czule opiekują się młodymi, ale wrogo odnoszą do sąsiadów – głuptaki białe pełne są sprzeczności. Te stworzenia od dawna związane z kulturami morskimi mnożą się dziś w zatłoczonych koloniach wokół północnego Atlantyku.

Kilkanaście metrów ponad Morzem Północnym miotanym przez sztorm zbiera się chmura ptaków. Potem następuje jej błyskawiczne oberwanie. Kilkadziesiąt białych trójzębów wbija się w fale z hukiem i pluskiem. Chwilę później ptaki wypływają na powierzchnię, każdy z rybą w gardle. Potrząsają głowami, wzbijają się z wody na dwumetrowych skrzydłach i z wdziękiem łabędzi szybują ku swoim gniazdom na ścianie klifu. Tam niezgrabnie lądują, kłócąc się głośno.

Dwa lądujące osobniki budzą gniew swych sąsiadów w rozgorączkowanej kolonii. Jednak za tym terytorialnym zgiełkiem kryje się hierarchiczny porządek. Gniazda są rozmieszczone w sprytny sposób – po dwa na metr kwadratowy. Akurat tyle, by sąsiedzi nie mogli dosięgnąć się dziobami. fot. Andrew Parkinson To głuptaki białe, morscy wędrowcy odbywający dalekie podróże, sezonowo łączący się w gwarne kolonie. Patrząc na głuptaka (Morus bassanus), widzimy mewę skrzyżowaną z albatrosem. Jest równie elegancki w locie, jak nieporadny na ziemi, wydaje się na przemian arogancki i pełen wdzięku, potrafi okazywać instynkt terytorialny i czułość, bywa dramatyczny i komiczny. Szkocki przyrodnik Kenny Taylor nazwał go ptakiem pełnym kontrastów.

Do roku 1913, po stuleciach polowań, liczba tych ptaków, dawniej nie wiadomo jak wielka, spadła do jakichś 100 tys. osobników, a ich kolonii było niespełna 20. Sto lat później dzięki programom ochrony głuptaki mogą być przykładem wielkiego sukcesu przyrodników. Dziś w około 40 miejscach wokół północnego Atlantyku gniazduje mniej więcej 400 tys. par, do czego dochodzą dziesiątki tysięcy osobników młodocianych i ptaków nieposiadających partnerów.

Jedna wielka kolonia znajduje się w Hermaness, rezerwacie na czubku Szetlandów. To najdalej na północ wysunięty punkt Wielkiej Brytanii, koniec świata. Kilometry mokrych wrzosowisk wpadają tam 150-metrowymi klifami w otchłań morza i nieba, gdzie huczą fale i wyje wiatr.

Dwuoczne widzenie pozwala głuptakom wykrywać pływające głęboko ławice ryb. Kiedy nurkujące ptaki wbijają się w powierzchnię wody z prędkością dochodzącą do 110 km/h, worki powietrzne chronią ich głowy i piersi. Szczelnie zamykane nozdrza pozwalają im nurkować na głębokość 15 m.fot. Andrew Parkinson Głuptaki zaczęły tu gniazdować w roku 1917. Latem gubione przez nie pióra wypełniają powietrze niczym bajkowy pył. Sama kolonia to jeden wielki wrzask, łopot skrzydeł i szturchanie dziobami. Najbardziej pożądane miejsca na gniazda znajdują się pośrodku. Są cenne niczym objęte kontrolą czynszów apartamenty na Manhattanie. Gdy już zostaną zajęte, ptaki bronią ich z narażeniem życia. Single czają się na obrzeżach, szukając partnerów.

Aby zdobyć jakieś miejsce, dwa samce w zwarciu walczą ze sobą nawet przez godzinę, dziobiąc się po głowach. Kiedy starcie dobiega końca, jeden osobnik odchodzi, a drugi ma dom. – Gdy ptak zajmie już jakieś miejsce, jest mu wierny – mówi szkocki ornitolog Stuart Murray. – Przywabia partnerkę, ta składa jajo, a wtedy on zapewne myśli: „Bingo! Udało mi się!”.

Każdy sezon oznacza jedno jajo, gładkie i białe jak u gęsi. Rodzice wysiadują je na zmianę, a po sześciu tygodniach karmią to, co się wykluje – wysuszoną istotkę, nagą i czarną jak heban. W ciągu trzech miesięcy pisklę zacznie przypominać biały puszek do pudru, a potem zamieni się w ciemnopopielatego młodocianego ptaka. Dzięki dwóm posiłkom dziennie rośnie szybko, a rytmiczne machanie skrzydłami rozwija jego mięśnie. Kiedy jest już gotowy do opuszczenia gniazda, rzuca się z pluskiem do morza.

– Najpierw kołysze się po prostu na falach. Jest oszołomiony – mówi Murray. – Ale głód popycha go do pływania i nurkowania. Potem, oglądając inne głuptaki, nauczy się, co trzeba robić. Dorastanie będzie niebezpieczne. Niespełna połowa ptaków doczeka trzecich urodzin.  Jeżeli głuptaki coś wyróżnia, to jest to widowiskowy sposób żerowania – lot nurkowy zwany pikowaniem. Aby wydobyć z lodowatych głębin energię potrzebną do życia, spadają bowiem głową w dół niczym piorun. Prawdę mówiąc, relacje człowieka z tym gatunkiem liczą wiele stuleci. Hrothgar, feudał ze staroangielskiego poematu Beowulf, nazywał ocean „kąpielą głuptaków”. John Daniels, który fotografował pierwszy lot braci Wright, stwierdził, że Orville i Wilbur obserwowali głuptaki i naśladowali ruchy ich skrzydeł swoimi ramionami i rękoma. A stopiony tłuszcz głuptaków wykorzystywano kiedyś do rozmaitych celów, od wytwarzania balsamu na podagrę po produkcję smaru do kół.

Dziś wydaje się, że wobec niewielu naturalnych wrogów i stosunkowo obfitych zasobów pożywienia głuptak biały musi się rozwijać. Mimo to wciąż, jak mówi Murray, „bycie głuptakiem to stresująca sprawa”.