Włoski region Emilia-Romania. Zabytków jest w nim tak dużo, że te sprzed zaledwie 300 lat przestają na kimkolwiek robić wrażenie. Nie wytrzymują konkurencji z imponującymi dziełami mającymi lat tysiąc albo nawet dwa

Znak rozpoznawczy Wystarczy krótki spacer, by odczuć niepowtarzalną atmosferę Bolonii, stolicy regionu Emilia-Romania. To dzięki przestronnym arkadom, które osłaniają kryte mozaiką chodniki w niemal całej zabytkowej części miasta. 37 km arkad latem chroni przechodniów przed palącym słońcem, a zimą przed deszczem i śniegiem. Nienachalnie przypominają też o tradycji. Powstały w XI–XVI w. nie tylko jako schronienie dla handlarzy, którzy tłumnie ściągali do świetnie prosperującego miasta, ale i dla rzesz żaków. To w Bolonii bowiem założono w 1088 r. pierwszy w zachodnim świecie uniwersytet, Alma Mater Studiorum. Studenci organizowali w nim zajęcia, opłacali profesorów i dbali o wysoki poziom nauczania, z którego uczelnia słynęła; studiował tu m.in. Mikołaj Kopernik. W bolońskich piwnicach do dziś zalegają XV-wieczne księgi. Jeszcze niedawno bardziej zniszczone inkunabuły ich właściciele potrafili wyrzucić na śmietnik. – Na szczęście teraz świadomość, ile mogą być warte, rośnie – mówi antykwariusz Giuseppe Solmi.

Wracają czasy, gdy książka świadczyła o statusie materialnym posiadacza. 600 lat temu pięknie dekorowana księga mogła kosztować tyle co dom, dzisiaj płaci się za nią tyle co za ferrari. A jeśli już o pieniądzach mowa – nie ulega wątpliwości, że w Bolonii teren jest cenniejszy niż powietrze. W założonej przez przybyłych z Azji Mniejszej Etrusków 2,5 tys. lat temu osadzie budynki, domki i budki ciasno wypełniają każdą wolną przestrzeń. Stawiano je nawet w podwórzach studniach, na ruinach poprzednich domów. Nie ma miejsca ani dla zieleni, ani nawet dla rzeki. Kanały, które przecinały miasto, zostały zakryte w latach 50. XX w. Postawiono na nich m.in. parkingi. – Chociaż tego nie widać, w mieście jest naprawdę dużo wody płynącej kanałami i strumieniami – wyjaśnia Barbara Stołecka, przewodnik po regionie Emilia Romania.

Niespodzianki kurortu Nawet w słynącym z pięknych adriatyckich plaż Rimini domy od zawsze stawiało się na zburzonych fundamentach. Niedawno przypadkiem odkryto tu wspaniale zachowane pozostałości domu, który 1,8 tys. lat temu należał do zamożnego chirurga. Ozdobne mozaiki niczym dywany, prawdziwy system ogrzewania podłogowego, wygodna łazienka, kuchnia, obszerny metraż... Nic tylko przenosić się w czasie, by tam zamieszkać. Zapał ten studzi jeden rzut oka na znalezione w domu ówczesne narzędzia chirurgiczne: igły grubości wykałaczki, solidnetajemnice na wzgórzach W okolicach Rimini rozciągają się wzgórza pokryte uprawami zbóż, oliwek i winorośli. Z położonego na najwyższym z nich zamku Verucchio rozciąga się widok i na wybrzeże Adriatyku, i na Apeniny. Potomkowie Etrusków pozostawili tutaj mającą nawet 2,9 tys. lat ceramikę, złotą biżuterię i broń będące prawdziwymi dziełami sztuki. Niezwykłe wrażenie robi też unikatowy tron bogato zdobiony inkrustacjami z drewna. Emilia-Romania potrafi też zaskakiwać. Dla niezorientowanych leżące w prowincji Rimini Santarcangelo di Romania będzie tylko kolejnym malowniczym miasteczkiem. Tymczasem pod jego powierzchnią kryją się labirynty korytarzy ciągnące się na aż 8 km. Główna podziemna sala znajduje się 42 m pod wierzchołkiem wzgórza, na zboczach którego leży miasteczko. Jaką kryją tajemnicę? Naukowcy snują domysły. Być może ponad 2 tys. lat były miejscem kultu boga Mitry. Inni przypuszczają, że w grocie czczono św. Michała Archanioła, patrona miasta. Na pewno wiadomo, że grotom zagraża woda wypłukująca skałę. Kolejna niespodzianka czeka w niewielkim pawilonie w jednej z wąskich uliczek na wzgórzu. Gorgio Gallavoti, starszy pan, pasjonat, prowadzi w nim muzeum guzików. Zgromadził już 1,3 tys. pogrupowanych tematycznie okazów: guziki ze znanymi postaciami, pamiątkowe, z wizerunkiem znanych miast itp.

Korzyści z zapomnienia Mające ponad 1,5 tys. lat mozaiki Rawenny możemy oglądać prawdopodobnie tylko dlatego, że uchroniły je polityka i przyroda. Miasto portowe nagle stało się prowincjonalne, gdy Adriatyk cofnął się kilka kilometrów, pozostawiając bez dostępu do towarów transportowanych statkami. W efekcie żadna władza nie pragnęła się tu osiedlać i nie czuła potrzeby przerabiania istniejących zabytków na własną modłę, jak to było powszechnie w zwyczaju. Dzięki temu teraz możemy oglądać wspaniałe kamyczkowe obrazy. Na listę UNESCO wpisano aż osiem budynków sakralnych zdobionych drobnymi kamyczkami, m.in. mauzoleum Galii Placydii, bazylikę Sant'Apollinare Nuovo i bazylikę św. Witalisa. Były to czasy schyłku antycznej rzymskiej cywilizacji, nadzorujący pracę znawcy Pisma Świętego wprowadzali nowe formy przedstawień, symboliki kultu chrześcijańskiego. Zbiór raweńskich mozaik jest pierwszą spójną ikonografią chrześcijaństwa.

Zanim podupadła, Rawenna była od 402 r. stolicą Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego oraz najważniejszym miastem królestwa Teodoryka Wielkiego – Ostrogoty, który zdobył ją w 493 r. i zapewnił szybki rozwój. Potem stała się miastem porozumienia między Wschodem i Zachodem, siedzibą egzarchatu czasów Justyniana I Wielkiego. Z tradycji tych mieszkańcy Rawenny czerpią do dziś. Kursy mozaikarstwa biją rekordy popularności wśród turystów (w wersji dwutygodniowej) i miejscowych. W pracowni Luca Barbeniego dziewięć osób ślęczy nad kolorowymi tesserami, kreując abstrakcyjne obrazy i odtwarzając wizerunki Matki Boskiej na zamówienie niewielkiego kościoła pod Rawenną. Jak twierdzi artysta Barbeni, zleceń mają w bród. Nowoczesna mozaika 20 x 20 cm przedstawiająca kolorowy tłum kosztuje nawet 400 euro.