Polski nurek opisuje niebezpieczeństwa i uroki ekstremalnego nurkowania jaskiniowego.

Być może lada dzień grupa odkrywców ogłosi odkrycie najgłębszej podwodnej jaskini na świecie. Od lipca zespół nurków z Polski sonduje kształt Hranickiej Propasti położonej we wschodnich Czechach – obecnie uznawanej za drugą najgłębszą zalaną jaskinią na świecie. Grupą kieruje 47-letni Krzysztof Starnawski, rekordzista w najgłębszym nurkowaniu w aparacie o zamkniętym obiegu – w 2011 roku zanurkował w Egipcie na 283 metry.

(Czytaj też: Starnawski wciąż szuka rekordu)

Starnawski eksploruje Hranicką Propast od 1999 roku. W ubiegłym roku, po osiągnięciu 200 metrów głębokości, gdy wydawało mu się, że trafił na dno jaskini, udało mu się przepchnąć przez niewielki zacisk, za którym odkrył kolejny szyb studni. Spuścił do niego sondę, która osiągnęła 384 metry – to tylko osiem metrów mniej, niż dno uznawanej obecnie za najgłębszą jaskinię na świecie – Pozzo del Merro we Włoszech.

Na początku lipca Starnawski zanurkował z dłuższą liną z nadzieją na nowy, jeszcze głębszy pomiar, ale od jego ostatniego nurkowania w lutym zacisk zawalił się. Otworzył się za to szerszy korytarz. Według odczytów, jego dno znajdowało się na 370 metrach. To płycej, niż podczas poprzednich nurkowań, prawdopodobnie dlatego, że sonda osiadła na zboczu utworzonym przez lawinę.

(Czytaj też: Czeska studnia bez dna)

Badania na chwilę przerwano, gdy członek zespołu zginął w wypadku podczas nurkowania w Bałtyku, jednak Starnawski nie poddał się i wkrótce wrócił do jaskini. 21 sierpnia zszedł na głębokość 265 metrów, aby szukać nowych fragmentów studni. Ma też nadzieję, że w najbliższych dniach w końcu udowodni to, co od dawna podejrzewa – że Hranicka Propast to najgłębszy podwodny system jaskiń na naszej planecie.

(Zobacz wywiad wideo z Marcinem Jamkowskim, członkiem ekspedycji Starnawskiego)

Wasza wyprawa została odłożona w czasie, gdy podczas zwiedzania wraku na Bałtyku zaginął nurek z zespołu – Maciej Wielowski. Co się stało?

Krzysztof Starnawski: Maciej był przyjacielem, studentem praz jednym z nurków w projekcie Hranicka Propast. Poszukiwania i akcja ratunkowa nic nie dały, jego ciała nie znaleziono. Jego rodzina poprosiła mnie, bym go poszukał. Szukaliśmy więc przez trzy dni, bezskutecznie. Pewnie jest gdzieś głęboko wewnątrz wraku. Po moich poszukiwaniach próbę podjęła marynarka, ale nadal nic nie znaleziono. Na Bałtyku panują trudne warunki. Ale nadal będę go szukał, gdy tylko pogoda na to pozwoli.

Co takiego jest w Hranickiej Propasti, że Twoim zdaniem jest najgłębszą zalaną jaskinią na świecie?

To bardzo wyjątkowa jaskinia, jest jak wulkan utworzony przez gorącą wodę bulgoczącą od dołu do góry, a nie drążoną przez deszcz, jak większość jaskiń. Na świecie są prawdopodobnie tylko trzy takie jaskinie. W tej studni nie ma nic typowego – każde nurkowanie daje nam nowe odkrycia.

Jak bije się taki rekord?

Zastąpimy oryginalną linę specjalnym czujnikiem elektronicznym, który składa się dwustumetrowego kabla z czujnikiem ciśnienia na jego końcu. Przed nurkowaniem sonda była sprawdzana i weryfikowana przez Polski Instytut Miar.

Twój rekord świata w nurkowaniu wynosi 283 metry. Co powstrzymuje Cię przed zejściem na 300-360 metrów?

Chodzi o dwutlenek węgla. Nikt nie wie, gdzie leży ta granica, bo mało ludzi nurkuje tak głęboko. Dave Shaw pobił poprzedni rekord w 2005 roku. Dwa dni później powtórzył nurkowanie i umarł. Nagranie z kamery, którą miał przy sobie pokazuje, że nagle jego ręce zaczęły się trząść w sposób niekontrolowany. Zbyt duża ilość dwutlenku węgla spowodowała, że stracił kontrolę.

Czym jest zespół neurologiczny wysokich ciśnień (HPNS)?

To inny problem, który pojawia się po osiągnięciu około 150 metrów pod powierzchnią. Ciśnienie uciska aksony w mózgu (włókna nerwowe, które przewodzą impulsy). Zaczyna się od drgawek, może prowadzić do widzenia tunelowego i całkowitej utraty koordynacji. Im głębiej schodzisz, tym jest gorzej. Jeśli przekroczysz granicę, giniesz.

Tak głębokie nurkowanie oznacza ogromne ciśnienie. W jaki sposób przeprowadzasz dekompresję?

Na każde trzy czy cztery minuty na dole potrzebuję od sześciu do siedmiu godzin dekompresji. Gdybym spróbował bezpośrednio wypłynąć na powierzchnię, moja krew zagotowałaby się, a ja umarłbym po pięciu minutach. Pierwszy przystanek dekompresyjny mam na około 130 metrach, gdzie czeka na mnie nurek wsparcia z dodatkowym powietrzem na wypadek jakichś problemów. Na 10 metrach wchodzę do habitatu – podwodnego namiotu do długotrwałego przebywania pod wodą. Jest jak szklanka odwrócona do góry dnem. Tam odbywa się większość dekompresji, co trwa kilka godzin. Nuda, ale mam tam jedzenie, picie, czasopisma. Niestety, jako że woda w jaskini jest nasycona dwutlenkiem węgla, powietrze w habitacie jest trujące – wciąż muszę korzystać z aparatu.

Jeśli to takie niebezpieczne, dlaczego to robisz?

Badam to, co nieznane, wchodząc na terytorium, którego granice są tajemnicą. Wszystko muszę organizować samemu, włącznie z projektowaniem i konstruowaniem sprzętu. To wszystko jest dla mnie bardzo ciekawe i ekscytujące.

Co dalej?

Ta jaskinia to ogromny kawał mojego życia, bo badam ją od 15 lat i wciąż nie widzę jej dna. Chcę udowodnić, że jest najgłębsza na świecie. Jeśli mi się uda, przez kilka chwil poczuję się spełniony. Potem będę musiał poszukać nowego wyzwania.

Mark Synnott / National Geographic News