Blogerzy z Places2visit.pl opowiadają o swojej wizycie w Muzeum Ognia w Żorach. To miejsce rozgrzewa nie tylko samą wystawą - od początku budzi naprawdę gorącą dyskusję. W 2015 roku Muzeum było nominowane w konkursie 7 Cudów Polski National Geographic. Przeczytajcie recenzję blogerów, którzy pojechali na miejsce z dziećmi.

Miedziany blaszak, dziura na kasę bez dna. Płomień. Jaki płomień? Chyba kupa żelastwa, kto to utrzyma? W końcu po 5 latach i prawie 8 mln zł później zakończono budowę Pawilonu Ognia, który jeszcze trakcie prac budowlanych przemieniał się w Muzeum Ognia.
 

Początek
 

Wyrastało to przy głównej drodze przebiegającej przez Żory i straszyło przez kilka dobrych lat. Wzbudzało irytację mieszkańców, znudzonych już rozwlekłością w czasie budowy i kontrowersjami plątającymi się przy powstawaniu nowego symbolu miasta. Wszyscy zastanawiali się co z tego będzie i kiedy skończą się pieniądze w kasie miasta jak i spółki  powiązanej z nim, na ukończenie dokładnie nie wiadomo czego. Pierwotnie budynek miał kosztować ok 1 mln zł i jako Pawilon Ognia miał być wizytówką oraz promować Żory wśród turystów i inwestorów. Ostatecznie po licznych zmianach koncepcji, przestojach, szukaniu innych możliwości finansowania  kto wie czego tam jeszcze, dzięki 5 mln dotacji z Unii projekt udało się ukończyć. Uroczyste otwarcie miało miejsce na początku grudnia 2014 roku. Od tego czasu muzeum odwiedzają mniejsze i większe grupki ludzi.
 

Wnętrze
 

Na początek dostajemy zaproszenie na krótki seans filmowy, podczas którego zostajemy wprowadzeni w tematykę ognia i rzeczy oraz miejsc z nim związanych. Oglądamy przy tym migawki z miasta Żory oraz jego okolic.
 

Następnie przechodzimy na dolny poziom budynku i zwiedzamy już sami. Stworzono tam pięć stref tematycznych przez które prowadzi ścieżka edukacyjna. I tak począwszy od ognia w czasach prehistorycznych, przez antyk i wieki średnie podążamy do ściany ognia. Dalej zapoznajemy się z motywem ognia w kulturach całego świata, a na końcu udajemy się do sali eksperymentalnej, gdzie znajdują się urządzenia tłumaczące zjawiska, które towarzyszą żywiołowi ognia.
 

Fot. Places2visit.pl
 

Ale tak na prawdę to co to oznacza? Oznacza to tyle, że w Muzeum Ognia dzięki całkiem ciekawym multimedialnym ekspozycjom możemy m.in spróbować zapalić ogień olimpijski, rozpalić ogień bez użycia zapałek albo pobawić się w strażaka i samemu ugasić pożar.
 

Dla dzieci, które mogą wszystkiego dotknąć, poruszać, sprawdzić i przy okazji widzą tego efekt czy zmianę, jest to olbrzymia frajda. Dla nieco starszych też przygotowano coś ciekawego. A mianowicie na tylnej stronie biletów wstępu jest test wiedzy czyli 10 pytań na które odpowiedzi znajdziemy właśnie w całym Muzeum Ognia. Pytania są różne, czasem proste, czasem trudniejsze, ale za to przy wyjściu z muzeum postawiono specjalną maszynę, która w kilka sekund sprawdzi i poda wynik naszego testu.
 

Fot. Places2visit.pl
 

Gdzieś tak w połowie oglądania docieramy reklamowanej jako jedna w większych atrakcji tego obiektu czyli do „ściany ognia”. Owszem, dzieci mają świetną zabawę, a dorośli? Hmm, jakoś inaczej wyobrażałam sobie ścianę ognia, ale cóż, najwyraźniej trzeba otwierać granice własnej wyobraźni.
 

Fot. Places2visit.pl

Najmniej ciekawy dla dzieci wydaje się być obszar duchowości, gdzie można zapoznać się z motywem ognia w kulturach całego świata. W zamyśle jest to miejsce odpoczynku i refleksji. Ale dzieci (a przynajmniej nasze) nie znają tych pojęć. W zasadzie nie ma im się co dziwić, znacie dziecko, które siądzie i odpocznie jeśli kawałek dalej znowu można coś dotknąć albo czymś poruszać? Przecież tam coś jest ciekawego i natychmiast to trzeba zobaczyć. A dorosły? Prawdopodobnie zaduma się na chwilę,a potem pójdzie sprawdzić przy którym kolejnym urządzeniu buszuje jego pociecha.
 

Ostatnia dział tematyczny Muzeum Ognia nosi tytuł „Mędrca szkiełko i oko”. To tam poznajemy urządzenia, która pokażą nam zjawiska jakie towarzyszą temu żywiołowi ognia. Można tam wszystkiego dotknąć oraz sprawdzić co się stanie po naciśnięciu odpowiednich przycisków.
 

Fot. Places2visit.pl
 

I jest jeszcze jedna rzecz, z która można się zapoznać w Muzeum Ognia – jest to krótka historia miasta Żory. Z informacji tych dowiadujemy się, że nazwa miasta pochodzi od żaru, ale pod koniec XIV wieku pod dużym wpływem ówczesnej gwary śląskiej nazwa ta przekształca się na Żory.
 

Maskotką Żor jest mały uśmiechnięty płomyk zwany „Żorkiem”, którego postać można spotkać w obrębie centrum miasta. Jest również przewodnikiem w Muzeum Ognia jako oczywisty jego symbol. Dlaczego oczywisty? Ano dlatego, że miasto kilkukrotnie trawione było przez wielkie pożary, m.in w 1552 r. (spłonęła wtedy połowa miasta), 1661 r., 1702 r. (spłonęła wtedy cała drewniana zabudowa miasta) czy 1807r. To właśnie 11 maja 1702 roku po wielkim pożarze mieszkańcy miasta przeszli przez pozostałości po mieście i obok pogorzeliska w błagalnej procesji dziękując Bogu za życie oraz prosząc o odwrócenie klęsk pożarów nawiedzających Żory. Na pamiątkę tego pochodu i zgodnie ze złożonym wówczas przyrzeczeniem co roku w rocznicę tamtej procesji w Żorach odbywają się obchody Święta Ogniowego. W obecnych czasach jest to wieczorna procesja mieszkańców z pochodniami wokół rynku, a od 2013 roku również organizowany jest Żorski Bieg Ogniowy.
 

Źródło: Places2visit.pl 
 

Dodatkowe informacje:

Muzeum Ognia:
jest czynne od wtorku do piątku w godzinach: 9:00 – 16:00
soboty, niedziele i święta w godzinach: 10:00 – 17:00
ceny biletów: normalny – 16zł, ulgowy – 12zł, dzieci do lat 3 – bezpłatnie
adres: Żory, ul. Katowicka 3 (jedno z głównych skrzyżowań w mieście, popularnej „wiślanki” z droga w kierunku Pszczyny); nie da się nie zauważyć tego obiektu przejeżdżając obok